O tym, że politycy za kołnierz nie wylewają wiadomo nie od dziś. Tyle, że zawsze starali się to ukryć przed ciekawskimi dziennikarzami.

Tym razem stało się zupełnie inaczej. Jak informuje „Super Express”, poseł Ireneusz Raś po godz. 15 we wtorek odebrał telefon od dziennikarza tabloidu. I nie byłoby w tym niczego zaskakująco, gdyby nie fakt, że - według relacji gazety - parlamentarzysta mówił w sposób, który nie pozwalał na rozróżnienie określonych słów.

Niestety trudno było się z nim dogadać - mówił niewyraźnie, rzucał inwektywami, jego głos przypominał głos osoby pod wpływem alkoholu. Może był tylko bardzo, bardzo zmęczony? -

pyta retorycznie tabloid.

Poseł został zapytany o poradnik Rzecznika Praw Dziecka pt. „Rola lekarza dentysty w rozpoznawaniu objawów przemocy wobec dzieci”, a tymczasem zaczął rozprawiać o swoich dzieciach, które boją się dentysty.

Dzieci generalnie boją się dentysty! Od rodziców zależy czy to będzie trauma, czy pierwszy kontakt z dentystą będzie przyzwoity, otwarty, dobry. To zależy ode mnie i od pana. Nie od rzecznika, nie od rządu, nie od opozycji -

powiedział poseł Platformy Obywatelskiej.

Czyżby politycy partii Donalda Tuska musieli się upijać, aby mówić z sensem?

Czytaj także: Rzecznik chce inwigilować rodziny

AM/Super Express