Podczas niedzielnej mszy w Turynie papież Franciszek powiedział, że Kościół i wszyscy chrześcijanie muszą okazywać solidarność z ludźmi przeżywającymi trudności, zwłaszcza z powodu kryzysu ekonomicznego. Rano papież modlił się przed Całunem Turyńskim.

W homilii w czasie mszy na Piazza Vittorio Veneto, gdzie zgromadziło się 60 tysięcy osób, Franciszek podkreślił:

Rodziny odczuwają potrzebę macierzyńskiej czułości Kościoła, by móc iść dalej w życiu małżeńskim, wychowaniu dzieci, trosce o najstarszych.

Jednocześnie przestrzegł:

Także my, chrześcijanie jesteśmy narażeni na ryzyko, że sparaliżuje nas strach przed przyszłością i że będziemy szukać bezpieczeństwa w rzeczach, które przemijają lub w modelu społeczeństwa, które bardziej wyklucza niż włącza.

Wiara, dodał papież, dodaje sił tym, którzy przytłoczeni problemami mówią: „Nie dam już rady”.

Franciszek, którego rodzina wyemigrowała do Argentyny z okolic Turynu w 1929 roku, wzruszył się cytując fragment wiersza poety z Piemontu Nino Costy. Tego wiersza, przypomniały media, nauczyła go w Buenos Aires jego włoska babcia.

Jestem wnukiem tej błogosławionej ziemi

— powiedział potem papież na zakończenie mszy, przed modlitwą Anioł Pański.

Mówił wiernym również o Całunie Turyńskim, przed którym modlił się rano w miejscowej katedrze. Franciszek podkreślił, że Całun jest „ikoną miłości” Jezusa. Podkreślił, że także tym razem wystawienie płótna przyciągnęło wielu wiernych.

Całun przyciąga do oblicza umęczonego ciała Jezusa i jednocześnie zwraca ku obliczu każdej osoby cierpiącej i niesprawiedliwie prześladowanej

— wskazał papież.

Kościół nie wypowiada się oficjalnie na temat autentyczności Całunu, w który - jak głosi tradycja - owinięte było ciało Chrystusa po ukrzyżowaniu.

Bezpośrednio po przyjeździe do stolicy Piemontu Franciszek spotkał się na jednym z placów z przedstawicielami świata pracy. Mówił im, że praca jest potrzebna nie tylko gospodarce, ale także godności człowieka. Przypomniał zarazem, że Turyn - historyczny ośrodek pracy z racji istnienia tu wielu fabryk - bardzo silnie odczuwa obecnie skutki kryzysu.

Brakuje pracy, zwiększyły się nierówności ekonomiczne i społeczne, wiele osób zubożało, ma problemy z domem, ze zdrowiem, edukacją i innymi pierwszorzędnymi dobrami

— zaznaczył.

W kryzysie, który jest globalny i złożony  nie można tylko czekać na ożywienie

— dodał papież.

Praca ma fundamentalne znaczenie, mówi o tym na samym początku włoska konstytucja i dlatego konieczne jest to, by całe społeczeństwo, ze wszystkimi jego częściami składowymi, współpracowało na rzecz tego, by była praca dla wszystkich, godna mężczyzny i kobiety

— oświadczył papież.

Słuchali go między innymi siedzący w pierwszym rzędzie przedstawiciele dyrekcji turyńskiego koncernu Fiat.

Franciszek podkreślił, że niektórzy, mimo kryzysu, „wzbogacają się nie troszcząc się o wielu, którzy biednieją i niekiedy głodują”.

Wyraził następnie solidarność zarówno z bezrobotnymi, zwłaszcza młodzieżą, jak i z przedsiębiorcami, przeżywającymi kłopoty. Z naciskiem odnotował, że ponad 40 procent młodych ludzi we Włoszech nie ma pracy.

Powiedział też: „Nie dla mafijnych układów, oszustw, łapówek”.

Jesteśmy wezwani, by sprzeciwić się gospodarce, która odrzuca ludzi, kultowi pieniądza, niesprawiedliwości, która generuje przemoc

— stwierdził.

Apelował, aby nie obarczać imigrantów winą za trudności.

Imigracja zwiększa konkurencję na rynku pracy - zauważył - ale nie można winić za to imigrantów, bo są oni ofiarami niesprawiedliwości, gospodarki, która odrzuca ludzi, a także wojen.

Papież wyraził opinię, że konieczna jest „reaktywacja solidarności między pokoleniami”, by ożywić gospodarkę.

Trzeba stworzyć możliwości kredytowe nowym inicjatywom

— apelował do banków.

W siedzibie arcybiskupa Turynu papież zjadł obiad z grupą więźniów z zakładu karnego dla nieletnich, z imigrantami, bezdomnymi i z rodziną Romów.

lap/PAP