W piątek w Baku rozpoczynają się pierwsze w historii Igrzyska Europejskie. Stary Kontynent jako ostatni otrzyma multidyscyplinarne zawody. Od lat rozgrywane są igrzyska w innych częściach świata: afrykańskie, azjatyckie czy panamerykańskie. Europejski Komitet Olimpijski zrzeszający narodowe komitety z naszego kontynentu przed trzema laty postanowił zorganizować taką samą imprezę i cel osiągnął. Ale łatwo nie było, bo brakowało chętnych do przeprowadzenia igrzysk. Z wyjątkiem Azerbejdżanu…
Zatem pierwsze Igrzyska Europejskie odbędą się na rubieżach Europy, a gospodarz z całą pewnością wykorzysta je do pokazania światu, że jest to kraj mlekiem i miodem płynący. Podobnie jak zimowa olimpiada w Soczi zorganizowana na cześć i chwałę Władimira Putina, tak Igrzyska Europejskie będą imprezą ku czci Ilhama Alijewa, przy którym nawet Putin wygląda na demokratę. Europejski Komitet Olimpijski rozważając kandydaturę Baku zupełnie nie wziął pod uwagę tego, że Azerbejdżan według Amnesty International to jeden z najbardziej skorumpowanych i represyjnych krajów na świecie. Ale z drugiej strony kontrkandydatów nie było…
Azerbejdżan rządzony jest ręką dyktatora, który sam jest synem dyktatora. Ojciec Ilhama – Hajdar Alijew – był pierwszym sekretarzem Komunistycznej Partii Azerbejdżanu od 1969 roku, a w latach 1993-2003 prezydentem kraju. Syn przejął władzę po jego śmierci i nic nie wskazuje by miał się nią z kimkolwiek podzielić. A jest to władza bardzo cenna, bo Azerbejdżan posiada ogromne złoża naftowe. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że pieniądze ze sprzedaży tego surowca płyną wprost na prywatne konta rodziny Alijewów, a przeciętny mieszkaniec udziału w zyskach nie ma żadnego. W takiej sytuacji azerski dyktator postąpił zgodnie z rzymską dewizą: ludowi zamiast chleba dał igrzyska.
Jak informuje Polska Agencja Prasowa, urządzenie igrzysk kosztowało Azerbejdżan prawie półtora miliarda dolarów (prawdziwe koszty, szacowane na znacznie wyższe, pozostaną ściśle skrywaną tajemnicą państwową). Pobudowano za nie nowiuteńki stadion na 70 tys. widzów, olimpijskie pływalnię, strzelnicę i halę gimnastyczną, wioskę olimpijską dla uczestników zawodów, przeprowadzono remonty ulic i kamienic w śródmieściu Baku, zamówiono specjalne piętrowe pociągi, które będą wozić po mieście widzów i gości.
Żeby igrzyska się udały i nie zabrakło na nich atletów, Azerbejdżan postanowił opłacić wszystkim chętnym bilety lotnicze i pobyt w Baku. A żeby nie zabrakło widzów na arenach, rząd zniósł na czas igrzysk opłaty za transport i zdecydował się dopłacić do biletów wstępu, które w rezultacie kosztują grosze. Władze kazały tylko mieszkańcom stolicy, aby pochowali na podwórzach stare samochody i nie urządzali w czerwcu wesel, ani pogrzebowych styp, by nic nie psuło wrażenia miasta nowoczesnego i bogatego.
W ostatniej chwili igrzyska próbowali jeszcze popsuć obrońcy praw człowieka i niektórzy politycy z Zachodu. Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka i specjalny przedstawiciel ONZ ds. praw człowieka wezwali przywódców Zachodu, żeby zbojkotowali ceremonię otwarcia igrzysk jeśli azerbejdżański prezydent nie wypuści wcześniej na wolność politycznych więźniów. Urażony krytyką Zachodu Alijew nie pojechał do Rygi na naradę Partnerstwa Wschodniego, a tuż przed rozpoczęciem igrzysk kazał zamknąć przedstawicielstwo OBWE w Baku i nie wpuścić do kraju przedstawicieli Amnesty International. Na ceremonię otwarcia zapowiedzieli się za to prezydent Turcji Recep Erdogan i gospodarz Kremla Władimir Putin, który wytknął moskiewskim dziennikarzom, że niewystarczająco obszernie i życzliwie piszą o bakińskiej EuroOlimpiadzie.
W wymiarze sportowym Igrzyska Europejskie mogą być jednak imprezą udaną, bo udział zapowiedziało ponad sześć tysięcy sportowców z 50 krajów. W Baku nie będzie na przykład rywalizacji piłkarzy i koszykarzy, ale rywalizacja w wielu dyscyplinach olimpijskich będzie stać na wysokim poziomie (może z wyjątkiem lekkiej atletyki i pływania), bo do Baku zjedzie rzeczywiście europejska czołówka. W 12 dyscyplinach walka toczyć się będzie nie tylko o medale, ale również o kwalifikacje olimpijskie do Rio de Janeiro.
Polska ekipa liczy ponad 200 osób, a kieruje nią Robert Korzeniowski. W kilku dyscyplinach, kolarstwie górskim, zapasach czy siatkówce kobiet, wysyłamy absolutnie pierwszy garnitur. Dla naszych siatkarek impreza w Baku jest wręcz najważniejsza w tym roku. Ale z kolei siatkarze jadą na igrzyska w bardzo rezerwowym składzie, bo najlepsi grają w Lidze Światowej.
Igrzyska w Baku to eksperyment. Czy udany – okaże się już w trakcie zawodów. Zwolenników imprezy spotkał jeszcze przed jej rozpoczęciem pierwszy cios: Holandia, która miała być gospodarzem kolejnych Igrzysk Europejskich w 2019 roku ogłosiła, że rezygnuje z ich organizacji. Zupełnie inną kwestią jest to, czy sportowcy powinni legitymować swoim startem dyktatora, który chce na ich tle pokazać swoją ludzką twarz. Ale to nie pytanie do samych zawodników, którzy z całą pewnością jadą do Baku w dobrej wierze. Zwłaszcza, że jest to oficjalna impreza, a ekipa jedzie pod auspicjami Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Działacze też nie bardzo mają wyjście, bo w Azerbejdżanie sportowcy będą walczyć o olimpijskie kwalifikacje i takiej szansy odbierać im nie można.
mm
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/sport/255698-igrzyska-europejskie-tego-jeszcze-nie-bylo-tylko-komu-to-potrzebne
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.