Sunday Roast (1). Czy III RP wsadzi do więzienia jednego z najważniejszych i najdzielniejszych opozycjonistów w PRL?

To coroczny, dobrze znajomy "obrazek": gdy Boże Narodzenie za pasem, samorządowcy i społecznicy wszelkich odcieni zaczynają organizować wigilie dla samotnych, bezdomnych i potrzebujących. Widzimy zastawione stoły, atmosferę życzliwości, często kamery. Bez wątpienia - dobry uczynek. I byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że znaczna część owych "wigilii" (nie wszystkie na szczęście) organizowana jest... na długo przed prawdziwą wigilią. W rezultacie w czasie prawdziwej wigilii owi samotni, bezdomni i potrzebujący są nadal pozostawieni sami sobie. W czasie, gdy społeczne upośledzenie doskwiera najbardziej nikt ich nie pociesza, nikt im nie towarzyszy. Jeżeli już pomagamy, róbmy to solidnie, i dbajmy, by pomaganie nie skupiało się na naszym, pomagających, samopoczuciu.

Sejm pracuje nad prezydenckim projektem zmian w ustawie o zgromadzeniach. To efekt zamieszek z 11 listopada. Sprawa niepokoi, bo oto władza, która ma pełnię władzy, zabiera się za majstrowanie przy prawach obywatelskich. Pozornie zmieniane są tylko szczegóły, ale w pewnych sytuacjach mogą one mieć fundamentalne znaczenie. Propozycja prezydenta daje bowiem organom gminy możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu lub czasie, jeżeli doprowadzić to może do naruszenia porządku publicznego.  A więc pojawia się element uznaniowy, oddajemy ważny kawałek władzy urzędnikom. Jeżeli będą chcieli, będą mogli dokuczyć nielubianym przez władzę. Nie można też wykluczyć manipulacji. By zablokować marsz opozycji w centrum miasta wystarczy, że młodzieżówka partii władzy zgłosi własną manifestację w tym samym miejscu (może nawet wcześniej złoży papiery, mając odpowiednie informacje i życzliwość urzędników?). Której demonstracji władza każe wynieść się na przedmieścia? Proszę mi wybaczyć, ale po akcji gaszenia zniczy i zbierania tulipanów nie ufam w dobrą wolę ani na jotę.

A propos 11 listopada. Komendant główny policji gen. insp. Andrzej Matejuk poinformował, że w zabezpieczeniu demonstracji 11 listopada w Warszawie uczestniczyło ponad 3 tys. policjantów, a przygotowania do operacji rozpoczęły się 24 października. Niezły rozmach, prawda? Wiedzieli, co się wydarzy? Dlaczego wobec tego nie zapobiegli? I co ciekawe: akcji nadano kryptonim  "Niepodległość". Co to za kryptnim? Dobrze, że nie "Polacy" czy np. "Patrioci". Czy polska policja patrzy na polską niepodległość tak bardzo z boku, że uważa za stosowne grepsowanie tym świętym pojęciem?

Matejuk dodał, że w nocy z 10 na 11 listopada policja skontrolowała trzy autokary z blisko 150 obywatelami Niemiec. Jak mówił, "osoby te wylegitymowano oraz sprawdzono bagaże i pojazdy", a "kontrole te nie ujawniły niebezpiecznych narzędzi". Już w czasie Marszu ta sama grupa anarchistów zaatakowała przechodniów, w tym członków jednej z grup rekonstrukcyjnych, a napastnicy byli zamaskowani oraz mieli kije bejsbolowe i pałki. Skąd mieli, skoro w autokarach ich nie było? "Sprzęt" znaleziono później w lokalu Krytyki Politycznej. KP twierdzi, że to nie ich. Ale Niemcy też - wynika z informacji policji - nie przywieźli tego ze sobą. Może śledztwo wyjaśni ten wątek? Nie, nie wyjaśni.

Warszawska prokuratura apelacyjna chce uchylenia immunitetu posła Antoniego Macierewicza za publikację raportu z weryfikacji WSI, by zarzucić mu ujawnienie tajemnicy, przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy. Posłowi PiS grozi kara do 5 lat więzienia. Czekamy, czekamy. Czy III RP wsadzi do więzienia jednego z najważniejszych i najdzielniejszych opozycjonistów w PRL (także korowca), i to za likwidację lokalnej mutacji GRU? Mocna puenta, prawda? Warto dodać: tu nie chodzi tylko o ściganie Macierewicza, choć i ten element ma znaczenie. Tu chodzi przede wszystkim o wybielenie WSI, a oskarżenie likwidatora ma być jedynie dźwignią, lewarem całej operacji. WSI odzyskały w Polsce władzę, chcą odzyskać dobre imię. A Platforma im papuguje. Trudno się dziwić, długi trzeba spłacać.

Gdańsk - najprawdopodobniej jako pierwsze miasto na świecie, uczcił zmarłego przed kilkoma dniami b. prezydenta Czech Vaclava Havla, nadając jego imię jednej z ulic. Decyzję w tej sprawie miejscowi radni podjęli jednogłośnie w czwartek na sesji Rady Miasta. Swoje rondo ma też w Gdańsku śp. Anna Walentynowicz, ale batalia w tej sprawie zajęła wiele miesięcy. W Warszawie wciąż nie ma żadnej ulicy śp. Lecha Kaczyńskiego. Co interesujące, radni Gdańska nie potrzebowali żadnych analiz, by uczcić Havla (co mu się należy). A gdy idzie o ofiary 10/04, zaraz słyszymy tysiące "ale". Warto zapamiętać przykład z Havlem, gdy znów zaczną - jak w Warszawie - sondażować i kombinować, byle zablokować, byle zgasić pamięć.  

Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite oskarżyła polski rząd, że komercjalizuje swą politykę zagraniczną i przedkłada partnerstwo z Rosją nad partnerstwo z Litwą. Był to komentarz do decyzji strony polskiej o zawieszeniu udziału w budowie elektrowni jądrowej na Litwie. W sumie żadne zaskoczenie, wiemy to od dawna. Martwi jedynie, że słowa Grybauskaite nie wywołały większego echa w Polsce. Jak widać, uznajemy za w pełni normalne, że interesy energetyczne robimy z Rosjanami, porzucając regionalnych sojuszników; sojuszników, bez których nie mamy żadnych kart w poważnej grze dyplomatycznej.

Premier Tusk może mieć wyłącznie do siebie pretensje o niską lokatę w europejskiej lidze. Chciał grać futbol "radosny", gra futbol "beztroski" (może musi). Niech się nie dziwi - gdy czyta projekt unii fiskalnej - że nawet jak podpisze pakt, o to decyzjach będzie jedynie informowany ("obserwatorem" może "być" wyłącznie w Polsce, gdzie publiczności można sprzedać każdą ćwierćprawdę). Tak się kończy budowanie sojuszy (do tego niepartnerskich) wyłącznie z wielkimi. To jest zresztą istota polityki wielkich - sprawić, by mali i średni współpracowali wyłącznie z nimi, nigdy między sobą.

Swoją drogą, wielu uważa, że Tusk postawił na Rosję, bo uznał, że bez rosyjskiej neutralności (przynajmniej) nie zdobędzie ważnego stanowiska w Europie (Kwaśniewski się naraził, i cierpi do dziś). Będzie zabawnie, gdy okaże się, że te stanowiska nie są już tak atrakcyjne, bo dawnej Unii już po prostu nie ma. A być przysłowiowym ju "polskim szefem europarlamentu" bez wpływu na cokolwiek - to chyba wcale nie jest przyjemne.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych