Całkiem niedawno (przynajmniej mi się tak wydaje), w wieku siedemnastu lat uczestniczyłam w spotkaniu młodych z Janem Pawłem na Westerplatte. Pomimo różnych trudności, zmęczenia chłonęłam każde słowo jak nigdy przedtem. Było to ogromne przeżycie. Najbardziej pamiętam słowa o tym, ze każdy ma w życiu swoje Westerplatte i że mam bardziej być niż mieć.

Bardzo chciałam, by te słowa zrealizowały się  w moim życiu. Oczywiście miałam różne wyobrażenia, snułam wizje jak to  będzie wyglądać. Czułam wewnętrzny niepokój szczególnie w związku z  moim Westerplatte, w moich pomysłach przewijały się wyobrażenia głównie śmierci na placu boju lub męczeństwa. Nie czułam się na to gotowa, ale tak bardzo chciałam nie zawieść zaufania, które czułam ze strony Ojca Świętego.

Wczoraj minęło 35 lat od wyboru Karola Wojtyły na papieża i  sporo lat od tamtego spotkania. Sprowokowało mnie to do spojrzenia na  moje życie.

Przynajmniej na razie nie spotkało mnie męczeństwo, powiem więcej uważam się za szczęściarę. Zmieniło się, co prawda moje pojmowanie tego, jak będzie wygladała ta bitwa o wszystko w moim życiu. Ta walka trwa, tak jak na Westerplatte nadeszła niespodziewanie, niekoniecznie z tej strony, z której jej oczekiwałam. Niektórym moje bitwy mogą się wydać żałosne, ale dla mnie są wyzwaniem. Moje zmagania to codzienność, poskramianie lenistwa, by wstać i zrobić tonę kanapek na śniadanie, by nie oczekiwać poklasku i chwały za pranie, sprzątanie, gotowanie, by pomimo wewnętrznego marudzenia i niezadowolenia nie przelać tego wszystkiego na tych, którzy oczekują mojej pomocy i wsparcia.

Moje Westerplatte nie zawsze kończy się zwycięstwem, czasem zgodnie z  historią to straszliwa klęska, ale mogę co dzień zaczynać na nowo.

Czyż nie jestem szczęściarą? Słowa, by bardziej być niż mieć niby cały czas towarzyszą mi w dorosłym życiu. Razem z moim mężem, raz lepiej raz gorzej, podejmowaliśmy decyzje pamiętając, by pieniądze nie przesłaniały nam wszystkiego. Były jednak różne chwile, gdy chciałam bardziej mieć. Były też ciężkie czasy, gdy wydawało nam się niemożliwym być nie mając. Utrata dobrej pracy, zaskakująco wysoki rachunek za prąd, szkolne wydatki dzieci. Trzeba mieć. I tak dzień po dniu trwa zmaganie. Trochę zatarły nam się tamte słowa Jana Pawła II.

Tuż przed niedawnym porodem, siedziałam grzecznie w kolejce do lekarza w przychodni. Obok wielu ludzi, mniej lub bardziej interesujących. I z ust pewnej niepozornej staruszki padły słowa, które mnie zelektryzowały:

Pani mi powie jak to jest, że kiedy rozmawiam z  ludźmi o ich rodzinach, każdy od razu mi mówi, jaką syn ma świetną pracę albo, że wnuk ma dobry samochód. Tylko tyle mają do powiedzenia o  rodzinie? A jakim jest się człowiekiem, to już nie?

Właściwie nie mam nic do dodania. Starsi ludzie są po prostu mądrzy!

Justyna Walczak