Ci, którzy najprawdopodobniej doprowadzili do zniszczenia malezyjskiego samolotu pasażerskiego kontrolują też teren katastrofy. Mogą zatem dowolnie zacierać ślady własnej zbrodni. Jest bardzo prawdopodobne, że nie znajdą się czarne skrzynki i te fragmenty samolotu, które mogłyby być dowodem zbrodni, że zniknie wyrzutnia, że zamachowcy się ulotnią. Ale taki scenariusz jest możliwy wyłącznie przy udziale służb specjalnych i wojsk Rosji. Żadne pospolite ruszenie nie jest w stanie tego zrobić, podobnie jak nie jest w stanie obsługiwać skomplikowanego systemu rakietowego, korzystającego z kilku specjalistycznych pojazdów, systemów radarowych, co najmniej kilkudziesięciu specjalistów obsługi, których wyszkolenie nie jest możliwe w wypadku żadnej partyzantki i trwa miesiącami.

Wszystko jedno, czy rosyjscy wojskowi koordynujący de facto akcje bandytów we wschodniej Ukrainie wydali rozkaz zestrzelenia samolotu, czy zrobił to jakiś lokalny zbir. Za tę zbrodnię odpowiadają Rosjanie. To oni doprowadzili do faktycznej okupacji ukraińskiego terytorium, to oni zaopatrują i szkolą bandytów, to ich broń i rakiety codziennie sieją spustoszenie. Zatem za straszne barbarzyństwo, jakim jest zniszczenie samolotu pasażerskiego i zabicie około trzystu osób odpowiada Rosja i prezydent Putin. Gdyby nie prowadzili otwartej agresji na terytorium Ukrainy i nie inspirowali zbrodniczych ataków, w tym na samoloty, nie byłoby katastrofy malezyjskiego samolotu.

Putin na nikogo nie zrzuci odpowiedzialności za ten niebywały akt bandytyzmu i terroryzmu, bo to jego decyzje od wielu miesięcy skutkują zabijaniem ludzi na Ukrainie, niszczeniem mienia, paraliżowaniem gospodarki, destabilizacją suwerennego państwa. Swoim tchórzostwem, a często otwartym sprzyjaniem Putinowi i Rosji, jak jest w wypadku Niemiec, Włoch, Francji czy Grecji, Zachód zachęcił Putina do kolejnych zbrodni. Dlatego władze prorosyjskich państw Europy ponoszą odpowiedzialność za eskalację zbrodni Putina na Ukrainie. I pośrednio ponoszą odpowiedzialność za tragedię malezyjskiego samolotu. Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że pobłażanie dla zbrodni, rodzi jeszcze większe zbrodnie. Putin nie wahał się, by pozwolić na wysadzenie budynków mieszkalnych w Moskwie, żeby uzasadnić karną krucjatę przeciwko Czeczenom. Nie wahał się zabijać skrytobójczo swoich przeciwników, w tym wielu dziennikarzy. Nic go nie powstrzymało przed agresją na Gruzję i utrwaleniem oderwania od niej części terytorium. Nie wahał się przed wspieraniem bandycko-mafijnego reżimu w Naddniestrzu i działaniem przeciwko Mołdawii czy przed cyberatakami na państwa bałtyckie. Wreszcie, doprowadził do aneksji ukraińskiego Krymu i wywołania rewolty na wschodniej Ukrainie. Nie zapominajmy też, że to za rządów Putina i na terenie Rosji doszło do katastrofy polskiego samolotu rządowego z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobistościami.

Zachód i wolny świat nie mogą pozwolić na to, żeby Putinowi wszystko uchodziło bezkarnie, żeby krył się za jakimiś „separatystami”, bo to są po prostu rosyjscy najemnicy. Pieniądze i interesy z Rosją Putina nie mogą być usprawiedliwieniem dla zbrodni, łamania praw i wolności Rosjan oraz innych narodów, nie mogą tuszować agresji na inne państwa, ofiar, strat i nieszczęść wielu ludzi. Nie może być dłużej politycznych randek największego obecnie światowego terrorysty z zachodnimi politykami, jak niedawno z Angelą Merkel na Mundialu w Brazylii. Jeśli się teraz Putina nie powstrzyma, będzie tylko gorzej.

I trzeba wreszcie skończyć z tolerowaniem, także w Polsce, rosyjskiej agentury, która z całą bezczelnością i tupetem natychmiast zaczyna działać po wciśnięciu w Moskwie guzika, gdy zdarzy się coś takiego jak zestrzelenie malezyjskiego samolotu. To nie są zwykli użyteczni idioci, to są wrogowie Polski i wolnego świata służący człowiekowi odpowiadającemu za mordowanie ludzi i agresję na suwerenne państwa. Tolerowanie tej ogromnie rozbudowanej i mającej poczucie absolutnej bezkarności agentury jest śmiertelnym zagrożeniem dla Polski.