Prof. Chazan odpiera medialną nagonkę: „Nic nie wskazuje na to, że to dziecko ma umrzeć, czy w czasie ciąży, czy po porodzie"

fot. wPolityce.pl/tvp.info
fot. wPolityce.pl/tvp.info

Pacjentka, której prof. Chazan odmówił przeprowadzenia aborcji, a której przypadek w sensacyjnym artykule opisał tygodnik „Wprost” nie zmieniła szpitala, ani lekarza prowadzącego.

Pacjentka ciągle jest pod nasza opieką, będziemy najprawdopodobniej rodzić dziecko u nas

— stwierdził prof. Chazan zaskakując rozmawiającego z nim  w TVP Info Krzysztofa Ziemca.

Nadal nam ufa i myślę, że to jest też dobry znak, że jest z nami zaprzyjaźniona, że liczy na to, że pomożemy jej dziecku

— mówił z nadzieją dyrektor warszawskiego szpitala św. Rodziny. Lekarz z uznaniem mówił o osobach, które dziś przyszły pod szpital, aby wyrazić poparcie dla jego poglądów i metod leczenia.

CZYTAJ TAKŻE: „Jesteśmy z tobą i nie pozwolimy na szarganie twojego imienia!” Wielka manifestacja solidarności z prof. Chazanem. NASZA RELACJA

Bardzo się ciesze, że tak wiele osób przyszło, aby mnie poprzeć, były też media. Co prawda ustawiły się z daleka, myślę, że z dwóch powodów. Może bały się reakcji czy mojej czy widzów. A poza tym wiadomo, że jak się pokazuje jakieś zgromadzenie z daleka to ono wygląda na mniejsze niż jest w rzeczywistości

— relacjonował lekarz.

Czasami w medycynie jest tak, że zachodzi konflikt między etyką i prawem. Moi mistrzowie, profesorowie mówili mi zawsze, że w takim wypadku ważniejsza jest etyka, a prawo zostaje na drugim miejscu, szczególnie prawo stanowione, które może się mylić. Co innego prawo naturalne. To prawo mówi, że trzeba szanować życie drugiego człowieka, szanować swoich rodziców, nie kraść. To jest podstawą tego o czym mówię i jak myślę

— tłumaczył położnik. A na doprecyzowujące pytanie, czy czuje, żeby złamał prawo odpowiedział:

Moje sumienie jest absolutnie czyste

— powiedział lekarz. Profesor zdradził także kulisy powstania oczerniającego go artykułu we „Wprost”.

Nie udzielałem wywiadu tygodnikowi Wprost, to tygodnik Wprost pisał na mój temat. Dzwoniła dziennikarka, kiedy jechałem samochodem, chciała abym łamał prawo rozmawiając z nią, była bardzo zła, że nie chcę z nią rozmawiać. Zadzwoniła wieczorem wymuszała na mnie odpowiedź, czy pacjentka, której dwa tygodnie wcześniej odmówiłem aborcji to jest ta pani, o której ona chce ze mną porozmawiać. Odmówiłem odpowiedzi, odpowiedziałem, że jestem zmęczony po podróży i nie mam dokumentacji medycznej i mógłbym się mylić. Ale takie metody stosują media w tej chwili

— mówił prof. Chazan.

W artykule padł także zarzut, że profesor opóźniał procedury tak, aby wykonanie aborcji stało się niemożliwe.

Otóż nie jest prawdą, że opóźniałem procedury. Przeciwnie. Między momentem, kiedy po raz pierwszy ta pani była u mnie i złożyła pismo z prośbą o aborcję do dnia, w którym otrzymała odpowiedź minęły dwa dni. Nawet powiem, że mam troszkę żal do siebie, że tak krótko rozmawiałem z nią, bo to była zaledwie godzina czy dwie. Myślę, że może gdyby ta rozmowa była dłuższa, gdyby było kilka takich rozmów, może udałoby się przekonać tą panią, że szczęścia nie buduje się poprzez śmierć dziecka

— mówił prof. Chazan

Nic nie wskazuje na to, że to dziecko ma umrzeć, czy w czasie ciąży, czy po porodzie. Informacje, które pojawiają się w poczytnym dzienniku, że ono właściwie nie ma głowy delikatnie mówiąc mijają się z prawdą. Nie mogę mówić o szczegółach ze względu na tajemnicę lekarską, ale to nie wygląda tak źle, jak przedstawiają to media

— mówił z radością lekarz.

źródło: TVP Info/Wuj

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych