Felieton ukazał się na portalu SDP

Rozmowa na Facebooku Grzegorza Hajdarowicza z ks. Kazimierzem Sową stała się niewątpliwym przebojem lata w sieci. Tych, którzy nie znają jej treści warto skierować na jeden z dziesięciu (co najmniej) portali, który owe dialogi krakowskich przyjaciół na linii Peru – Warszawa przedrukowały.

CZYTAJ: Standardy spod śmietnika z Grasiem! Ks. Sowa wściekły za artykuł o sobie donosi do Hajdarowicza. Ten ostro atakuje autora tekstu: „Wracam 2.09, może do tego czasu wyniesie się”

Choćby dla ich niepowtarzalnego stylu. Rzecz dotyczy zamieszczonego w sobotnim Plusie-Minusie portretu księdza Kazimierza. Jego bohater skarży się właścicielowi „Rzeczpospolitej” na autora, Tomasza Krzyżaka: „genialni dziennikarze pracujący w Twojej gazecie wiedzą co kto myśli, nawet co powie i dlatego nie muszą tracić czasu na takie pierdoły jak sięganie do źródeł…”. Hajdarowicz odpowiada: „Kazi, przykro mi że mam takich ludzi w redakcji, pozostaje mi mieć nadzieje, ze jak najszybciej sami zmienią prace i wyniosą się z mojej spółki”.

Jak łatwo się domyślić dialog natychmiast stał się wiralem, a temperatura w sieci przebiła tę w realu. Oto ksiądz – dziennikarz składa zaprzyjaźnionemu wydawcy donos na innego dziennikarza. Skutecznie, bo właściciel gazety od razu, bez zbadania zarzutów, publicznie straszy swego pracownika wylaniem z roboty. Szok.

Tyle, że jak się głębiej zastanowić, to mamy do czynienia z oczywistą ustawką i wypuchą.

Przecież obaj rozmówcy są osobami publicznymi, od lat na świeczniku i po licznych przejściach ze środowiskiem dziennikarskim. Ludźmi sukcesu (zwłaszcza, jeśli mierzy się go liczbą osobistych wrogów), czującymi nowe media. Kto jak kto, ale oni musieli doskonale zdawać sobie sprawę, że ich prywatny dialog będzie miał tysiące czytelników. Zrobili sobie więc sztubacki żart na temat własnej „czarnej legendy”. Przecież gdyby było inaczej…. zyskałaby ona rzadkiej urody potwierdzenie. Ani chybi za chwilę na tym samym Facebooku pojawi się więc wpis: „ale Was wkręciliśmy” (lub coś w tym stylu).

Autor głośnego tekstu „Bez koloratki” może więc spać spokojnie. Gwarantem jego dalszych publikacji dla „Rzeczpospolitej” jest bowiem ksiądz Kazimierz Sowa. Głupio by wyszło, gdyby tak przypadkiem Tomasz Krzyżak musiał teraz zmienić pracodawcę. Prawda, Kazi?