Szkoła głośna jak lotnisko

fot. YouTube
fot. YouTube

Wrzawa szkolna kojarzy się z rozbieganymi, wesoło rozkrzyczanymi dziećmi. Tymczasem badania dowodzą, że hałas panujący w placówkach może stać się przyczyną poważnych problemów zdrowotnych dzieci, a nawet doprowadzić do utraty słuchu.

W 2013 roku w ramach badań przesiewowych w 175 warszawskich szkołach przeprowadzono badanie słuchu. Wyniki są mało optymistyczne, gdyż wykazały, że co ósmy uczeń podstawówki boryka się z różnego rodzaju wadami słuchu. Jeśli dołożyć do tego badania epidemiologiczne wykonywane na przełomie ostatnich 20 lat, z których wynika, że co trzeci dorosły ma wadę, to należy uznać, że zaburzenia słuchu są poważnym problemem społecznym.

Gwar panujący na przerwach między lekcjami niemal dwukrotnie przekracza dopuszczalną normę, ustaloną przez Ministerstwo Środowiska na 61 dB, przy czym 120 dB jest uznane za próg bólu. Tyle samo hałasu robi warkot piły łańcuchowej, a niewiele więcej startujący myśliwiec. Należy jednak zaznaczyć, że zarówno pilarze jak i pracownicy lotniska, zobligowani są przepisami do używana słuchawek ochronnych.

Warunki panujące w szkołach wpływają negatywnie nie tylko na jakość nauki, koncentrację uczniów czy pracę nauczycieli, ale też na szeroko pojęte zdrowie dzieci. Hałas, w którym przebywają, powoduje skurcz drobnych naczynek tętniczych, upośledzenie układu nerwowego i pokarmowego oraz może doprowadzić do zaburzenia wzroku. Do tego zmniejsza wydolność psychofizyczną. Utrzymujący się w szkołach zgiełk jest przyczyną stanów lękowych u młodszych dzieci, wzmaga ich niepokój, czasem powoduje płacz, a często agresję.

Nauczyciele i dzieci są poddawani hałasowi okresowo co 45 minut. Słuch nie ma szansy wrócić do normalnej sprawności po jednej lekcji. Jeśli przez 10 minut mamy ekspozycję na 100 dB hałas, wymaga to 100 minut odpoczynku w warunkach komfortowych. Komfort dla ucha to jest między 40 a 50 dB, czyli po 10 minutowej przerwie dziecko powinno mieć ponad dwie godziny lekcyjne ciszy, żeby jego układ słuchowy wrócił do pełnej sprawności

—stwierdził podczas XII Festiwalu Nauki w Jabłonnie ekspert Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu (IFiPS) Maciej Ludwikowski.

Biorąc pod uwagę fakt, że dziś, w związku z kumulacją spowodowaną obniżeniem wieku szkolnego, placówki edukacyjne są przeludnione, należy się spodziewać, że poziom hałasu jest znacznie wyższy niż w latach poprzednich. A to może doprowadzić do swoistej plagi dzieci z zaburzeniami słuchu.

Niestety, szkolna wrzawa na przerwach i przepełnione placówki to nie jedyny problem do wyeliminowania. Największą zmorą polskich uczniów i nauczycieli jest akustyka panująca w salach lekcyjnych. Klasy urządzone są dość minimalistycznie, co powoduje, że oprócz dźwięku bezpośredniego, do uszu dzieci trafia cała paleta dźwięków wielokrotnie odbitych od pustych ścian i sufitu. Zbyt długi czas pogłosu sprawia, że nauczyciel, by być zrozumianym i słyszalnym dla uczniów, musi mówić głośniej i wolniej, co w konsekwencji utrudnia mu pracę a dzieciom naukę.

Centralny Instytut Ochrony Pracy postanowił zmierzyć czas wybrzmiewania dźwięków w warszawskich podstawówkach. Okazuje się, że ustaloną np. dla szwedzkich szkół normę na długość pogłosu, określoną na nie dłuższą niż 0,6 sek., spełnia mniej niż 1 procent sal lekcyjnych w Warszawie. Średnia dla Polski to pogłos rzędu 1,2 sekundy. Mało tego, taka akustyka w klasach sprawia, że nawet dobrze słyszący uczeń odbiera tylko część informacji wypowiadanych przez nauczycieli. W takich warunkach trudno mówić o jakości nauczania czy odpowiednim przygotowaniu szkół do prawidłowego prowadzenia zajęć.

Eksperci z Ecophon uważają, że pogłos szkolnych sal szczególnie utrudnia życie najmłodszym uczniom. Czym młodsze dziecko, tym większe wymagania. A jak wiadomo, w tej chwili obowiązek edukacyjny objął dzieci sześcioletnie, które z całą pewnością są wyzwaniem dla nauczycieli. To często dzieci z „nawykiem przedszkolnym”, mało skoncentrowane, chwiejne emocjonalnie, z ograniczoną percepcją. Do tego są w wieku, w którym układ słuchowy nadal się wykształca, co oznacza, że proces przetwarzania zasłyszanych dźwięków przez odpowiedzialny za to ośrodek mózgowy, nie jest jeszcze dojrzały. W związku z tym dużo trudniej jest im przebrnąć przez pogłos i wyłowić właściwy dźwięk bezpośredni.

Małe dzieci muszą usłyszeć każde słowo z wypowiedzi. Jeżeli nie dosłyszą jednej sylaby, często nie rozumieją całego zdania, czyli nie słyszą właściwie niczego. Dlatego powinniśmy przywiązywać wagę do akustyki sal, w których uczą się tak małe dzieci

– tłumaczy  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Mai-Britt Beldam z Ecophon Dania.

Do szkoły chodzi się po to, aby zdobyć wiedzę, a wiedza jest tym, co zapamiętamy. Wielu uczniów w klasach lekcyjnych rozumie wypowiedź nauczyciela, ale jej nie zapamiętuje, ponieważ zbyt wiele wysiłku kosztuje ich interpretacja zniekształconego sygnału akustycznego –

zauważa w Newserii Jonas Christensson z Ecophon Szwecja.

Podsumowując, hałas podczas szkolnych przerw równa się niemal „progom lotniska” , a minimalistycznie urządzone sale lekcyjne źle przetwarzają dźwięki. To pierwsze grozi plagą niedosłuchu na dużą skalę, a drugie miernymi efektami edukacyjnymi. Na to nakłada się przepełnienie w szkołach przez wtłoczenie w system małych dzieci, z niewykształconym narządem słuchu.

Mam nadzieję, że ministra edukacji potraktuje badania poważnie i pochyli się nad problemem, który doskwiera zarówno nauczycielom jak i ich podopiecznym. W innej sytuacji, posyłanie sześciolatków do szkoły mija się z ministerialnymi założeniami o wychodzeniu na przeciw chłonnemu umysłowi dziecka. Na nic chłonny umysł, jak w uszach dzwoni echo, a na holu ląduje myśliwiec.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...