Media obiegła wiadomość o wniesieniu przez kuratora pozwu do sądu o ustanowienie rodziny zastępczej dla pięcioletniego chłopca z powodu jego …otyłości. Okazuje się, że dziecko wychowywane przez dziadków, stanowiących jego dotychczasową rodzinę zastępczą, ma ok. 10 kg nadwagi. Spowodowało to tak wielki wstrząs u pani kurator, iż zdecydowała się na interwencję.

Włosy zjeżyły mi się na głowie. Spośród ósemki moich dzieci, jedno również ma problem z nadwagą. Mimo bycia pod opieką endokrynologa i specjalisty diabetologa oraz tego, że staramy się przestrzegać zaleceń, waga spada opornie. Co nas czeka w przyszłości? Sprawa sądowa i odebranie praw rodzicielskich czy może nadzór kuratorski?

Zresztą jedno spotkanie z kuratorem i Sądem do Spraw Nieletnich mamy już za sobą.

Otóż nasz niespełna szesnastoletni syn jadąc skuterem do szkoły spowodował kolizję w ruchu drogowym. Jedynym poszkodowanym był on sam. Hamując i spadając ze skutera złamał nogę. Oczywiście wezwana na miejsce policja zbadała go na obecność narkotyków i alkoholu we krwi. Wszystko było w porządku więc myśleliśmy, iż to koniec całej sprawy (szczególnie, że nikogo nie ukarano mandatem). Ku naszemu zdziwieniu, po prawie trzech miesiącach otrzymaliśmy wraz z synem wezwanie do Sądu w sprawie (sic!) PODEJRZENIA O DEMORALIZACJĘ. Byliśmy wstrząśnięci i nie do końca rozumieliśmy o co chodzi. Wszelkich informacji udzielano nam niechętnie twierdząc, że „taka jest procedura”. Zapowiedziano nam też wizytę kuratora sądowego (bez określenia terminu owej wizyty).

Zszokowana zadzwoniłam do dawnej znajomej mego ojca, (był prawnikiem) wiedziałam, że jest ona również kuratorem w sądzie dla nieletnich. Poprosiłam ją o wyjaśnienie sytuacji. To czego się dowiedziałam skutecznie mnie przeraziło. Usłyszałam bowiem: ”Dagmarko, nie martw się kurator zapyta o różne rodzinne sprawy i napisze opinię. Wy jesteście w porządku, ale wiesz, ja to bym tym nieodpowiedzialnym matkom, które co chwila rodzą, dzieci zabierała zaraz po urodzeniu, bo po co je marnować”. Czemu się przeraziłam? Bo ta pani kurator mnie zna, ale ta która przyjdzie? A co jeśli wywrzemy złe wrażenie? Szczęśliwie, znajomy prawnik mnie uspokoił. Stwierdził, że rzeczywiście takie są procedury, ale że w naszym wypadku sprawa zostanie umorzona na pierwszej rozprawie. Okazało się, że jeżeli w kolizji udział bierze nieletni, to taki jest tok sprawy mimo, że nie ma żadnej do tego podstawy. Mówiąc w skrócie: odbywa się sprawa sądowa za którą płacimy z naszych podatków mimo, że wynik sprawy jest z góry znany.

I tak, pewnego niedzielnego popołudnia na nasze podwórka wjechał piękny, czarny samochód, wysiadła z niego dosyć wyzywająco ubrana kobieta i przedstawiła się jako kurator. Nerwy puściły. Głośno, dobitnie i wyraźnie (językiem literackim) wytłumaczyłam kurator swoje poglądy w kwestii podejrzenia o demoralizację rzuconego na naszą rodzinę. Pani kurator po raz kolejny wytłumaczyła, że takie są procedury. Zadała kilka pytań o nasze dzieci, obejrzała nas i dom i zniknęła z naszego życia. Następnie w Sądzie odbyła się rozprawa na której Pani Sędzia koniecznie chciała mnie poznać, bo słyszała o mnie od kuratora. Sprawa o demoralizację naszego syna z powodu kolizji w ruchu drogowym została umorzona – bo przecież takie są procedury.

A jednak po usłyszanej dzisiaj wiadomości zastanawiam się czy nie mieliśmy szczęścia? A co by było gdyby nasz syn był otyły?

Dagmara Kamińska