W bydgoskim szpitalu im. Biziela stoi automat z gipsem. Gipsomat, bo tak nazywa się urządzenie, znajduje się tuż za wejściem na izbę przyjęć. Jego obsługa przypomina zakup kawy lub batonika.

We wskazanym miejscu trzeba uiścić opłatę, wybrać gips (w zależności od wielkości i koloru) i poczekać chwilkę aż maszyna go wyda. Opatrunek różni się tym od standardowego, zakładanego w ramach NFZ, że jest lekki i kolorowy

-czytamy na portalu pomorska.pl.

Zaskoczenia nie kryją pacjenci bydgoskiej lecznicy.

Jeśli złamię sobie rękę, to mam kupić gips w maszynie i sam go sobie założyć? Co z pomocą lekarza?

-całkiem zasadnie dopytuje jeden z nich cytowany przez portal.

Jednak jak się okazuje, samodzielne założenie gipsu nie jest możliwe. Chodzi o to, że w przypadku urazów kończyn zakładane jest standardowe usztywnienie gipsem finansowane przez NFZ.

Gdy pacjent zażyczy sobie lżejszego gipsu, sam musi go sobie kupić.

Na przykład w gipsomacie. Szpital nie czerpie zysków ze sprzedaży gipsu w automacie. Pobiera natomiast opłaty za wynajem powierzchni pod gipsomat.

Tego absurdu nie sposób komentować na poważnie. Może niedługo pojawią się też automaty z termometrami, kroplówkami itd… Ech, oby tylko nie chorować.

BR/pomorska.pl