Cztery lata liceum - tyle trzeba żeby wykształcić elitę Rzeczpospolitej. Żeby ci ludzie mieli czas nie tylko na przygotowanie się do poważnej matury, ale na osobisty rozwój

— mówi minister edukacji narodowej Anna Zalewska w rozmowie z Piotrem Zarembą. Cały wywiad ukaże się w kolejnym numerze tygodnika „wSieci”. Portal wPolityce.pl publikuje jego obszerne fragmenty.

Piotr Zaremba, wSieci: Kształt szkolnej reformy jest wreszcie znany.

Minister Anna Zalewska: Dotrzymujemy słowa. Mówiliśmy o ośmioletniej podstawówce i czteroletnim liceum (lub pięcioletnim technikum) i tak się stanie.

Czyli wygaszacie gimnazja?

W obecnej postaci tak.

Od kiedy?

Reforma zacznie się w roku 2017. Wtedy dzieci z obecnej klasy piątej nie pójdą po klasie szóstej do pierwszej klasy gimnazjum. Zaczną naukę w siódmej klasie szkoły podstawowej. Ale uwaga: odpowiadamy od razu na pytanie, co się stanie z gimnazjalnymi budynkami, urządzeniami, laboratoriami. Otóż jest możliwe, że ta siódma klasa będzie mogła mieć zajęcia w najbliższym gimnazjum – czasem to są przecież te same lub sąsiednie budynki. I to obecne gimnazjum docelowo stanie się jedną całością z obecną podstawówką.

Jak taka nowa podstawówka będzie wyglądać?

W roku 2020 będziemy mieli docelowo szkołę podstawową złożoną z dwóch poziomów: powszechnego: klasy jeden-cztery i gimnazjalnego: klasy pięć-osiem. Dotychczasowa klasa czwarta miała teraz kłopot z przedstawieniem się na tory normalnego nauczania przedmiotowego. My zostawimy tej klasie nauczyciela nauczania początkowego jako wychowawcę, a dodatkowo pojawi się propedeutyka, czyli wstęp do przedmiotów. Dzieci będą jeszcze czuły się bezpiecznie ze swoją panią, ale jednocześnie przygotowując się do zajęć przedmiotowych.

Ta docelowa szkoła będzie już w jednym budynku?

W jednym albo w dwóch, zależnie od miejscowych warunków. Kiedy mówimy, że  gimnazjum się nie sprawdziło, to od razu wiemy, że wyniki były najlepsze tam, gdzie i teraz zachowana była ciągłość. Gdzie całe klasy przechodziły z podstawówek do gimnazjów. W związku z tym nadal będzie to jedna placówka z jednym dyrektorem, jedną radą pedagogiczną i jednym programem. Rozważamy przy tym różne scenariusze. Wyobraźmy sobie dwie „wyludniające się” podstawówki i jedno gimnazjum w danym miasteczku. Zróbmy z tego jedną szkołę, ale zostawmy siedziby, nie zabierajmy dzieci z ich naturalnych środowisk. Niech nauczyciel do nich dojeżdża, a nie uczniowie do nauczyciela. Wiele wiejskich szkół ma z powodu niżu demograficznego piękne, ale puste świetlice. Niech tam zostaną dzieci, przynajmniej w pierwszych klasach. Jesteśmy gotowi dokładać do takich małych szkół.

Mam wrażenie, że wahaliście się z kompletną zmianą? Bo pojawił się ruch: ratujmy gimnazja, zaczęto bronić ich dorobku. Spytam więc: jak zamierzacie z tego dorobku skorzystać? Gdzie przejdą nauczyciele gimnazjów?

W większości znajdą miejsce w nowych dużych podstawówkach. Przy rosnącym niżu demograficznym to jest wręcz recepta na ratowanie stanowisk pracy nauczycielom. Oczywiście będzie też możliwość przechodzenia nauczyciela z gimnazjum do liceum. Ponieważ oznacza to przejście do innego organu prowadzącego z gminy do powiatu – przez trzy przejściowe lata zapewnimy takim nauczycielom pierwszeństwo.

A budynki gimnazjów? Co się z nimi stanie?

Będą mogły stać się częścią dużej podstawówki, albo wręcz całkiem nową podstawówką. Trzy przejściowe lata pozwolą na nowe ułożenie.

A obecni dyrektorzy gimnazjów?

Kształtowanie się nowych dużych podstawówek będzie okazją do konkursów na dyrektorów. To będą inne szkoły, niż obecne podstawówki. I dyrektorzy gimnazjów zapewne do takich konkursów staną.