O tym dlaczego program "Równościowe Przedszkole" odziera chłopców z godności i demoluje psychikę dzieci z Dorotą Dziamską, metodykiem nauczania początkowego z Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego rozmawia dla wSumie.pl Katarzyna Kawlewska.

wSumie.pl: Jak ocenia pani program "Równościowe Przedszkole"? Jak uczynić wychowanie przedszkolne "wrażliwym na płeć"?

Dorota Dziamska: Przede wszystkim, nie jest to "program", który można nazwać od strony dydaktycznej "projektem programowym", ponieważ nie zawiera w swej strukturze typowych dla programu edukacyjnego elementów. Widać, że nie jest napisany przez pedagogów, począwszy od konspektu zdań, które są nieprawidłowe, zasad kształcenia, skończywszy na tym, że zadania są dla przedszkolaków nudne i nie leżą w obszarze naturalnych zainteresowań dzieci. Zawiera też błędy merytoryczne. Generalnie, jest to program, który powinien natychmiast zostać wrzucony do kosza. Najbardziej "śmieszy" mnie to - pomijając gender, którego nie akceptuję - że wciska się do polskich przeszkoli program napisany na podstawie badań, obserwacji szwedzkich dzieci i ich nauczycieli. To paranoja.

Jaki wpływ realizacja tego programu może mieć na psychikę przedszkolaka, teraz i w przyszłości?

Na swoich szkoleniach, dotyczących innych tematów, poznałam nauczycielki, które przyznały się, że zostały przymuszone przez dyrektora przedszkola do wprowadzenia tego programu do zajęć z dziećmi. Jedna z nich opowiedziała, jak reagują dzieci. W momencie, kiedy zaproponowała chłopcom przebranie się w sukienki, część z nich uciekła do toalety, część zaczęła płakać, kilku zaoponowało natychmiast, a jeden zareagował agresją i chciał nauczycielkę pogryźć. Program odziera z godności małych chłopców. O ile dziewczynki godzą się na przebieranki, bo to dla nich frajda, bo, to można rzec, leży w ich naturze, o tyle chłopcom to bardzo uwłacza. Nawet jeśli nie jest to przymus, a propozycja. Chłopcy zbuntowani, przez swoją reakcję, ocalili swoją godność, ci mniej odważni ulegli, w sukienkach dziewczęcych narazili się na śmieszność szczególnie w oczach tych zbuntowanych. Takie zajęcia prowadzą do ogromnego "bałaganu" w psychice dziecka i mogą się ciągnąć za nim przez całe dorosłe życie. Takie odzieranie chłopców z godności to dla mnie przestępstwo.

Czy 4-latek jest przygotowany emocjonalnie i wystarczająco dojrzały na edukację z zakresu gender?

Autorki programu "Równościowe Przedszkole" kompletnie nie znają się na psychologii rozwojowej małych dzieci. Zdecydowanie chcę podkreślić, że w polskim przedszkolu nigdy nauczyciel nie zabraniał chłopcu bawić się lalkami czy dziewczynce samochodem, co sugerują w treści programu. Dzieci świetnie widzą różnicę, sięgają po różne zabawki, po czym wracają do ulubionych. Nauczyciel nie stawia żadnych granic, daje wolność wyboru dzieciom. To, co proponuje gender, to manipulacja. Same autorki narzucają dzieciom inne spojrzenie, do którego przedszkolak sam nie dochodzi. Edukacja powinna polegać na tym, że dzieci same tworzą swoją wiedzę i dochodzą do pewnych zwyczajów kulturowych, ról, które są przyjęte w ich rodzinach. Nauczyciel nie ma prawa do tego, by mieszać w głowie dziecku, bo jakieś "zakompleksione panie" mają problem z identyfikacją. Generalnie projekt pokazuje problemy dorosłych, które przetworzono na program dla dzieci. Czterolatek owszem widzi rolę, które pełni mama, tata, ale nie ma zielonego pojęcia, że ktoś z dorosłych nazywa je rolami płciowymi.

A może autorki walczą o równouprawnienie dla dziewczynek?

W tym programie kobiety wystawione są przed szereg, zawsze na pierwszym planie, przed mężczyznami. Autorki, niby walczą z dyskryminacją, a same dyskryminują mężczyzn. Czy chłopiec ubrany w "dziewczyńską" sukienkę nie jest dyskryminowany? Jest pośmiewiskiem dla rówieśników. Okrada się go z godności. W programie na siłę zmieniana jest obyczajowość, w sposób sztuczny i nieadekwatny do polskiej rzeczywistości, która wynika z naszej natury i potrzeb rozwojowych.

W programie "Równościowe Przedszkole" znajdujemy fragment o tym, że dziewczynki idą do przedszkola bez płci, beztrosko, a po pół roku otrzymują płeć, bez możliwości zmiany. Natomiast chłopcy idą do przedszkola jako chłopcy i wychodzą jako chłopcy. To prawda?

To jest zupełnie nielogiczne. Autorki same sobie przeczą. Najpierw mówią, że dziewczynki zawsze są ubierane na różowo, a potem, że jednak płeć zostaje narzucona dopiero w przedszkolu przez stereotypowe nauczycielki i ich metody. Brak w tym konsekwencji. To jest następna manipulacja genderowców. Trzyletnie dziecko doskonale wie kim jest, dopiero takiego typu program miesza mu w głowie. W okresie przedszkolnym, stąd i w czasie pobytu w samym przedszkolu dziecko uczestniczy w doświadczeniach, które budują jego tożsamość płciową. Każdy człowiek ma prawo wiedzieć kim jest, ma prawo do korzeni. Dzieci zazwyczaj budują samodzielnie relacje społeczne między sobą, zaś program wprowadza ideologiczne rozmowy, które zupełnie nie są na poziomie tych dzieci. Funkcjonowanie takiego projektu w przedszkolu jest pozbawione sensu.

Znana psycholog, Dorota Zawadzka broni projektu, mówiąc, że panie z Feminoteki przygotowały „fajny” program edukacyjny dla dzieci, który pokazuje tylko jak „fajnie” jest być chłopcem i równie "fajnie" być dziewczynką. Rzeczywiście o to chodzi?

Przede wszystkim, nie jest to program edukacyjny. Dorota Zawadzka przyklepuje projekt, tym samym jak widać, popiera rzeczy, na których kompletnie się nie zna. Jest przecież psychologiem i powinna dokładnie wiedzieć, co się dzieje w wieku od 3 do 6 lat z psychiką i rozwojem dziecka. I jak wygląda budowanie tożsamości płciowej. Jeżeli ta pani, jako psycholog, nie widzi w tym programie drogi do zaburzeń i dezintegracji psychicznej dziecka, to znaczy, że ma wielki problem. Celem edukacji człowieka jest dojrzałość, integracja psychiczna, a te zajęcia nie mają tego na celu. Integracja psychiczna przejawia się tym, iż dziecko przeżywając uczucie, zachowuje się adekwatnie do niego, a wyrażane przez nie myśli, nawet w krótkich wypowiedziach nie są zaprzeczeniem tychże uczuć i okazanego zachowania. Jeżeli Dorota Zawadzka nie widzi tego, to jakim jest ona psychologiem? Takimi słowami traci autorytet w oczach pedagogów i psychologów.

Autorki programu mówią, że program uczy tolerancji do mniejszości, również seksualnych, zwalcza dyskryminację, uczy akceptacji i zwraca uwagę na przemoc seksualną.

To właśnie jest absurdalne, bo autorki zapominają albo nie wiedzą, że dziecko do ok. 13 roku życia jest w okresie latencji. Dzieci w tym wieku nie zajmują się sprawami seksualnymi. Interesują się cielesnością, porównują ciała swoje z rówieśnikiem z otoczenia. Natomiast problem przemocy, inicjacji seksualnej czy homoseksualizmu to rzeczy, które tych dzieci nie dotyczą! Edukacja człowieka polega na tym, że jeśli się "dziś" czegoś nauczy, to "jutro" zaczyna stosować. Łatwo wyobrazić sobie skutki. Autorki przerzucają temat z wyższych poziomów edukacji na maleńkie dzieci. Manipulują nimi, obarczając je problemami, których dzieci nie rozumieją.

Do jednego z przykładowych scenariuszy zajęć, zakładanych przez program, potrzebne są materiały takie jak: peruki, sukienki, taśma, czapki bejsbolowe. Do czego, według Pani wiedzy, mają służyć takie rekwizyty?

Oczywiście do prowadzenia zajęć. Rozmawiałam z nauczycielkami i wiem, że przebierają dzieci. Autorki programu nie mogą twierdzić, że przebieranek się nie stosuje, że to tylko przykład. A pod tym konkretnym scenariuszem nie ma dopisku, że to "teatrzyk".

W programie "Równościowe Przedszkole” czytamy, że zadaniem nauczycielek jest "przełamanie stereotypowego myślenia o rolach rodziców i dziadków", szacunek dla tego, co inne, niezgodne ze stereotypem. Czy ukrytym celem programu nie jest po prostu zredefiniowanie roli małżeństwa i rodziny?

Panie, które napisały program, zapomniały, że nauczyciel w przedszkolu jest po to, by pomagać rodzicom w rozwoju, wychowaniu i kształceniu dziecka. My, nauczyciele, nie mamy prawa ingerować w rodzinę. A ten program, pod pozorem walki ze stereotypami, wchodzi z "butami" w rodzinę. Nie wolno zarzucać rodzinie, że jest stereotypowa, w przestrzeni wolności i demokracji, bo każda z nich ma prawo być taka jaka chce być, a rodzice mają konstytucyjne prawo do wychowania dziecka zgodnie z przekonaniami. Ten program to atak na rodzinę. Niestety, autorki nie mają świadomości konsekwencji, są podmiotem większej indoktrynacji, która dotarła do Polski, a jest efektem europejskiej tendencji uderzania w rodzinę, kulturę i obyczajowość z niej wyprowadzoną. Ten program, to ślepa kopia nieprawdopodobnych rzeczy, które mają miejsce w Szwecji i innych krajach europejskich. Polacy wcale nie są tak stereotypowi, jak twierdzą autorki. Projekt jest obrazą rodziny, nauczycieli, małżeństwa. Powinien zniknąć z przedszkoli na zawsze. Nie jesteśmy głupim narodem, jak sugerują panie w programie,które na skutek stereotypów tworzy ograniczenia i i dyskryminację. Ograniczenia i dyskryminację tworzą natomiast źle rozumiane role społeczne, brak dojrzałości psychicznej do ich pełnienia, upadek wartości oraz brak szacunku do drugiego człowieka.

Jakie wartości według pani warto zaszczepiać dzieciom?

Każda kobieta ma prawo być kobietą, a mężczyzna żeby być mężczyzną. Mamy prawo do swoich cech. Mamy prawo wychowywać własne dzieci - dziewczynkę na kobietę, a chłopca na mężczyznę. Dojrzałość psychiczna jest celem. Człowiek ma niezbywalne prawo do pełnej świadomości kim jest, jaką ma płeć i cechy. Dużo lepszy byłby program wzmacniający cechy kobiecości i męskości, żeby pokazać ich piękno i wzajemną potrzebę dopełnienia. Natura sama stworzyła komplementarność między kobietą i mężczyzną. Nie dyskryminujmy tej pięknej relacji, tylko ukazujmy jej wartość, której rozumienie przez dzieci zaczyna się w rodzinie.

Rozmawiała Katarzyna Kawlewska