wPolityce.pl: W czasie III Konferencji Smoleńskiej wygłosiła Pani ciekawy referat dotyczący rosyjskiej dezinformacji widocznej wokół sprawy smoleńskiej. Ta akcja propagandowa to celowy zabieg czy ciąg przypadków?

Mec. Maria Szonert-Binienda: To nie może być przypadek, to bardzo spójne działanie, prowadzone przez dłuższy okres w jasno zarysowanym kierunku. Działania dezinformacyjne widać jeszcze przed 10 kwietnia. One były wyraźnie wymierzone w Lecha Kaczyńskiego, obliczone na odarcie go z godności. Mamy do czynienia z wyrafinowanymi działaniami. Taka sytuacja dotyczy próby zamachu na Lecha Kaczyńskiego, jaką widać było w Gruzji. Ona została wykorzystana przeciwko prezydentowi, zgodnie z narracją, jaką prowadziła Rosja. Tym samym przyjęto rosyjski punkt widzenia w odniesieniu do próby zamachu  z 2008 roku.

Pamiętamy, że przekonywano nas, że ta sytuacja nie była groźna. Dziś mało kto mówi o tej sytuacji, jako próbie zamachu…

To jest ważne pytanie, dlaczego rząd Polski przyjął rosyjską interpretację tych wydarzeń. Szczególnie, że ona była sprzeczna z zeznaniami prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ta sytuacja jest jednym z pierwszych przejawów dezinformacji wymierzonej w prezydenta. Kolejnymi ważnymi elementami były wydarzenia z 2009 roku. Wtedy mieliśmy kulminację wojny historycznej. Debatowaliśmy, czy mamy się bić o prawdę, czy o niej zapomnieć. W tym momencie widać było rosyjskie naciski, by nie zajmować się sprawą katyńską, żeby zapomnieć o prawdzie, żeby nie dochodzić… Moskwa wywierała presję na różne ośrodki władzy w Polsce, a także na media.

Podobnie działania diagnozuje Pani również po tragedii smoleńskiej?

Już po tragedii widać również taki sam proceder. Mamy próby kontrolowania reakcji polskiego społeczeństwa na tę katastrofę, jak również wielkie wysiłki przekonywania Polaków do oficjalnej wersji wydarzeń. To jest spójna, koordynowana działalność.

Część komentatorów zaznacza, że dla Rosji najlepszym scenariuszem byłoby taki, który mówi, że w Smoleńsku dochodzi do zwykłej katastrofy, ale wszystko wygląda jak zamach. Rosja może działać wedle takiego planu?

Są i tacy, którzy twierdzą, że prof. Binienda jest rosyjskim agentem. Różnorodne teorie można sobie snuć. Każdy ma do tego prawo. Jednak obecnie wiemy, że oficjalna wersja katastrofy smoleńskiej jest nieprawdziwa. Wiemy, że śledztwo w tej sprawie zostało przeprowadzone nienależycie. Wiemy również, że samolot uległ rozpadowi w wyniku wybuchu. To wiemy na pewno. Jednak już to, co spowodowało wybuch, to osobny temat. To należy rozpatrzeć. Sugestia, że promowanie teorii zamachu jest na korzyść Rosji? Każdy może spekulować, jak chce. Ludzka wyobraźnia nie zna granic.

Zdaniem naukowców zajmujących się sprawą smoleńską najbardziej prawdopodobne jest, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Jeśli tak było, do czego ten zamach był komuś potrzebny?

On ewidentnie był potrzebny do zlikwidowania przywódcy Europy Środkowo-Wschodniej, który najskuteczniej opierał się ekspansji Rosji na tereny poradzieckie. Lech Kaczyński odegrał ogromną rolę w zapewnieniu możliwości integracji z NATO Ukrainie czy Gruzji. Zauważmy, że te dwa kraje odgrywają w naszej współczesnej historii bardzo istotną rolę. Bezpośrednio po szczycie NATO w Bukareszcie mamy inwazję Rosji na Gruzję. A Moskwa jasno mówiła wtedy, że ten atak ma powstrzymać poszerzanie się Paktu. Kilka lat później mamy agresję na Ukrainę i odmawianie jej niepodległości. W tych obszarach śp. Lech Kaczyński był najskuteczniejszy, a więc i najgroźniejszy dla Rosji. Gdy jego zabrakło, sytuacja pozwoliła Rosji na realizowanie żądań za pomocą różnego rodzaju presji w stosunku do krajów Europy Środkowej oraz Zachodniej. Ekspansja Rosji nie była w żaden sposób powstrzymywana od tamtego czasu.

Rozmawiał Stanisław Żaryn