To nawiązanie do niechlubnych tradycji targowicy jak i twardej komuny, gdy nas straszono, że jak nie będziemy grzeczni, to ruscy wkroczą

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Marian Kowalski, odnosząc się do sprawy debaty o Polsce w Parlamencie Europejskim.

wPolityce.pl: W Parlamencie Europejskim odbędzie się debata nt. sytuacji politycznej w Polsce. Jak to Pan to oceni?

Marian Kowalski: Parlament Europejski nie jest żadnym znaczącym ciałem. To forum do wymiany rozmaitych refleksji. Dlatego z jego strony nie należy się niczego zbytnio obawiać. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że obecne partie opozycyjne należą do frakcji, które podnoszą tę kwestię. To jest ich przełożenie na szersze forum. Chodzi im o to, by w Europie mówiono źle o Polsce, bo Platforma przegrała wybory. Jest to bardzo małostkowe i nie powinno mieć miejsca. To nawiązanie do niechlubnych tradycji Targowicy jak i twardej komuny, gdy nas straszono, że jak nie będziemy grzeczni, to ruscy wkroczą. Mamy do czynienia z logiczną kontynuacją w obecnych realiach. Wiele państw europejskich przeżywa realne trudności. Za przykład można podać kłopoty finansowe Grecji, Hiszpanii czy Włoch. I nie są to sprawy wyssane z palca, a naszym problemom daleko do tego. A nikt się zbytnio nie denerwował tymi sprawami w Parlamencie Europejskim. Wynika to z tego, że politycy ze wspomnianych państw nie mają w zwyczaju donosić na własny kraj.

Czyli uważa Pan, że debata w Parlamencie Europejskim może być efektem donosów polskich polityków?

Faktem jest, że Platforma należy do frakcji, która jest zainteresowana tą debatą. Skoro nie są w stanie zaistnieć w Polsce, to Parlament Europejski jest dla nich jedynym miejscem. Prawda jest taka, że pogadają sobie trochę i rozjadą się do domów i nie będzie to miało większego znaczenia. W dawnych czasach bardziej bym się obawiał interwencji z Moskwy niż dzisiaj z Brukseli. Teraz to zwykłe zawracanie głowy żeby tylko ci leniwi biurokraci mogli pokazać ludziom, że cokolwiek robią pobierając ogromne pensje.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o podatku bankowym. Takie działania mają jakikolwiek sens?

W czasie mojej kampanii prezydenckiej podnosiłem przemilczany wątek uprzywilejowanej pozycji korporacji i banków zagranicznych w Polsce. Między innymi dlatego nie pokazywano mnie w mediach, bo był to jeden z głównych punktów mojego programu. Polska stała się obszarem ekspansji gospodarczej i to zwłaszcza dla banków. Proszę zwrócić uwagę, że aby bank mógł wyegzekwować należność od swojego klienta nie potrzebuje sądu, od razu sprawą zajmuje się komornik. To ciekawe, że komornik, będący elementem władzy sądowniczej, podlega pod bank zagraniczny - to zdumiewająca rzecz. Zainteresowanie ty faktem musi budzić emocje z obu stron. Wiadomo, że Polacy są w korporacjach zagranicznych zatrudniani na fatalnych warunkach. Nie ma mowy nie tylko prawach pracowniczych, ale i o zwykłej przyzwoitości. Banki zagraniczne od swoich pracowników, którym płacą 1200 zł., żądają całkowitej dyspozycyjności i wykonywania pracy nawet w Święta Bożego Narodzenia. To jest rzecz niesłychana, której nie ma nigdzie w świecie, a w Polsce jest to tolerowane. Warto pamiętać, że akceptowały to nawet ekipy, które podkreślały w swoich programach sprawiedliwość społeczną. Choć ten podatek to rzecz konkretna, należy się przyjrzeć też innym kwestiom. Hipermarkety, które przecież zdominowały polski handel, uzyskały uprzywilejowaną pozycję. Nawet samorządy dostosowują rozwiązania komunikacyjne, by ułatwić pracę ty firmom. W odpowiedzi nie ma jednak żadnej chęci partycypowania w utrzymaniu państwa polskiego. Uważam, że straszenie wzrostem cen jest nonsensem. Chyba, że banki i hipermarkety dokonają zmowy cenowej, która jest przestępstwem.

Co jeśli jednak hipermarkety podniosą ceny?

Wówczas stracą część klientów na rzecz innych oferentów, czyli małych polskich sklepów. A my powinniśmy pomóc tym sklepom, chociażby poprzez likwidację ZUS- u - tego pasożyta. Dzięki temu polscy przedsiębiorcy będą mogli rozwinąć skrzydła. Widzimy przecież jakie warunki mają polscy handlowcy, a jakie zagraniczni. Część winy ponoszą za to samorządy, będące w rękach obecnej opozycji. Jeśli chodzi o banki, to jest ich wiele. Niech ze sobą konkurują. Jeżeli dojdzie do zmowy, to jest to przestępstwo.

Ciąg dalszy na następnej stronie.