Komunistyczni terroryści blokują Hollywoodzki film. Czy to samo może czekać film antyputinowski?

Od kilku tygodni na wNas.pl opisujemy losy nowej komedii Setha Rogena i Jamesa Franco, którzy w „To już jest koniec” dowiedli, że są obecnie w czołówce niepoprawnych politycznie filmowców w Hollywood. Po tym jak włożyli wielką szpilę w hipokryzję Hollywood ( i samych siebie przy okazji) teraz panowie postanowili wyśmiać przywódcę Korei Płn. Kim Dzong Una. W filmie przywódca Korei zostaje… zabity. Już po premierze pierwszego zwiastuna filmu przedstawiciele barbarzyńskiego reżimu rozpoczęli swój protest. W wywiadzie dla brytyjskiego „The Telegraph” Kim Myong-chol z będącej ponurym żartem siepaczy komunistycznych organizacji „The Centre for North Korea-US Peace” powiedział, że film jest przykryciem dla zbrodni Amerykanów w na Ukrainie.

Sony nie zamierzało jednak łamać się pod naciskiem zbrodniczego reżimu, który zrealizował jako jedyne państwo w świecie dokładną wizję „Roku 1984” Orwella. Niespodziewanie studio zostało zaatakowane więc przez hakerów o wdzięcznej nazwie „Strażnicy Pokoju” . Hakerzy wykradli m.in. e-maile pracowników oraz scenariusz następnego filmu o Jamesie Bondzie. Całe Hollywood żyje od kilku dni prywatną korespondencją celebrytów. Po tym jak pokaz „The Interview” odbył się jednak w Los Angeles, „pokojowe komuchy” nie poprzestały na hakerskich działaniach.

Pamiętajcie o 11 września 2001 roku. Jeśli macie dom blisko kina, lepiej wyjdźcie. Cokolwiek się zdarzy, wina spada na chciwość Sony Pictures Entertaiment.

zagrozili „Strażnicy Pokoju”. I to już najwyraźniej przeraziło zarówno wytwórnie jak i samych twórców, którzy zniknęli z przestrzeni publicznej. Amerykański wywiad jest pewien, że hakerzy działają na polecenie Pjongjangu, który dziś ma podobno dostać od Amerykanów oficjalne ostrzeżenie.

Decyzja Sony Entertainment o odwołaniu premiery oburzyła sporo środowisk. Grupa aktywistów o nazwie Free North Korea planuje zrzucić na Koreę Północną duży ładunek płyt DVD z filmem Franco i Rogena. Płyty mają być podczepione pod wodorowe balony. Również producenci filmowi są zażenowani tchórzostwem wytwórni. I trudno się nie zgodzić z tymi głosami.

Amerykanie mają bardzo mądrą dewizę, która mówi: „nie negocjujemy z terrorystami”. „Nigdy, pod żadnym pozorem nie ulegamy im, ani nie spełniamy ich najmniejszych żądań.” Sony właśnie złamało tę zasadę. Wytwórnia produkująca, paradne!, filmy o Jamesie Bondzie uległa tchórzliwie anonimowym hakerom, którzy zagrozili atakami terrorystycznymi w Boże Narodzenie. Jest to o tyle kuriozalne, że nikt nie nawet podejrzewa „Strażników Pokoju” o islamskie korzenie, które mogłyby rzeczywiście postawić na baczność Amerykanów. Kilka lat temu ocenzurowano odcinek „South Parku”, w którym pokazano wizerunek Allacha, po tym jak islamscy radykałowie zapowiedzieli atak na siedzibę Comedy Central w Nowym Jorku. Już wtedy mówiono o precedensie, który doprowadzi do jeszcze bezczelniejszych nacisków grup terrorystycznych.

Terroryzm nie polega jedynie na mordowaniu, ale również zastraszaniu społeczeństw- zmianie ich sposobu życia i wartości. Dlatego nigdy, pod żadnym pozorem nie można ulegać napastnikom, dla których zbudowanie poczucia powszechnego strachu jest ważniejsze niż dokonanie samego aktu zabójstwa. Sony właśnie wsparło międzynarodowy terroryzm, który może przybrać jeszcze mroczniejsze oblicze. Wyobraźmy sobie teraz, że w Hollywood, które w ostatnim czasie znów przypomina sobie o „ruskich wrogach”, powstaje film obnażający prawdziwą twarz reżimu Władimira Putina. Czy będzie miał on szansę na premierę, skoro Rosjanie w cyberatakach są jeszcze sprawniejsi niż Koreańczycy? Czy o tym co może, a czego nie może mielić popkultura wolnego świata będą decydować ponurzy dyktatorzy? To zależy wyłącznie od skali odwagi nas samych. Oni naprawdę chcą zniszczyć „nasz styl życia”. Pozwolimy im na to? Jeszcze kilka lat temu nikomu nie przyszło do głowy odwoływać premiery filmu, który idealnie pokazał stosunek wolnego świata do koreańskich dyktatorów:

PS. Rosja zaprosiła przywódcę Korei Płn. Kim Dzong Una na uroczystości w maju 2015 r., upamiętniające zakończenie II wojny światowej. Byłaby to pierwsza zagraniczna wizyta Kima od objęcia rządów pod koniec 2011 r. - pisze japoński dziennik „Asahi Shimbun”.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...