Czym według „Polityki” zajmowali się Niemcy w czasie okupacji? Czytali książki, chodzili do kina, zakochiwali się, a w wolnych chwilach dostarczali do getta chleb

Fot. Wikimedia Commons
Fot. Wikimedia Commons

Tygodnik „Polityka” postanowił w specyficzny sposób uczcić rocznicę zakończenia Powstania Warszawskiego. W dziale „Historia” opublikowano obszerny artykuł poświęcony… życiu codziennemu Niemców w okupowanej Warszawie.

Z opracowania zatytułowanego „Warszawa tylko dla Niemców” dowiemy się między innymi, jak trudno było Niemcom zaadaptować się do nowych warunków spowodowanych dokonaniem przez nich najazdu dla Polskę.

Pierwsi Niemcy pojawili się w Warszawie zaraz po kapitulacji Polski jesienią 1939 r. Zmiana miejsca zamieszkania wymusiła przyjęcie nowych punktów widzenia i przystosowanie się do nowej rzeczywistości. Głównym doświadczeniem ok. 50 tys. folksdojczów i Niemców przybyłych do Warszawy z III Rzeszy było więc w tym początkowym okresie dojmujące poczucie niepewności. Poczucie bezpieczeństwa dawała im przede wszystkim praca, która przebiegała najczęściej w sposób unormowany i zrutynizowany

- pisze Stephan Lehnstaedt, pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Oprócz dającej poczucie bezpieczeństwa pracy, Niemcy – jak przystało na naród o wysoko rozwiniętej kulturze – zajmowali się także czytaniem książek i chodzeniem do teatru.

Zachęcano do czytania literatury niemieckiej. Na początku 1940 r. w Bibliotece Publicznej miasta Warszawy przy ul. Koszykowej otwarto dwie czytelnie (dla palących i niepalących). Zgromadzono w nich ok. 30 tys. niemieckich książek. Wiele z nich, przeważnie pozycji naukowych, należało wcześniej do zbiorów tejże biblioteki. Miesięczny abonament kosztował 1 zł, natomiast żołnierze mogli korzystać z biblioteki za darmo. (…) Jeżeli chodzi o tzw. kulturę wysoką, to od 1940 r. w stolicy odbywały się Warszawskie Dni Kultury, podczas których teatr im. Schillera z Berlina pod kierunkiem Heinricha George’a wystawił „Alcada z Zalamei” Calderona. Poziom niemieckich teatrów i orkiestr w Warszawie nie był zbyt wysoki, w licznych kawiarniach Niemcy słuchali głosów polskich śpiewaków; Udo von Alvensleben wspomina, że nagradzano ich owacjami

- pisze Lehnstaedt.

Pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego zauważa także istnienie pewnych "płaszczyzn styczności między Niemcami a Polakami." Czy wymienia tutaj łapanki, publiczne egzekucje, tortury, jakim poddawano Polaków na Pawiaku i na Szucha, wreszcie hekatombę miasta w Powstaniu Warszawskim? O tych sprawach Lehnstaedt nie zająknął się ani słowem.

Gdzie były płaszczyzny styku między Niemcami a Polakami? Z pewnością tam, gdzie wchodził w grę handel na czarnym rynku

- czytamy. Lehnstaedt w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości historycznej kreśli także sielankowe obrazki rodzących się romantycznych uczuć:

Kontakty prywatne pomiędzy Niemcami a Polakami nie były co prawda dobrze widziane, ale zdarzały się sytuacje – nazwijmy tak – romantyczne. I tak folksdojczka Anna H., pracująca jako kucharka dla Policji Bezpieczeństwa, została zwolniona z pracy, ponieważ chciała wyjść za mąż za rozwiedzionego Polaka. Ten związek małżeński jej przełożony uważał za dowód zdrady wobec społeczności niemieckiej.

Na romantyczną Niemkę spadły poważne represje. Zakazano jej nawet używania imienia wodza:

Urzędnik, który zajmował się jej sprawą, zabronił Annie H. używać powitania „Heil Hitler” i do podjęcia ostatecznej decyzji osadził ją w domowym areszcie.

Czy pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego odnotował w swoim artykule istnienie Polskiego Państwa Podziemnego, które oprócz organizowania ruchu oporu wobec wroga, powołało także władze podziemne zapewniając w ten sposób ciągłość funkcjonowania wielu instytucji państwowych? Nic z tych rzeczy. Po lekturze artykułu Lehnstaedta można odnieść wrażenie, że Polaków – mężczyzn, w okupowanym przez Niemców kraju w ogóle nie było, podstawową aktywnością Polek była natomiast… prostytucja:

Na początku 1941 r. w Warszawie otworzono specjalny dom publiczny z 30-40 kobietami tylko dla esesmanów. Według wytycznych SS nabór miał się dokonywać według następujących reguł: „Do burdelu będą rekrutowane wyłącznie młode i atrakcyjne polskie dziewczyny. W ten sposób z jednej strony uniemożliwi im się wykonywanie zawodu matki, a z drugiej strony uświadomi esesmanom i policjantom, że Polki nie są dla nich przeznaczone na żony, a mogą być jedynie prostytutkami.

Z lektury „Polityki” nie dowiemy się także o wybuchu Powstania Warszawskiego, o wsparciu Armii Krajowej udzielonym powstańcom w getcie, o wyzwoleniu niemieckiego obozu koncentracyjnego „Gęsiówki” i uwolnieniu przetrzymywanych tam Żydów ani też o bohaterskiej działalności Witolda Pileckiego, dobrowolnego więźnia w Auschwitz. Nie dowiemy się także o tysiącach Żydów uratowanych przez Polaków przed wywózką do niemieckich obozów koncentracyjnych. Zamiast tego zostaniemy uraczeni sentymentalną opowieścią, o tym, jak trudnym przeżyciem dla Niemców było oglądanie unoszącego się nad warszawskim gettem dymu i słuchanie dochodzących stamtąd odgłosów wystrzałów:

Już w czasie pierwszych spacerów po mieście wielu Niemców, którzy dopiero co przybyli do Warszawy, odwiedzało tzw. dzielnicę żydowską, o której tak wiele słyszeli z opowiadań kolegów. Organizacja Kraft durch Freude (Siła poprzez radość) organizowała nawet dla okupantów objazdy autobusowe po warszawskim getcie. Wrażenia z tych wycieczek opisywali oni potem swoim znajomym z Rzeszy. Czasem zaopatrywali je w komentarze – część z nich była krytyczna, natomiast przeważa w nich opinia, że Żydzi dostali to, na co zasłużyli. Odnotujmy wszakże przypadki, gdy głodującym i żebrzącym dzieciom część turystów rzucała chleb, co jednak odbywało się w tajemnicy, ponieważ taki akt miłosierdzia wobec Żydów był surowo zabroniony.

Okazuje się, że Niemcy odnosili się także ze współczuciem do powstańców walczących w getcie:

Nie zważając na cenzurę, jakiej poddawana była korespondencja wojenna, Wilm Hosenfeld (Niemiec, który pomógł Władysławowi Szpilmanowi) wspominał w liście do żony o „czarnych chmurach dymu, które od trzech tygodni unoszą się nad gettem” i o „nieustannych strzałach” oddawanych szczególnie nocą. Swoją niezgodę na te „okropne sceny” Hosenfeld wyraził w następujących słowach: „Jest to nowa, niezmywalna plama na honorze wszystkich odpowiedzialnych za te działania, a do tego jeszcze ogromna kompromitacja”.

Artykuł kończy pełna empatii konkluzja opisująca trudną sytuację emocjonalną, w jakiej znaleźli się Niemcy:

Stabilny charakter okupacji oraz poczucie bezkarności wzmacniały przekonanie o legalności popełnianych zbrodni. Niemcy jako okupanci stali ponad wszystkimi i dlatego z ich punktu widzenia przemoc wobec ludności była usankcjonowaną prawnie, a więc właściwą formą zachowania

- pisze Lehnstaedt.

Słyszeliśmy już wypowiedzi o „polskich obozach koncentracyjnych”, w filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” mieliśmy do czynienia z obrzydliwą propagandą zniesławiającą Armię Krajową, teraz przyszła kolej na kreślenie w mediach obrazu „dobrego Niemca”. Kwestią czasu pozostaje uzupełnienie tego obrazu o informację o tym, jak to ci dzielni Niemcy ratowali Żydów przed agresywnymi bandami Polaków, chcących zamknąć ich w obozach. To, co jeszcze jakiś czas temu było jedynie ponurym żartem, dziś staje się rzeczywistością. Najbardziej ponurym wymiarem całej sprawy jest fakt, że tego rodzaju teksty ukazują się na łamach polskiej prasy, na dodatek – w rocznicę zakończenia Powstania Warszawskiego. Jeżeli określenie „prasa polskojęzyczna” nie jest adekwatne w kontekście treści publikowanych przez „Politykę”, to w jakim kontekście jego użycie byłoby uzasadnione?

"Polityka"/aż

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych