Gdyby nie to, co dzieje się w strefie euro, to wyniki naszej gospodarki w III kwartale br. spowodowałyby raczej podwyższenie przewidywanego wzrostu w przyszłym roku z 4% do 4,5% lub nawet więcej procent zamiast obniżenie tej prognozy - mówił w Sejmie Jan Vincent Rostowski, podczas pierwszego czytania projektu przyszłorocznego budżetu. Ostatecznie ze względu na kryzys euro i niemożność jego opanowania, wybrano pośredni wariant zakładający wzrost PKB na poziomie 2,5% - tłumaczył.
Mamy gospodarkę, która, gdyby nie zagrożenia zewnętrzne tylko by przyspieszała. Ale z drugiej strony mamy kryzys w strefie Euro, zagrożenie pogłębiające się skokowo i w nieprzewidywalny sposób
- mówił Rostowski. A to oznacza to, że właśnie omawiany projekt budżetu już za parę miesięcy będzie można włożyć między bajki.
Jeśli kryzys w strefie euro pogłębi się, nie zawahamy się znowelizować budżetu na 2012 rok - przestrzegał Rostowski.
Rzadkimi konkretami na temat budżetu, Rostowski podzielił się na samym początku. Zaplanował więc, że w przyszłym roku dochody wzrosną do 293 mld 800 mln zł, wydatki nie będą większe niż 328 mld 800 mln zł a deficyt nie przekraczający 35 mld zł.
I zaraz potem, szef resortu finansów, zamiast przedstawiać budżet postanowił polemizować z opozycją. Chwalił się, że kiedy w latach 2007-2011 przeciętnie PKB UE spadło o 0,4%, w Polsce wzrosło o 15,4%. Następny za Polską kraj to Słowacja, której gospodarka zwrosła o 8%.
Oznacza to, że Polska dobrze poradziła sobie z kryzysem
-mówił, kpiąc z opozycji, która zarzucała rządowi, że ten nic nie robił.
Opozycja lubi straszyć rosnącym długiem publicznym
- zaczynał i przedstawiał wyliczenia Komisji Europejskiej, z których wynika, że aż 20 krajów UE miało wyższy wzrost relacji długu do PKB w latach 2007-2011 niż Polska.
Rostowski zapewniał, że wiarygodność Polski w oczach agencji ratingowych rośnie i jest już znacznie lepsza, niż większości krajów Europy. Przypominał, że w 2011 roku S&P obniżyła ratingi w sumie aż 15 razy. Podobnie robiły inne agencje ratingowe.
Przez cały ten czas polskie notowania pozostały stabilne jak skała
- mówił zadowolony Rostowski. Przypomniał, że niedawno agencja Moody's obniżyła rating Węgier do poziomu śmieciowego.
To straszne ostrzeżenie przed tym, co się dzieje, kiedy kraj wchodzi na drogę nieodpowiedzialnego populizmu. Na drogę, którą w Polsce wybrał Jarosław Kaczyński
- mówił Rostowski, nawiązując do słów prezesa PiS o "drugim Budapeszcie".
Na taki Budapeszt w Warszawie nie zgadzamy się. Nie tędy droga dla Polski
- wołał.
Rozochoconego ministra musiał po wystąpieniu upomnieć wicemarszałek Marek Kuchciński (PiS), prosząc, żeby na przyszłość zwracał bardziej uwagę na budżet i jego treść, a nie na temat działań opozycji.
Te pańskie opinie najlepiej byłoby wygłaszać jako oświadczenia poselskie
- mówił Kuchciński
Albo przyjmiemy zasadę, że minister występuje przed wysoką izbą i mówi merytorycznie, do rzeczy, albo przyjmujemy zasadę, że może sobie mówić co chce
- podkreślił marszałek.
Na tym kuriozalnym wystąpieniu ministra finansów suchej nitki nie pozostawili występujący po nim przedstawiciele opozycji. Beata Szydło z PiS, określiła zaprezentowany budżet jako "nierealny, nierzeczywisty, antyspołeczny" i który "powinien zostać odrzucony już w pierwszym czytaniu".
Rząd nie traktuje budżetu jako najważniejszego dokumentu, ale jako instrument doraźnej gry politycznej
- mówiła, uznając, że projekt został skonstruowany według zasady: ludzie niech zaciskają pasa, byle Bruksela była zadowolona, byle rozwijała się biurokracja oraz zadowolenie klubu PO.
MiKo
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/123710-rostowski-niewiele-o-budzecie-duzo-zas-o-zielonej-wyspie-i-opozycji-nie-zauwazyl-ze-wybory-juz-za-nami
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.