Wybór szefa Komisji Europejskiej – test na demokrację

fot.PAP/EPA
fot.PAP/EPA

Jean-Claude Juncker był prezentowany przez europejskich chadeków od wczesnej wiosny jako kandydat tej formacji na przyszłego szefa Komisji Europejskiej.

Podobnie postąpiły inne partie europejskie desygnując swoich kandydatów (socjaliści – Martina Schulza, liberałowie – Guy’a Verhofstadta, zieloni – José Bové). Ta drobna z pozoru zmiana w obyczaju politycznym może przyczynić się do dużej zmiany w funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Dobrze byłoby jej nie przeoczyć.

Krytykuje się – słusznie – Unię Europejską za jej oderwanie od demokratycznych źródeł władzy. Faktycznie jest tak, że Komisja ma wątły demokratyczny mandat: jej skład, bardziej niż od woli europejskich parlamentarzystów, zależy od woli szefów państw i rządów (a najbardziej od woli kilku najbardziej wpływowych). Ale właśnie dlatego od pewnego czasu w Unii pojawiły się głosy, żeby temu przeciwdziałać.

Można to robić na dwa sposoby: albo przez zmiany instytucjonalne, albo przez zmianę obyczaju politycznego. Zmiany instytucjonalne są drogą niepewną, jak o tym świadczą losy ostatnich traktatów. Za to zmiana obyczaju politycznego jest w zasięgu ręki. Wystarczy, że największe partie (chadecy, socjaliści, liberałowie) dogadają się w tej sprawie, by rzecz była przesądzona. Zakładano, że mniejsze partie częściowo pójdą za ich przykładem, co też się stało. Dlatego te wybory do PE są pod tym względem nową jakością.

Oczywiście zjawiskiem, które najbardziej rzuca się w oczy w tych wyborach, jest bezprecedensowy sukces eurosceptyków. Zgoda, to zjawisko nie powinno zostać niezauważone. Choćby w tym sensie, że głosy oddane na partie protestu mówią wiele o partiach i programach głównego nurtu. Czegoś eurosceptycznym wyborcom brakuje u chadeków, socjalistów, liberałów i zielonych, że głosują tak masowo na eurosceptyków. No dobrze, ale jeśli bierzemy serio diagnozę o demokratycznym deficycie Unii, to nie możemy powiedzieć, że ten deficyt przestaje być ważny w obliczu sukcesu Frontu Narodowego we Francji, UKiP-u w Wielkiej Brytanii, czy KNP u nas. Nie przestaje, a nawet więcej: może jakaś część eurosceptycznych wyborców zmieni zdanie pod wpływem bardziej demokratycznego sposobu funkcjonowania unijnych instytucji?

Oczywiście droga Jean-Claude Junckera do stanowiska szefa Komisji nie jest prosta z dwóch powodów: chadecy nie mają większości absolutnej, a procedura nominacji przewiduje, że PE głosuje na wniosek Rady Europejskiej (kolegium szefów państw i rządów). Pierwsza okoliczność sprawia, że chadecy muszą szukać koalicjantów w parlamencie i nie jest pewne, czy ich znajdą. Druga daje szefom państw i rządów pewien wpływ na nominację szefa Komisji – tym większy, im większe kłopoty napotka montowanie przez chadeków wspomnianej koalicji.

Tak czy inaczej, to że nazajutrz po wyborach zwycięska (relatywnie) formacja mówi „nie żartowaliśmy, podtrzymujemy naszego kandydata” jest wiadomością raczej dobrą niż złą. Chyba, że się naszej przynależności do UE nie traktuje serio.

Roman Graczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych