Pewien poważny człowiek powiedział mi dzisiaj, że gdyby ludzie do tej pory odpowiedzialni instytucjonalnie za upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych mieli choć odrobinę honoru, to palnęliby sobie w łeb po pogrzebowej ceremonii Zygmunta Szendzielarza.

Może to nieco zbyt mocne słowa, ale dobitnie opisujące fakt, że dzisiaj wreszcie wszystko było jak należy. Nie „na alibi”, nie żadne pozorowane ruchy, nie udawanie rozmachu - po prostu, odprowadziliśmy „Łupaszkę” w ostatnią drogę tak, jak należy. Dopiero dzisiaj widać, jak być może, gdy państwowym instytucjom na czymś zależy. I co do tej pory zaniedbywano.

Bardzo dobitnie ujął to w swoim przemówieniu Andrzej Duda:

65 lat, by przywrócić godność. Ale przywrócić godność nie panu majorowi Zygmuntowi Szendzielarzowi „Łupaszce”, pan pułkownik tę godność zawsze miał i nigdy jej nie utracił. A za walkę i bohaterska śmierć dla Ojczyzny, ma ją na wieki. Ma godność na wieki. Tak jak i jego polegli towarzysze broni. Dziś po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków Pana Pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez te państwowe uroczystości pogrzebowe przywracamy godność Polsce

— powiedział prezydent.

To budujące, ale jeszcze bardziej cieszy fakt, że w takiej uroczystości Polacy tak chętnie wzięli udział. Ilu nas było w kondukcie żałobnym? Nie sposób policzyć będąc w środku. Z tej pozycji widać jednak coś, czego żadna telewizja nie przekaże, emocje. Tysiące ludzi, którzy mają poczucie, że spaja ich coś wielkiego. Kibice, narodowcy, ale także zwykli mieszkańcy wielu polskich miast. Po transparentach widziałem, że dzisiaj Polska była tutaj, w Warszawie. Także rodzice z dziećmi, czasem nawet bardzo małymi. Po to, by patriotyzm, którego dzisiaj jeszcze nie rozumieją, po prostu chłonęły. Wspaniały widok, przyszłość Polski.

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ:

To, co się dzisiaj wydarzyło było wielką sprawą. Nie zepsują tego ani podłe publikacje, ani upadli żurnaliści szukający łatwego poklasku wśród sobie podobnych. Boją się tej wspólnoty, którą Polacy czują w chwilach podniosłych, a taką niewątpliwie był pogrzeb Pana majora. Piszę „majora”, choć Szendzielarz został awansowany do stopnia podpułkownika i to powinna być poprawna forma. W uszach mam jednak wciąż relację Mieczysława Chojnackiego, kolegę „Łupaszki” z celi śmierci mokotowskiego więzienia. Wychodząc na egzekucję Szendzielarz powiedział: „Z Bogiem panowie”. Odpowiedzieli mu: „Z Bogiem panie majorze”. To były najprawdopodobniej ostatnie słowa od życzliwych mu osób. Wielokrotnie je dziś powtórzyliśmy oddając ostatni pokłon nad jego mogiłą. Nareszcie wieczny odpoczynek…

CZYTAJ TAKŻE: Uroczystości pogrzebowe płk. „Łupaszki”. Bp Guzdek: „Żołnierze Niezłomni przypominali społeczeństwu, że trzeba wyprostować karki i powstać z klęczek”