O tym, że mamy niespójne i chaotyczne przepisy dotyczące ruchu drogowego, wie każdy w Polsce, kto ma prawo jazdy (i korzysta z niego). Wiadomo, że należałoby je jak najbardziej uprościć, ujednolicić, żeby nie było miejsca do ich (nad)interpretacji, a to oznacza zazwyczaj również jak najbardziej zliberalizować.
Niestety innego zdania są posłanki PO z parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Ich zdaniem to kierowca powinien się tłumaczyć przed omnipotentnym państwem, nawet jeśli jest niewinny.
No bo jak inaczej rozumieć ich postulat, żeby w imię doprowadzenia do tego, by sankcje za wykroczenia na drodze były nieuchronne i szybkie (słusznie!), "kara za wykroczenie na drodze powinna być nakładana w trybie administracyjnym na właściciela pojazdu", nawet jeśli nie on był kierowcą?
Zgodnie bowiem z przedstawioną propozycją, właściciel pojazdu byłby zobligowany do tego, by w ciągu 14 dni wskazać osobę, która prowadziła samochód i dokonała wykroczenia drogowego. A jeśli nie wskaże, to on będzie ukarany...
Czyli de facto posłanki PO godzą się na karanie również niewinnych kierowców, żeby wyręczyć państwo i jego służby od udowodnienia winy winowajcy? A jeśli właściciel nie chce wyręczać policji i nie chce być donosicielem? To też zostanie ukarany. Najlepiej bardzo surowo - za brak współpracy z organami państwa.
Przewodnicząca zespołu Beata Bublewicz twierdzi, że to wszystko w ramach projektu ONZ pt. "Światowa Dekada Działań na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego 2011-2020", którego celem jest poprawa bezpieczeństwa na drogach całego świata.
Dzisiaj zebraliśmy się po to, by rok po tej premierze powiedzieć, co zamierzamy zrobić, co przygotowujemy
- postraszyła Bublewicz.
Kolejna kuriozalna propozycja pań, które wzięły się za poprawianie Ustawy "Prawo o ruchu drogowym", czyli popularnego kodeksu drogowego, to likwidacja możliwości skrętu warunkowego na światłach, czyli tzw. zielonej strzałki (która przy zapalonym czerwonym świetle - po zatrzymaniu się, przepuszczeniu pieszych i jadących na zielonym świetle samochodów - umożliwia kierowcy skręt w prawo).
W ocenie Bublewicz kierowcy nie zatrzymują się przed "zieloną strzałką", co prowadzi do wielu wypadków, w których giną ludzie. Z tego powodu - jak mówiła - w innych krajach sygnalizacja "zielona strzałka" nie obowiązuje.
Ale posłanka Bublewicz nie pamięta, że już raz w Polsce omal nie zlikwidowano "zielonych strzałek" - zaraz po wejściu Polski do Unii Europejskiej, kiedy jakiś nadgorliwy urzędnik, zamiast nakazać likwidację bezwarunkowych (namalowanych) strzałek, uznał, że Unia nakazuje nam likwidację również tych, wyświetlanych. Na szczęście w ostatniej chwili, ktoś go złapał za rękę i wyjaśnił, że błądzi.
Czy naprawdę trzeba drogim paniom tłumaczyć, co by oznaczała likwidacja "zielonych strzałek" w i tak aż do granic możliwości zakorkowanych miastach?... Jeśli faktycznie te strzałki mogą prowadzić do wypadków, to likwidujmy przyczyny a nie skutki - i zanim się wyleje feralne strzałki razem z kąpielą, to może należałoby choć trochę udrożnić nasze drogi? A tak, znów mamy do czynienia z charakterystycznym dla tej ekipy sposobem myślenia - coś nam się nie podoba? Nieważne jakie będą konsekwencje - likwidujmy.
No i trzecia propozycja kreatywnych pań posłanek PO dotycząca limitów prędkości. Zgodnie z nią, na autostradach kierowcy mogliby jeździć maksymalnie 130 km/h, na drogach ekspresowych 110 km/h, a w obszarze zabudowanym 50 km/h (jak to jest obecnie), ale bez tzw. tolerancji pomiaru.
To kolejny przejaw myślenia, że państwo wie lepiej niż obywatel i nie ma możliwości, żeby urządzenia pomiarowe mogły się mylić nawet o 1 km/h...
Jedną z przesłanek wprowadzenia tzw. tolerancji pomiaru była podnoszona różnica w odczycie prędkości, zarówno w samochodzie jak i na urządzeniu pomiarowym - "ok, w samochodzie było 88 km/h, nasza suszarka pokazała 92 km/h - błąd tu lub tam jest zawsze możliwy. A co więcej, był to sympatyczny gest państwa wobec obywatela - kierowcy. A to, że niektórzy z nich uznali, że mogą jeździć o 10 km/h szybciej? Tych spotykał zawód już przy pierwszej kontroli - płacili nie jak za przekroczenie o 1km/h ale za 11 km/h...
Likwidacja tolerancji pomiaru
- co proponuje Bublewicz -
spowoduje, że kierowcy będą musieli trzymać się wyznaczonych limitów prędkości.
Pani poseł chyba zupełnie nie wie o czym mówi, albo dawno nie prowadziła samochodu (bo córka rajdowcy prawo jazdy pewnie ma). Po pierwszym wyjeździe na miasto lub na drogę pozamiejską, przestała by pleść takie rzeczy...
Dlaczego nie dziwi więc, że wiceszefowa klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska również uznała, że te zmiany mogą poprawić bezpieczeństwo ruchu drogowego? Choć od razu zastrzegła, że są to na razie tylko zapowiedzi.
I chciałoby się zacytować klasyka "Drogie panie posłanki, droga pani Małgorzato Kidawa-Błońska, nie idźcie tą drogą...
MiKo, PAP
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/133321-poslanki-po-chca-za-wszelka-cene-zostac-bohaterkami-dowcipow-o-blondynkach-i-proponuja-zmiany-w-przepisach-o-ruchu-drogowym
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.