Felieton ukazał się na portalu SDP.

„Zmieniają się pory roku i zmieniają się usłużni dziennikarze. Wyleci jedna ekipa rządowych wazeliniarzy i zastąpi ją inna ekipa podobnych, choć inaczej sprofilowanych propagandystów”. Ta wypowiedź Sławomira Jastrzębowskiego, naczelnego SE, jest w pełni reprezentatywna dla tonu komentarzy wokół planowanych zmian w mediach publicznych.

Wiadomo, pesymista, to człowiek dobrze poinformowany. I zawodowi komentatorzy uznali, że w tej sprawie z założenia pesymistami być powinni, aby w odpowiednim momencie móc powiedzieć „a nie mówiłem” (doklejając stosowny link). Trudno się więc dziwić, że choć jeszcze nowej władzy nie ma, to już wszyscy wiedzą, że za chwilę zejdzie na psy. A w kwestii mediów publicznych, to już na pewno.

Rozumiem, ale trochę się dziwię temu pójściu na łatwiznę. Teraz jest bowiem czas właściwy, by podnieść sobie i innym poprzeczkę. I nie mówić, jak się skończy, tylko jak być powinno – w tych mediach publicznych. Nie w teorii, ale w praktyce. I nie w Nibylandii, ale w Polsce, z całym bagażem doświadczeń III RP, jej złych praktyk i zgubnych nawyków. Oczywiście każdy pomysł z góry można uznać za nierealny, chybiony. Ale można także wspólnie się nad niektórymi propozycjami pochylić. Jeśli oczywiście uważamy, że TVP, PR i radiowe spółki, to kawałek wspólnego dobra, a nie „dziewka codziennego użytku dla polityków”.

Trudno zarzucić SDP, że się nie pochyla. Od kwietnia, czyli nadzwyczajnego zjazdu, staramy się wywołać temat – i ludzi o media publiczne zatroskanych – do tablicy. To niewiele kosztuje, wyjąć z szuflad własne pomysły, trochę więcej przymierzyć się do aktualnych wyzwań. Ale raz na cztery lata ma to sens, zwłaszcza gdy nową władzę można złapać za słowo rzucone w kampanii: że z mediami publicznymi trzeba zrobić coś więcej, niż tylko przejąć nad nimi kontrolę. Poprzedni wygrani nawet takich deklaracji nie składali.

Sprawa jest o tyle ułatwiona, że na stole mamy konkretną propozycję: odejście od spółek skarbu państwa w stronę instytucji użyteczności publicznej. To pewna koncepcja, która może mieć wiele różnych wariantów, jeśli chodzi o finansowanie, sposób wyłaniania i rozliczania władz, kwestię reklam…. Porozmawiajmy o tym publicznie, bo o media publiczne chodzi. A tak w ogóle, to warto rozmawiać, a nie wieszczyć.