Udział w Lidze Mistrzów to kilkanaście milionów euro wpływów dla klubu, zyski dla telewizji i wielu firm działających wokół rozgrywek, ale przede wszystkim radość dla milionów kibiców, prestiż, promocja kraju. Legia Warszawa została przez panów z UEFA wyrzucona z rozgrywek, mimo, że sromotnie pobiła Celtic Glasgow 6:1. Wyrzucona została za to, że 3 ostatnie minuty zagrał piłkarz, który nie został wpisany na listę zawodników zgłoszonych do gry, wtedy kiedy za czerwoną kartkę nie grał 3 mecze. Karę więc odbył, ale w czasie jej odbywania w dwóch meczach nie figurował na właściwym papierku. Ten kruczek prawny wykorzystał Celtic i UEFA, by wyrzucić Legię i wynik 6:1 zamienić na wygraną Celtiku.

4 lata temu węgierski zespół VSC Debreczyn znalazł się w identytcznej sytuacji. W eliminacjach Ligi Europy z Liteksem Łowecz Węgrzy wprowadzili do gry nieuprawnionego zawodnika. Podobnie jak w przypadku meczu Legia - Celtic, jego wejście nie miało żadnego wpływu na wynik. Była wina, była kara wymierzona przez UEFA - Węgrzy zapłacili 15 tys euro grzywny.

W sytuacji, gdy w wielkich meczach padają nielegalne gole ze spalonego, albo gdy - jak na ostatnich mistrzostwach świata wręcz masowo - przez „ślepych” sędziów nie zostają uznane prawidłowo strzelone gole - jak ognia unika się weryfikowania oczywistych błędów, a może oszustw, by wynik zatwierdzony na boisku był „święty” i nigdy nie był zmieniany potem przy stoliku. Taka jest norma we wszystkich rozgrywkach, nawet jeśli niesłuszna, bardzo silnie strzeżona.

Legia praktycznie rozgromiła słynny Celtic, a jednak siła panów przy stoliku okazała się większa. Może nie tyle siła, co pogarda dla podsądnego. Marginalne papierkowe niedopatrzenie oczywiście zasługujące na karę, ale co najwyżej grzywny - zostało przez UEFA zmienione na katastrofę dla polskiej piłki. Polskie użytecznie idiotyczne media już piszą „kompromitacja Legii”. Nie, to kompromitacja UEFA. Absolutny skandal.

Na taką hucpę nie pozwolili sobie pryncypialni mądrale z UEFA, gdy Debreczyn grał w znacznie mniej prestiżowej Lidze Europy. Ale to byli Węgrzy. Mają premiera, który twardo broni węgierskich interesów.

A z Polakami można pograć w gumę. Podłożyli się, to i w tej sprawie dostaną kopa w tyłek, przecież sami  go ciągle nadstawiają, w każdej sprawie. Na portalach natychmiast pojawiły się memy zdyscyplinowanych tuskowych żołnierzy: zagniewany Jarosław Kaczyński mówi „Legia zdyskwalifikowana? Wina Tuska!” . Tak, idioto, oczywiście, że wina Tuska. Jeśli tego jeszcze nie rozumiesz, to nada żyjesz w gazwyborczo-tefauenowym kokonie, który uniemożliwia ci kontakt ze światem realnym.

Działacze UEFA, podobnie jak wszyscy urzędnicy wszystkich europejskich instytucji wiedzą, że polski premier „łatwy w hodowli”, że jest manekinem do poklepywania po plecach, mistrzem świata w potakiwaniu, że każdą polską sprawę ochoczo odda, by go Europa poklepała, nawet nie trzeba pytać. Podobnie jak jego minister gorliwie reprezentujący sprawy zagraniczne.

Więc kopnęli pokornych polaczków w tyłek z rozmachem, by cały świat zatrząsł się ze śmiechu.

W podobnej sytuacji angielskie, niemieckie, francuskie, włoskie, każde normalne media zrobiły z kuriozalnej decyzji urzędasów UEFA sałatkę owocową i mobilizowały swoje władze do walki z tak upiornym absurdem niszczącym sens sportu.

A my - wygrawszy mecz - przegrywamy, ale nie przez papierkowe niedopatrzenie Legii. Przegrywamy dopiero teraz pokornie przyjmując bezczelną zagrywkę UEFA i przyznając, że „należało się nam nieudacznikom”. Lata propagandy tuskowo-gazetowyborczo-tefauenowej wypromowały właśnie takie postawy: samobiczujących się sługusów bez ambicji i godności.

Obudźcie się, euroślepcy. Gdy walą was po pysku, przynajmniej przestańcie za to dziękować. To będzie początek leczenia.