Semka przestrzega: widać "wielki cień" nad przyszłością narodów polskiego i niemieckiego. Niemiecki rewizjonizm rośnie w siłę

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Na łamach Rzeczpospolitej Piotr Semka zauważa, że w polityce historycznej Niemiec coraz silniejsze są tezy ziomkostw, które winę za tzw. „wypędzenia”  przerzucają na Polskę i Czechy.

Semka odnotowuje, że na  konferencji „Pojednanie jako obowiązek” zorganizowanej 15 października przez frakcję chadeków w Bundestagu, na której historyk z USA twierdził, że wypędzenia Niemców były czystką etniczną, była obecna Angela Merkel.

Kanclerz Niemiec zapowiedziała, że jeszcze za obecnej kadencji Bundestagu dojdzie do jakiegoś "symbolicznego aktu upamiętnienia wypędzeń". Przy okazji komplementowała Erikę Steinbach za jej wkład w powstanie "Widocznego znaku" (instytucji upamiętniającej wypędzenia). Podkreśliła, że "pracom nad tą wystawą powinna przyświecać zasada, iż wcześniejsze bezprawie nie może usprawiedliwiać innego bezprawnego postępowania”

– podkreśla Semka.  Publicysta przytacza też szokujące z naszego punktu widzenia słowa historyka, Normana Naimarka:

„Wypędzenie Niemców nie było ludobójstwem, lecz czystką etniczną (...). Zamiarem ludzi, którzy to zaplanowali, nie była zagłada wszystkich Niemców - o ile wiemy” – cytuje słowa historyka publicysta. Ze względu na liczne ofiary śmiertelne "można powiedzieć, iż (wypędzenie) nosiło pewne znamiona ludobójstwa”. W dalszej części swojego wystąpienia amerykański historyk, choć nie wprost, zestawił powojenne wysiedlenia Niemców z Polski i Czechosłowacji z mordem na narodzie ormiańskim.

Nie sposób nie odnotować słów przewodniczącego Ziomkostwa Śląskiego Rudi Pawelka:

"Jeśli zaś chodzi o obozy pracy przymusowej dla Niemców, to w koncepcji (wystawy) mówi się jedynie o ciężkim znęcaniu się nad Niemcami w Czechosłowacji i Polsce. Wiem, że tam zginęło ponad 100 tysięcy ludzi, uwięziono tam wiele tysięcy dzieci. Są już na ten temat prace historyków z Polski” - podkreślał. Pawelce nie podobało się też traktowanie wysiedleń jako konsekwencji zbrodniczej polityki III Rzeszy. „Inne narody też były wypędzane, choć nie miały Hitlera. Wypędzenie jest zawsze konsekwencją nacjonalizmu i rasizmu”

– odnotowuje Semka.

Publicysta „Uważam Rze” twierdzi, że z przebiegu berlińskiej konferencji można wnosić, iż z ogłoszonej koncepcji ekspozycji Centrum przeciw Wypędzeniom można wybierać jak karty dań.

Między deklaracjami, że powojennych przesiedleń nie byłoby bez II wojny światowej i zburzenia przez Hitlera ładu europejskiego, mamy przesadzone tezy o planach elit m.in. polskich i czechosłowackich dotyczące pozbycia się niemieckich współobywateli. To stare tezy historiografii ziomkostw niemieckich, które przerzucają winę za powojenne decyzje deportacyjne na kraje, które padły ofiarą niemieckiej agresji w latach 1939-1941. To także częściowa recydywa niemieckiego rewizjonizmu historycznego. Do dominującej jeszcze dwie dekady temu w RFN opinii, że powojenne wysiedlenia były efektem II wojny rozpętanej przez Niemców, tacy historycy jak Naimark i Kittel dodają coraz więcej "kontekstów" i "porównań".

Piotr Semka zauważa, że te dwie niemieckie narracje wykluczają się. Nie da się bowiem akceptować tezy o polskich i czeskich nacjonalistach, których celem samym w sobie było wygnanie Niemców z jednoczesnym szanowaniem pamięci mieszkańca Warszawy, który wie, że to Niemcy zniszczyli mu miasto. To wielki cień nad przyszłością obu narodów.

Rz/DLOS

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych