Parlament bułgarski odrzucił w czwartek weto prezydenta do nowelizacji ustawy o służbie dyplomatycznej, zakazującej pełnienia przez byłych agentów komunistycznych służb specjalnych funkcji ambasadorów i szefów departamentów w MSZ.
Wywodzący się z lewicy prezydent Georgi Pyrwanow zawetował ustawę w końcu lipca.
Za odrzuceniem prezydenckiego weta opowiedzieli się posłowie rządzącej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii), nacjonalistycznej partii Ataka i deputowani centroprawicy. Weto poparły opozycyjna lewica oraz turecki Ruch na rzecz Praw i Swobód.
Przepisy, które wchodzą w życie po czwartkowym głosowaniu, nie nakazują zwolnienia z pracy w MSZ byłych etatowych pracowników i współpracowników SB, wywiadu i kontrwywiadu wojskowego; będą oni mogli pracować również za granicą, lecz nie jako ambasadorzy i radcy, którzy w wypadku nieobecności ambasadora pełnią funkcje charge d'affaires. Nie będą mogli pełnić też kierowniczych stanowisk w centrali MSZ.
Nowelizacja ustawy była potrzebna, gdyż w Bułgarii - na mocy orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z początku lat 90. - nie jest zakazane pełnienie funkcji publicznych przez byłych agentów komunistycznych służb specjalnych.
Do zmiany ustawy o służbie dyplomatycznej doszło po opublikowaniu przez komisję badającą archiwa byłej SB danych o etatowych pracownikach wywiadu i współpracownikach służb specjalnych zatrudnionych w MSZ w ostatnich 20 latach.
Wynika z nich, że 40 proc. dyplomatów podlegających weryfikacji miało agenturalną przeszłość. W MSZ w ostatnich 20 latach zatrudnionych było około 200 byłych agentów, w tym 88 obecnie pracujących. Na liście znalazło się 37 obecnych ambasadorów, m.in. w Londynie, Rzymie, Watykanie, Berlinie, Madrycie, Lizbonie, Moskwie, Belgradzie, Pekinie, Tokio, w przedstawicielstwach ONZ w Nowym Jorku i Genewie. Część z nich wezwano do kraju, lecz prezydent odmówił podpisania dekretu o ich odwołaniu.
Bułgaria nie będzie reprezentowana przez dyplomatów, którzy byli częścią dawnego systemu SB
- zapowiedział w czwartek minister spraw zagranicznych Nikołaj Mładenow. Ambasadorzy-agenci zostaną odwołani najwcześniej w styczniu, kiedy po zakończeniu drugiej kadencji Georgi Pyrwanowa urząd powinien objąć nowy szef państwa.
Lewica zapowiedziała zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego nowych przepisów, argumentując, że ograniczają one prawo do pracy i naruszają prawa człowieka.
A u nas, minister Radosław Sikorski szefuje MSZ, które Cezary Gmyz słusznie określił mianem "strefy skomunizowanej".
Członkowie służby zagranicznej to, obok samorządowców, największa grupa osób, wobec których skierowano do sądów wnioski o stwierdzenie niezgodności z prawdą ich oświadczeń lustracyjnych. (...)
W grudniu 2010 r. „Rzeczpospolita" ujawniła historię komunistycznego szpiega Tomasza Turowskiego, który w III RP zrobił olśniewającą karierę w MSZ. Doszedł do najwyższej godności w polskiej dyplomacji – ambasadora tytularnego. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski bagatelizował jednak sprawę Turowskiego oraz uwikłanie dyplomatów w służbę i współpracę z bezpieką. Przekonywał, że wśród kilku tysięcy pracowników jego resortu kilkanaście osób to niewiele.
Ale jak ustaliło „Uważam Rze", te kilkanaście osób, które – zdaniem IPN – skłamały w oświadczeniach lustracyjnych, to zaledwie nikły odsetek komunistycznych funkcjonariuszy i agentów w MSZ.
- pisał w tygodniku "Uważam Rze" Gmyz.
PAP (Ewgenia Małonowa), Uważam Rze/Bar
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/117938-byli-agenci-komunistycznych-sluzb-nie-beda-mogli-pelnic-wysokich-funkcji-w-msz-w-bulgarii-nie-w-polsce
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.