Gross - Goebbels naszych czasów. W walce o prawdę nikt nas nie wyręczy

YT
YT

Czy można pogodzić się z kłamstwem? Czy można milczeć i pozwolić, by – zgodnie z tezą hitlerowskiego ministra propagandy Josepha Goebbelsa – kłamstwo zagłuszyło prawdę? I czy taka postawa jest wyrazem cnoty, czy głupoty z domieszką tchórzostwa? A jednak od lat uginamy kark i pozwalamy, by historię Narodu Polskiego pisali nie historycy, ale chciwi rozgłosu i zysków handlarze bestsellerowych kłamstw.

We wczesnych latach osiemdziesiątych Jan Tomasz Gross wydał książkę opisującą losy Polaków zesłanych przez Sowietów na Sybir. Książka sprzedawała się słabo, bo i kogo poza Polakami, obchodzą losy zesłańców? Wojenne losy Żydów to interes znacznie lepszy. A jeśli do znanych już wątków dorzuci się kilka sensacyjnych stwierdzeń, korzyść – w postaci popularności, za którą płynie strumień pieniędzy - gwarantowana. Z każdą kolejną publikacją, pisana przez Grossa opowieść (bo nie sposób użyć w tym kontekście słowa „historia”) wzbogacała czytelnika o nową „sensację”. I tak świat – nie bez satysfakcji, o czym za chwilę – dowiedział się i z ulgą uznał, że Holocaust nie byłby możliwy, gdyby nie masowy udział Polaków w eksterminacji Żydów. Jan Gross przekroczył ostatnio kolejną granicę. Jak napisał, w czasie II wojny światowej Polacy „zabili więcej Żydów niż Niemców”. Czy można pójść dalej? Zapewne. Bo przecież logiczną konsekwencją tezy Grossa, będzie zdanie, że głównym wrogiem Polaków w czasie wojny byli właśnie Żydzi, a Niemcy jedynie statystowali przy ksenofobicznej jatce. Kogo poza Grossem taka teza może cieszyć?

Siedemdziesiąt lat temu Jan Karski starał się przekonać zachodnich polityków do zdecydowanego działania wobec ludobójstwa milionów Żydów. Został wysłuchany przez Prezydenta USA Franklina Roosevelata, po czym jego świadectwo zignorowano. Dlaczego? Z przerażenia, wygody, poczucia bezradności? Jakiekolwiek powody stałyby za obojętnością Amerykanów, grzech zaniechania odcisnął swoje piętno. A o ileż prostszym rozwiązaniem jest zrzucenie odpowiedzialności na kogoś, niż uderzenie we własną pierś. Czynią tak zresztą nie tylko Amerykanie, ale też Niemcy – sprawcy Holocaustu i Francuzi, którzy o własnym udziale w czystkach etnicznych woleliby, lecz nie są w stanie zapomnieć (przypomnijmy chociażby łapankę Vel d’Hiv w roku 1942, by nie rozpoczynać dyskusji o obecnych atakach na synagogi).

Jeśli spojrzymy na wypowiedzi Grossa z takiej perspektywy, niemała popularność jego tez przestaje dziwić – obarczanie Polaków winą za rzeź Żydów tak wdzięcznie pozwala wykreślić niekomfortowe pytania. A ile w tym prawdy? Niewiele. Tylko kogo to obchodzi. Kogo na świecie obchodzi opinia np. Augusta Grabskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, który w pracach Grossa dostrzega „elementy manipulacji i brak proporcji w opisywanych zjawiskach”. Kto słyszał o Hansie Furth, który w branżowym piśmie historycznym poświęconym badaniu ludobójstwa pisał o milionie Polaków pomagających Żydom w czasie wojny? Kto zwrócił uwagę na opinię szwedzkiego badacza Holocaustu Gunnara Paulssona, który uznał, że około 100 tysięcy Polaków zasłużyło na medal Sprawiedliwych, a setki tysięcy pomagały w sposób anonimowy? I wreszcie, czy ktokolwiek poważnie traktuje powstałe w roku 1943 w warszawskim getcie zapiski żydowskiego historyka Emanuela Ringelbluma, który napisał m.in.: „Panuje u nas pogląd, że antysemityzm znacznie się wzmógł w okresie wojny, że Polacy w swej większości są zadowoleni z nieszczęścia, które spotkało Żydów w miastach i miasteczkach Polski itp. Uważny czytelnik naszych materiałów znajdzie setki dokumentów świadczących o czymś wręcz przeciwnym. W niejednym sprawozdaniu z miasteczka przeczyta on, jak serdecznie odnosiła się ludność polska do żydowskich uchodźców. Dowiecie się o setkach wypadków, kiedy chłopi w ciągu długich miesięcy ukrywali i dobrze karmili żydowskich uchodźców z okolicznych miasteczek”. Te opinie nie obchodzą nikogo. Bo są tak cholernie nudne. Takie zwykłe i oczywiste. I nie kłócą się ze zbiorową pamięcią. Po prostu są prawdziwe…

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...