Michał Tusk o zarzutach ws. pracy: "zachęcano mnie do przyjęcia tej propozycji"

Fot. PAP/B. Ostrowska
Fot. PAP/B. Ostrowska

Michał Tusk, który od kwietnia tego roku pracuje na gdańskim lotnisku, czyli w firmie państwowej, nie zamierza rezygnować z pracy tylko dlatego, że jest synem premiera.

Mamy jedno nazwisko, ale prowadzimy osobne życia. Ojciec żadnej pracy mi nie załatwiał. A parę rzeczy już w życiu robiłem, byłem kierowcą autobusu, pracowałem jako dziennikarz. Teraz jestem pracownikiem Działu Analiz i Marketingu na lotnisku im. Lecha Wałęsa

mówi Faktowi Michał Tusk.

Syn premiera broni także syna Stanisława Kalemby, ministra rolnictwa, który został wezwany przez PIS do zrezygnowania z pracy w Agencji Rynku Rolnego.

Syn Kalemby pracuje w Agencji od dziesięciu lat. Nie wiem, z jakimi kwalifikacjami do tej pracy przyszedł. Ale  przez ten czas na pewno zyskał cenne doświadczenie. Zanim zacznie się go wyrzucać z pracy, należałoby się zastanowić, czy nie odbędzie się to jednak ze stratą dla instytucji, dla której w tej chwili pracuje

- tłumaczy Faktowi Michał Tusk.

Na Gdańskim lotnisku syn premiera zarabia ok. trzech tysięcy. Jego zdaniem to wystarczająca kwota.

Pieniądze nie są dla mnie najważniejsze, jakoś sobie z żoną radzimy

- opowiada Michał Tusk.

Syn premiera wyjaśnia jak doszło do tego, że podjął pracę na gdańskim lotnisku i odpiera zarzut, że w dzisiejszych czasach nie łatwo o pracę, która sama szuka pracownika:

Zachęcano mnie do przyjęcia tej propozycji. Ja sam na siłę nowego pracodawcy nie szukałem. Czy pozazdrościć? Czy redakcje (…) zatrudniają wszystkich „z konkursu”? W prywatnych firmach to normalne, że szuka się na rynku odpowiedniego pracownika i daje mu ofertę. Ja podczas pracy jako dziennikarz kilkukrotnie byłem „łowiony”, przez medialną konkurencję - i były to wyłącznie prywatne firmy. Ale jeśli ktoś mi zarzuca, że dostałem tę posadę po znajomości, to niech znajdzie na rynku innego specjalistę z moją wiedzą o lotnictwie cywilnym oraz kontaktami w branży, który przyjmie te obowiązki za 3 tysiące złotych. Podsumowując – mogę żartobliwie wezwać ojca, by ustąpił z pracy na swoim stanowisku, bo sprawia mi nim tylko problemy w realizowaniu kariery zawodowej.

A to akurat niezły pomysł.

Fakt/DLOS

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych