Jan Pietrzak w "Sieci": "Ta władza nieustannie nam komunikuje, że powinniśmy się polskości wyrzec"

Projekt okładki "Sieci": Michał Korsun. Zdjęcie: Andrzej Wiktor.
Projekt okładki "Sieci": Michał Korsun. Zdjęcie: Andrzej Wiktor.

Jan Pietrzak w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowskimi w tygodniku „Sieci” stawia bardzo mocne tezy dotyczące aktualnej sytuacji geopolitycznej Polski i jakości władzy sprawowanej w naszym kraju. W wątku dotyczącym kłamliwego filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, satyryk mówi:

Od trzystu lat Polska znajduje się między Rosją a Niemcami, którzy nas raz po raz najeżdżają, a w czasie pokoju bynajmniej nie odpuszczają, cały czas pracują tu nad budową swoich wpływów. Ci zaborcy ciągle tworzą antypolskie sytuacje. Nasz premier Donald Tusk, który sam zresztą powiedział, że dla niego „polskość to nienormalność”, jest dla nich idealnym człowiekiem na właściwym miejscu. Jego do walki z polskością w ogóle nie trzeba zachęcać.

Swoje mocne słowa tłumaczy następująco:

JP: - Przecież ta władza nieustannie nam komunikuje, że powinniśmy się polskości wyrzec. Nie podobają im się powstania. To pytam: a czy podobają im się najeźdźcy? Najwyraźniej tak, chodzi o to, byśmy w finale znowu pozbyli się narodowego bytu. To, co się wokół nas dzieje, to jest ciągle ta sama napaść, tyle że tym razem przede wszystkim w kulturowym wymiarze, przeprowadzana za pomocą mediów. To rodzaj agresji, to wojna medialna i psychologiczna. Trzeba ją widzieć w perspektywie historycznej, to dalszy ciąg tej samej pracy zaborców.

„Sieci”: - Nie jesteśmy w pana opinii krajem w pełni niepodległym?

Czy można mówić o pełnej niepodległości i suwerenności kraju, w którym nie można od lat postawić pomnika zwycięstwa nad bolszewikami w roku 1920, a pieczołowicie się chroni i konserwuje pomniki wdzięczności armii sowieckiej? Ktoś tego, jak widać, zdecydowanie i skutecznie pilnuje. I ma wpływy, by przypilnować. Dlaczego mimo miliardów złotych wyrzuconych w asfalt, wciąż nie da się przejechać przez kraj w warunkach w miarę normalnych? To też celowe, chodzi o to, by tu nie było za dobrze. Dlaczego skasowano u nas wszystkie stocznie? Bo muszą pracować niemieckie. Z jakiego powodu padł przemysł maszynowy czy samochodowy? Bo za Odrą muszą być miejsca pracy. A łupków nie można wydobyć, bo Rosja ma inny interes, chce sprzedawać swój gaz itd.

Zdaniem Pietrzaka, obecni liderzy państwowi nie lubią Polski i Polaków:

Może nie wszyscy, ale chcąc należeć do obozu władzy, muszą działać, jak im każą. Natomiast sam Tusk Polski nie lubi, szczerze nie cierpi. Gdyby było inaczej, nie wyrzucałby nauczania polskiej historii z polskiej szkoły. To przecież coś absurdalnego! Żeby w państwie polskim zwalczać polską historię? Żeby ludzie musieli walczyć o nauczanie dzieci dziejów ojczystych? Jak za zaborów, to skandal niebywały.

Zakończenie tego wątku jest jednak optymistyczne. Artysta nie wierzy bowiem, by udało się Polaków przerobić na nową modłę:

JP: - W jakimś stopniu się udaje, wielu rodakom to, co się dzieje, nie przeszkadza – ani ich grzeje, ani ziębi. Podpięci do telewizorów wysłuchują codziennej porcji kłamstw i to im wystarcza. Jednak Polska i Polacy generalnie mają różne okresy, dołki i górki, okresy słabnięcia i krzepnięcia.

"Sieci": - Śpimy długo, ale w końcu się budzimy?

JP: - Tak, dlatego generalnie wierzę w Polskę, wierzę w Polaków. Już kilka razy w życiu przekonałem się, że nie warto poddawać się nastrojom zniechęcenia, bierności, poczuciu, iż jest się w mniejszości. Zawsze przychodził moment, gdy umiemy się ocknąć, mocniej tupnąć, mocniej uderzyć. I wtedy sprawy na chwilę wracają w dobry nurt. Były przecież lata, gdy nie śpiewałem „Żeby Polska była Polską”, bo wydawało się, że sprawy idą w dobrym kierunku.

Cała rozmowa w nowym wydaniu tygodnika "Sieci".

 

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych