Jak daleko można się posunąć, żeby…? No właśnie, w jakim celu robi się takie rzeczy? Kiedy oglądam, czytam, jak bezinteresownie próbuje się zniszczyć dobrą, mądrą i szlachetną osobę, jaką jest Pani Dorota Zawadzka to tak czysto po ludzku jest mi smutno. Jedyne słowo, jakie mi przychodzi do głowy obrazujące taką rzeczywistość to podłość. Nie akceptuję takiej rzeczywistości i z szacunkiem swoje myśli kieruję do wszystkich, którzy przeciwstawiają się temu. Doroto, Tobie dzisiaj dedykuję słowa Janusza Korczaka (ze wstępu do „Prawideł życia”) - PRAWDA JAK OLIWA NA WIERZCH WYPŁYWA. Jestem dumny, że wśród moich doradców przez ostatnie lata były takie osoby, jak Dorota Zawadzka i Henryka Krzywonos. Mam nadzieję, że przyjmiecie zaproszenie do grona społecznych doradców RPD na następną kadencję.

To słowa wsparcia dla Doroty Zawadzkiej, jakie opublikował wczoraj na Facebooku Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Prawniczka Monika Płatek napisała w tym samym serwisie:

O rany! czytam we „Wproście” wywiad Magdaleny Rigamonti z Dorotą Zawadzką. Wywiad? Prokuratorzy z najgorszej bajki mieliby więcej umiaru w trakcie przesłuchania ! I w tej sytuacji aż sie prosi, by przypomnieć, że organy prowadzące postepowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (art. 4 kpk)…Tylko zaraz, zaraz… odkąd to, i o co Pani Zawadzka jest oskarżona? O co chodzi? Że jest popularna? Że po porady do niej zwracają się ludzie w tysiącach? Odniosła sukces i jest znana obnażając, że niekoniecznie sam fakt spłodzenia gwarantuje wiedzę o tym jak je wychować? Robić deprawatorkę i krzywdzicielkę dzieci z Super-niani? Byłoby śmieszne, gdyby nie fakt, że jest załosne.” (pisownia obu wypowiedzi oryginalna)

Jest super, wprost idealnie!

Nie podoba mi się okładka najnowszego numeru tygodnika „Wprost” ani opublikowany w nim wywiad z Dorotą Zawadzką. Najwyraźniej jednak pan Michalak, pani Płatek i wszyscy, którzy teraz tak bardzo współczują pani Zawadzkiej, zapomnieli o jakie oskarżenia chodzi. Przypomnę więc, że moja krytyka programów reality show z udziałem dzieci nie jest personalnym atakiem i - wbrew temu, co czytamy we wstępie do wywiadu we „Wprost”, a co dotyczy innych publicystów - nie ma nic wspólnego z zaangażowaniem nDoroty Zawadzkiej w promowanie reformy edukacji. Pierwszy artykuł na ten temat napisałam bowiem w marcu 2012 roku na stronie prowadzonej przeze mnie kampanii Dzieci – ludzie czy bestie?.

Zasygnalizowałam wówczas problem w nadziei, że zainteresuje się nim Rzecznik Praw Dziecka albo ktokolwiek, kto mógłby pomóc dzieciom cynicznie wykorzystywanym do produkcji telewizyjnych programów rozrywkowych (tak, rozrywkowych, a nie edukacyjnych), pozbawianym godności, odzieranym z prywatności i intymności. Napisałam ten króciutki tekst, podpisałam petycję w sprawie „Surowych rodziców” wystosowaną do TVN-u przez grono psychologów i przez dłuższy czas starałam się nie myśleć o dziecku krzyczącym

gdyby nie ta debilna telewizja, to byłoby normalnie,

czy o dziewczynce plującej na kamerę i innych dzieciach, które zostały wykorzystane kilka lat temu, ani o tych, które do dziś są traktowane jak rekwizyty. Usprawiedliwiałam swoją bierność, wmawiając sobie, że nie zbawię całego świata, że zaangażowałam się w kampanię przeciw przemocy fizycznej wobec dzieci, staram się przekonać wydawców instrukcji bicia dzieci do wycofania tych książek ze sprzedaży i więcej nie dam rady, nie mogę, zresztą i tak niczego nie zmienię.

Kiedy jednak trzynaście miesięcy później zapoznałam się z postulatami akcji „Dziecko to nie rekwizyt” (której inicjator, Mariusz Kowal, dostrzegł rażące przykłady łamania praw dziecka w programie „Idealna niania”, wówczas jeszcze mi nieznanym) i dowiedziałam o uprzedmiotawianiu kolejnych dzieci, postanowiłam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by przekonać TVN do zrezygnowania z produkcji i emisji programów uprzedmiotawiających dzieci. Napisałam do zarządu stacji list zakończony słowami:

Proszę się zastanowić, czy warto dla pieniędzy ryzykować krzywdę dzieci, choć jednego dziecka. Proszę wziąć pod uwagę, że gdyby TVN zorganizował casting do programu, w którym dzieci byłyby nie tylko uprzedmiotawiane, ale też bite lub jawnie krzywdzone w najgorszy z możliwych sposób, również znaleźliby się rodzice, którzy bez skrupułów zgłosiliby doń własne dzieci, oraz psycholodzy, którzy dla pieniędzy objęliby te produkcje „nadzorem” i zapewniali, że dzieciom nie dzieje się krzywda.

Nie ukrywam nadziei, że wszystkie tego typu programy są od początku do końca reżyserowane, biorą w nich udział wyłącznie profesjonalni aktorzy, płacz dzieci jest tylko wyjątkowo przekonującą grą wybitnie uzdolnionych młodych aktorów, i wystarczy jedynie zmienić opisy produkcji, by nie manipulować widzami. Jeśli jednak jest inaczej i mamy do czynienia z reality show, bardzo proszę nie brać na siebie odpowiedzialności za krzywdzenie dzieci, łamanie ich praw i wykorzystywanie przez rodziców dla pieniędzy, a przez widzów – dla rozrywki.”

Naga prawda

Naturalnie moja prośba pozostała bez odpowiedzi. Postanowiłam zatem zgromadzić więcej argumentów – co ważne: nie tylko własnych, ale też ekspertów różnych dziedzin (psychologów, prawników, medioznawców) – co uczyniłam w artykule „Intymność na sprzedaż” opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym”. Nie będę go tutaj cytować ani, tym bardziej, streszczać. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury. Cały tekst jest dostępny online. Później napisałam jeszcze apel na blogu o historii przemocy wobec dzieci i krótki artykuł pod prowokacyjnym tytułem „Pornoniania”.

Równie dobrze mogłabym jednak nic nie pisać, bo w tej sprawie nie ma nic do „ujawniania” – wbrew temu, co pisze pan Michalak, prawda nie jest „jak oliwa” i nie musi „wypływać na wierzch”, lecz jest widoczna gołym okiem. Wystarczy spojrzeć i dostrzec w tych dzieciach ludzi.

Mogłabym więc nie pisać, lecz opublikować jedną z wielu scen ukazujących dzieci nagie, upokorzone, uprzedmiotowione. Na przykład czterominutową (nie sekundową!) scenę z „Superniani”, ukazującą prawie sześcioletnią dziewczynkę ewidentnie sprowokowaną do „niegrzecznego” zachowania i walczącą nie o żadne „widzimisię”, lecz o swoje prawa, o istnieniu których zapomniał nawet ich rzecznik. Podstawowe prawa każdego człowieka: do godności, prywatności i intymności. I podstawowe prawa każdego dziecka: do bezpieczeństwa, miłości i opieki. Nie zrobiłam tego, a redakcje mediów, w których publikowałam, poprosiłam o nieilustrowanie moich tekstów kadrami z tego programu.

Moim celem jest bowiem próba przekonania TVN-u do rezygnacji z rozpowszechniania nagich, intymnych i upokarzających wizerunków dzieci. Panie Rzeczniku – rzeczniku praw dzieci, a nie interesów dorosłych – czy to jest podłość?

Anna Golus

autorka jest inicjatorką i organizatorką kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia” oraz autorką bloga „Historia bicia dzieci”.