Maciej Pawlicki: "Proces zmieniania historii dokonuje się na naszych oczach. Państwo niemieckie świadomie dokonuje odwrócenia pojęć. To jest akt agresji"

Fot. wPolityce.pl/TVP Info
Fot. wPolityce.pl/TVP Info

Co takiego stało się w światowej polityce historycznej, że trzeba dziś przywracać pamięć o zbrodniach niemieckich z czasów II wojny światowej? Dlaczego coraz częściej mówi się o "polskich obozach zagłady", a równocześnie o winie "nazistów"? - zastanawiali się goście programu Jana Pospieszalskiego "Bliżej".

Gośćmi programu byli prof. Bogdan Musiał, historyk, UKSW, Anna Gruszecka, inicjatorka akcji “Zapal znicz pamięci” oraz Maciej Pawlicki, producent filmowy, współtwórca filmu “Historia Kowalskich”, publicysta „wSieci”.

Inicjatorka akcji Zapal Znicz Pamięci podkreślała, że przypominanie o ofiarach II wojny światowej jest czymś więcej niż nudną martyrologią.

My  przypominamy  nie tylko ich śmierć tych ludzi ale też życie. Bo oni ginęli za to kim byli. Za to że byli autorytetami w swoich środowiskach

- tłumaczyła.

Nauczyciele piszą, że to jest najlepsza lekcja historii dla uczniów których przyprowadza się w takie miejsca.Dla nich ofiary przestają byc dziesiątkami tysięcy anonimowych poległych. Stają konkretnymi osobami

- mówiła Anna Gruszecka.

Goście Jana Pospieszalskiego mówili o masowej eksterminacji polskich elit w czasie II wojny światowej.

Celem było zniszczenie polskich elit przywódczych, które były nosicielami polskiego patriotyzmu. Chodziło o zniszczenie Polski jako państwa i jako narodu, ajo społeczności

- mówił prof Musiał.

Jan Pospieszalski przypomniał, że wedle szacunków IPN skala tych zbrodni sięgała 40 tys, osób.

To byli ludzie starannie wybrani. To była z niemiecką precyzją i starannością wykonana akcja wyrwania najcenniejszych elementów, bez których naród się gubi,  jest słaby zdezorientowany i łatwo nim manipulować

- wtórował Maciej Pawlicki, ktróy podkreślał, że obydwa totalitaryzmy z którymi przyszło zmierzyć się Polakom w XX wieku miały podobny plan:  zniszczyć polski naród, by stał się narodem niewolników.

Żeby nie miał inteligencji i nie miał autorytetów moralnych. Żeby nie miał do czego tęsknić, żeby nie miał wokół czego budować

- wyliczał publicysta "wSieci".

Zaproszeni goście zastanawiali się też nad przyczynami tak częstego używania w Niemczech i innych krajach zachodnich sformułowania: "polskie obozy zagłady".

Zdaniem prof. Musiała nie jest to skutek prostej pomyłki, czy przejęzyczenia.

To element niemieckiej polityki historycznej, próba przezwyciężenia bagażu historycznego.

Jak zauważył historyk, choć Niemcy zazwyczaj tłumaczę, że przymiotnik "polski" ma znaczenie wyłącznie geograficzne, to jednak nie popełniają podobnych nadużyć, gdy mówią o obozach istniejących w Austrii, Bawarii, czy nawet Czechosłowacji.

To nie jest przejęzyczenie ale kod kulturowy

- tłumaczył. I podawał inne podobne przykłady manipulacji językowej.

W Niemczech mówi się "okupacja nazistowska". Oni nawet już sobie z tego nie zdają sprawy.  Niemcy podświadomie - dystansują się od niewygodnych faktów przez nazywanie rzeczy nie po imieniu

- mówił Musiał. Jak tłumaczył,  w Niemczech toczy się obecnie debata o tym  do jakiego stopnia Polacy pomagali nazistom. Z kolei kilka lat temu na konferencji naukowej w tym kraju ukuto tezę, że holocaust był "przestępstwem europejskim pod przywództwem nazistów".

Proces zmieniania historii, jak to przewidział Orwell na naszych oczach postępuje.  Państwo niemieckie taka jak kiedyś dokonało agresji tak teraz świadomie dokonuje odwrócenia pojęć. To jest akt agresji

- zauważył Maciej Pawlicki.

Dyskutanci zastanawiali się nad odpowiedzialnością władz polskich w kształtowaniu polityki historycznej naszego kraju.

Wynajmujemy naszych urzędników po to by strzegli interesu narodowego. Elementem tego jest dobre imię naszych ojców - naszych matek

- mówił Pawlicki. Anna Gruszecka podkreślała, ogromną rolę jaką w tym procesie odgrywa Instytut Pamięci Narodowej. Jednak jak zauważył Pawlicki - ma on znikomy wpływ na wizerunek Polski za granicą.

W tym kontekście przypomniano sprawę głośnego filmu "Nasze matki nasi ojcowie". Jak przypomniał Pawlicki film nie tylko zdobył ogromną widownię w Niemczech, ale rozpoczął w tej chwili światowe torunee. M.in w Stanach Zjednoczonych.

Jeżeli  ktokolwiek z Polonii podnosi dziś jakieś wątpliwości to słyszy prosta odpowiedź: przecież polska  telewizja publiczna w głównym kanale ten film pokazała

- mówił publicysta i reżyser.

Najgorsze, ze Polska nie ma czym na ten film odpowiedzieć

- tłumaczył.

- Może puścimy "Pokłosie"?

- ironizował Musiał.

Jan Pospieszalski przypomniał, że przy współudziale Pawlickiego powstał ostatnio film "Rodzina Kowalskich" - fabularyzowany dokument mówiący o śmierci 34 Polaków, zamordowanych za pomoc niesioną Żydom. Ale jak zauważył Pawlicki trudno oczekiwać, że wyprodukowany przy bardzo niskim budżecie dokument, zrównoważy nakręcony z ogromnym nakładem środków - niemiecki serial.

Takich produkcji powinno być wiele

- zgodzili się uczestnicy programu.

ansa/TVP Info

 

 

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych