"Nie będzie żadnego >>raportu Rylskiego<<. Będą natomiast zapewne liczne publikacje prasowe, a później naukowe"

PAP/Rafał Guz
PAP/Rafał Guz

Dr Władysław Bułhak, zastępca dyrektora Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, doprecyzowuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" plany IPN dotyczące gen. Zbigniewa Ścibora-Rylskiego.

Przypomnijmy: po ostrej reprymendzie ze strony generała, udzielonej osobom buczącym na Powązkach na przedstawicieli władzy, media nagłośniły fakt, że według dokumentów generał był współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych co najmniej w latach 1947-1964.

Na pytanie "Naszego Dziennika", czy aktach rzeczywiście nie ma pełnej deklaracji o współpracy generała, dr Bułhak odpowiada:

Powiedziałem dokładnie, że w tej teczce, którą widziałem, nie ma takich deklaracji, ale to nie znaczy, że one nie istnieją. Nie można wykluczyć, że tego rodzaju materiały mogą znajdować się w dokumentacji w Poznaniu. Ze znanych mi materiałów wynika bowiem, że owa "fraternizacja" pana generała z aparatem bezpieczeństwa PRL, nie rozstrzygając tutaj ostatecznie o jej charakterze, rozpoczęła się w stolicy Wielkopolski, w roku 1947. Zaznaczyć też należy, że kopia z mikrofiszy - z której korzystałem - w dużej części jest trudno czytelna. Są w niej jakieś dokumenty odręcznie pisane, których nie udało mi się odszyfrować.

Zdaniem wiceszefa Biura Edukacji Publicznej Instytutu, "w IPN znajdą się zapewne badacze, dla których ten temat będzie interesujący i będą go badać"; jak jednak dodaje, "to nie będą badania, po których Instytut wyda komunikat i zajmie oficjalne stanowisko":

Nie będzie zatem żadnego "raportu Rylskiego". Będą natomiast zapewne liczne publikacje prasowe, a później naukowe.

Dr Bułhak przyznaje, że fakr współpracy Ścibora-Rylskiego jest oczywisty:

To bezsporny fakt, że on się z tymi ubekami spotykał i coś załatwiał, i oni mu załatwiali, np. przyśpieszali wydanie paszportu. Po ludzku chyba też go po prostu lubili. Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że chodziło głównie o to, że on prowadził jakąś działalność gospodarczą i w tym niszczącym wszelką przedsiębiorczość systemie potrzebował "ochrony", po rosyjsku nazywa się to "krysza". Płacił oczywiście za to jakąś cenę, której nie jesteśmy dziś w stanie określić. Ale, zaznaczam, to jest tylko taka moja robocza hipoteza.

Czy to możliwe - pyta "Nasz Dziennik" - by Ścibor-Rylski współpracował, "aby wyciągać informacje od drugiej strony"?

Oczywiście były dość liczne próby infiltracji struktur władzy komunistycznej, w tym aparatu represji, przez odpowiednie służby podziemia niepodległościowego, zwłaszcza w okresie tużpowojennym. Ludzie Ci brali na siebie olbrzymie ryzyko. W większości wykrytych przez UB przypadków kończyło się to bezwzględnie wykonaną karą śmierci. W tej konkretnej sprawie mamy tylko wstępną relację pana generała.

Cały wywiad na stronach "Naszego Dziennika" - polecamy!

Kleb

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych