„A skąd założenie, że PiS odda władzę? Kiedy Mussolini dochodził do władzy, to wszystko wyglądało podobnie jak teraz…. (PiS) ma inwigilację, media i tak dalej… Wiesz, jak się generuje lub fałszuje poparcie w krajach autorytarnych… A wybory można sfałszować”…

Takie horrorystyczne wizje snuje wobec działaczki partii Razem, Marceliny Zawiszy, wywiadujący ją dla „Wyborczej” Tomasz Piątek. (Skądinąd znany też jako Człowiek, Który Przeciął Sobie Nasieniowody – zastrzegam że wiem, iż każdy ma prawo dokonać na sobie takiej operacji, a w dodatku to kompletnie inny temat. Ale skoro jakiś czas temu ów tropiciel faszyzmu uznał, że za pośrednictwem „Newsweeka” powinien podzielić się tą fascynującą prywatną informacją z opinią publiczną, to znaczy iż najwyraźniej uważa, że ów fakt jest znaczący dla zrozumienia go jako intelektualisty, a także zapewne winduje go w wyższe rejony celebryckości. Szanując jego wolę, będę więc konsekwentnie nagłaśniał tę deklarację).

Wróćmy jednak do wywiadu. Zawisza odpowiada przytomnie:

Myślisz, że to takie łatwe? Ludzie, którzy myślą, że da się sfałszować wybory, nie wiedzą, jak wygląda praca w komisji wyborczej. To fizycznie niemożliwe, ponieważ każdy jest z innego komitetu wyborczego i każdy każdemu patrzy na ręce. A później wysyłasz to do PKW i jesteś w stanie sprawdzić protokół wyborczy na każdy możliwy sposób.

A na to Człowiek, Który Przeciął Sobie Nasieniowody:

Wyobraź sobie, że pojawiają się oficjalne wyniki, które nie mają nic wspólnego z tym, co wynika z komisji. Opozycja protestuje, ale PiS ogłasza, że oni kłamią. Bo to Polacy gorszego sortu.

Nie, nie chodzi mi o to, żeby po raz kolejny, na przykładzie Człowieka, Który Przeciął Sobie Nasieniowody uzasadniać tezę o przechodzącej w stan zerwania kontaktu z rzeczywistością histerii, cechującej kawiorowolewicowy salon na obecnym etapie jego wojny o ocalenie Polski przed katofaszystowską okupacją. To byłoby banalne. Idzie o coś innego.

A mianowicie o to, że przecież jeszcze niedawno ci sami ludzie uważali, że samo mówienie o możliwości sfałszowania na jakąś liczącą się skalę jakichkolwiek wyborów w naszym kraju samo przez się degraduje mówiącego do poziomu pensjonariusza domu wariatów. Bo przecież podstawową cechą obywatela powinno być zaufanie do instytucji państwowych. Ale też dlatego, że sam system miał podobno całkowicie uniemożliwiać takie fałszerstwa. Bo PKW, bo komisje, bo składają się z ludzi delegowanych przez partie, bo jeszcze mężowie zaufania…

I nagle okazuje się, że to wszystko rozwiało się gdzieś w kosmosie. I  w tym samym stanie prawnym, w kraju gdzie istnieje sobie legalna opozycja, mająca potężne zaplecze medialne i społeczne, fałszowanie wyborów jest możliwe jak najbardziej…

Tak, tak, ja wiem oczywiście że wtedy rządzili ludzie dobrzy i światli, a teraz bardzo, bardzo, bardzo źli. Ale przecież ówczesne wyznanie wiary mainstreamu nie odwoływało się do wiary w uczciwość ówczesnych rządzących, tylko w doskonałość systemu i kontrolowanie jednych przez drugich. A tu nic się nie zmieniło.

Tymczasem ludzie, myślący podobnie do Człowieka, Który Przeciął Sobie Nasieniowody zdają się tego kompletnie nie zauważać. I trochę trudno ich zrozumieć. Urodzili się dziś nad ranem? Nie pamiętają samych siebie sprzed roku czy półtora?

Przyznam, że jestem bezradny wobec tego intelektualnego fenomenu.