Francuzi wiedzą, że nie wszyscy muzułmanie są terrorystami. Jednocześnie widzą jednak, że wielu muzułmanów, którzy posiadają obywatelstwo francuskie, się radykalizuje. Na tym nowym lęku przed islamem zyska Front Narodowy, który może powiedzieć: „a nie mówiliśmy?”
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl francuski politolog prof. dr Bruno Cautrès z Centrum Badań nad Francuskim Życiem Politycznym w Paryżu (CEVIPOF).
wPolityce.pl: Jak zamach na „Charlie Hebdo” wpłynie na sytuację polityczną we Francji? Czy to, co się stało w ostatnich dniach, zmieni sposób w jaki Francuzi postrzegają imigrantów, a szczególnie muzułmanów, których jest w kraju prawie 5 milionów?
Prof. dr Bruno Cautrès: Trudno to obecnie przewidzieć. Na razie Francuzi są w głębokim szoku, porównywalnym do tego, w którym pogrążyli się Amerykanie po zamachach z 11 września 2001 r. Nigdy jeszcze nie doświadczyłem takiego nastroju w kraju. To jest szok i niedowierzanie, że coś takiego w ogóle mogło się stać. Nikt się tego nie spodziewał. Na jutro jest zaplanowany marsz „jedności narodowej” w Paryżu i myślę, że miliony ludzi wezmą w nim udział. Ten stan szoku potrwa jakiś czas. Nie będzie nam tak łatwo się z niego otrząsnąć. Przez jakiś czas będzie więc dominował temat jedności, solidarności. Politycy o tym wiedzą. Kłótnie polityczne wokół podejścia do muzułmanów i polityki integracyjnej byłyby teraz nie na miejscu. W drugim czasie, nieco później, pojawi się kwestia bezpieczeństwa i rozliczenia rządu oraz służb specjalnych z błędów, które pozwoliły braciom Kouachi i Ahmedy’emu Coulibaly’emu dokonać zamachów. Wszyscy byli pod nadzorem kontrwywiadu. Ktoś za to beknie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Dopiero później pojawi się kwestia zagrożenia ze strony radykalnych islamistów i miejsca islamu we Francji. I wydaje mi się, że ogólny dyskurs się nieco zaostrzy. Francuzi wiedzą, że nie wszyscy muzułmanie są terrorystami. Jednocześnie widzą jednak, że wielu muzułmanów, którzy posiadają obywatelstwo francuskie, się radykalizuje. Na tym nowym lęku przed islamem zyska Front Narodowy, który może powiedzieć: „a nie mówiliśmy?”. Na razie jednak Marine Le Pen uderza, jak pozostali, w pojednawcze tony.
No właśnie. Marine Le Pen uderza w pojednawcze tony, a jutrzejszy marsz odbywa się pod hasłem jedności. Mimo tego szefowa Frontu Narodowego została z niego wyproszona. To słuszna decyzja?
Nie. To wielki błąd. Front Narodowy lubi robić z siebie męczennika francuskiej polityki. Partię spoza systemu. Wyproszenie Marine Le Pen z marszu działa więc na jej korzyść. Pokazuje bowiem zakłamanie politycznego establishmentu. Jeśli FN jest partią nie mieszczącą się w kanonach demokratycznych, to należy ją zakazać. A nie mówić, że jest partią legalną, demokratyczną, ale niewłaściwą. I będziemy unikać kontaktu z nią. Zresztą im bardziej politycy nalegają, że partia Le Pen jest groźna, ksenofobiczna i nie do przyjęcia, tym więcej Francuzów mówi: chwileczkę. Wcale tak nie jest. I FN rośnie poparcie. Szczególnie wśród prostych ludzi, którzy boją się islamizacji. I którym podobają się proste rozwiązania proponowane przez Front Narodowy: zamknięcie granic, zaostrzenie przepisów imigracyjnych. Tyle, że bracia Kouachi mieli obywatelstwo francuskie. Urodzili się we Francji. Co tu może pomóc zamknięcie granic? Francja ma ten sam problem co wiele innych krajów zachodniej Europy. Dotychczasowa polityka integracyjna nie odniosła skutków. W każdym razie w przypadku imigrantów z dawnych kolonii. Ci ludzie mieszkają w zamkniętych gettach, nie integrują się. Bracia Kouachi buli dziećmi, kiedy umarli ich rodzice. Pracownicy socjalni, którzy się nimi opiekowali, opisują miłych, spokojnych chłopców, nie sprawiających problemów. Mimo tego nie odnaleźli swojego miejsca w społeczeństwie. W pewnym momencie się zradykalizowali. Pewną rolę odgrywa tu także wymiar międzynarodowy. Francji przyszło zapłacić cenę za interwencje w Afryce i na Bliskim Wschodzie, choćby w Mali, gdzie pacyfikowała islamskich terrorystów.
Zdaniem niektórych płaci także cenę za niezbyt udane żarty z islamu i religii w ogóle. Redaktor naczelny „New York Times”, który odmówił przedrukowania karykatur z „Charlie Hebdo”, uzasadnił to tym, że jest różnica między „satyrą a obrazą”…
Tego typu argumenty to prawdziwa trucizna. Kiedy „Charlie Hebdo” po raz pierwszy opublikował karykatury Mahometa w 2006 r. organizacje muzułmańskie we Francji podały pismo do sądu. I przegrały. Zaakceptowały jednak swoją porażkę. Jeden z przedstawicieli tych organizacji powiedział wtedy cos bardzo istotnego: „Jesteśmy zszokowani tymi karykaturami. Obrażają one nasze uczucia religijne. Ale we Francji panuje demokracja i takie sprawy rozwiązuje się na drodze sądowej. A ja akceptuje decyzję sądu”. Wolność słowa jest dla nas Francuzów bardzo ważna. „Wolność” w haśle „Wolność Równość Braterstwo” to właśnie wolność słowa. Jeśli uznamy w demokracji, że nie można śmiać się z papieża, czy chrześcijan, to jutro uznamy, że nie wolno śmiać się także z polityków. Z kapitalistów. Z Putina. A potem, że w ogóle z niczego nie wolno się śmiać. Mamy długą tradycję satyry politycznej w tym kraju, która sięga okresu Oświecenia. Walki między laikami i klerykałami. W XIX wieku. Nasza satyra była wiec często skierowana przeciwko religii, przeciwko kościołowi. Mamy zakazać Voltaire’a? Rousseau? To były tylko rysunki satyryczne w „Charlie Hebdo”. Nic więcej. Wielu artystów na Zachodzie kontestuje wiarę. Nie przesadzajmy.
O ile dobrze zrozumiałam prezydenta Francji Françoisa Hollande’a będzie szukał dialogu z muzułmanami. To oznaka bezradności?
W pewnym sensie tak. Walka z islamskim ekstremizmem jest bardzo trudna. Niezbędna jest tu współpraca muzułmańskich organizacji w kraju. Zobaczymy, co zaproponują. Istotne jest, aby zapobiec islamofobii. By nie doszło do aktów przemocy wobec muzułmanów. Ludzie są naprawdę zdegustowani, zszokowani. Najlepszym słowem jest pewnie obrzydzenie. Tak, Francuzi czują obrzydzenie. I muszę powiedzieć, że to zupełnie nowe uczucie. Nie pamiętam takich nastrojów w kraju. Nie potrzebujemy tu Pegidy.
Rozmawiała Aleksandra Rybińska
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/229136-co-dalej-po-zamachu-francuski-politolog-bruno-cautres-jestesmy-w-szoku-i-czujemy-obrzydzenie-ale-boimy-sie-islamofobii-nasz-wywiad