„Czy Europa ścierpi ksenofobów? W Polsce na Węgrzech na Słowacji. Musimy się zastanowić, z którymi z naszych sąsiadów chcemy budować Europę. Polaków raczej w tej grupie nie będzie…” – napisał Jakob Augstein w „Der Spiegel” online.

To zwieńczenie tez tego publicysty, który zdążył porównać obecną Polskę do putinowskiej Rosji, a nawet nazistowskich Niemiec. Teraz uznał, że jest władny wystąpić w imieniu nie tylko Niemców, ale i całej Europy. Kiedyś już Niemcy wspólną Europę budowali. Nie wyszło. Czyżby zaczynali ponownie?

Jakob to syn Rudolfa Augsteina, twórcy i szefa „Spiegla”. No, może nie syn, bo po jego śmierci matka poinformowała go, że tatusiem jest kto inny, ale w każdym razie spadkobierca i następca. W każdym sensie tego słowa.

Stan wojenny zastał mnie w trakcie powrotu do kraju, w Holandii. Kilka dni więc po jego ogłoszeniu, wykorzystując jedyną posiadaną, niemiecką wizę trafiłem do tego kraju. Z bliska obserwowałem reakcję na wydarzenia w Polsce.

Kanclerz Helmut Schmidt wrócił właśnie z wizyty u NRD-owskiego genseka, Ericha Honeckera. Przyjacielskiej atmosfery nie zepsuł stan wojenny, można odnieść wrażenie, że jeszcze ją podgrzał. Tak w każdym razie twierdził Honecker, który polskim towarzyszom przekazywał nieoficjalne poparcie ze strony niemieckiego kanclerza.

W Niemczech panowała swoista dwoistość. Zwykli ludzie organizowali humanitarną pomoc powodowani odruchem wspierania sąsiada w potrzebie. Natomiast ośrodki opiniotwórcze demonstrowały wręcz poparcie dla stanu wojennego.

We wstępniaku swojego tygodnika, Augstein (Rudolf) pisał, że Polacy zawsze prowokowali zagrożenie wojenne, a więc należy z ulgą przyjąć ich pacyfikację. Nie był odosobniony. W podobnym tonie wypowiadał się „Stern” czy „Die Zeit”.

Guru dla mediów niemieckich był ówczesny wicepremier, Mieczysław Rakowski, wcześniej twórca i red. nacz. „Polityki”. Tak, tej samej. Czy nie piękna arka przymierza między dawnymi a nowymi laty? Ciągle ci sami informatorzy.

Niemcy są oburzeni, że Polacy wybrali nie tego kogo trzeba. Wprawdzie nie ma już PZPRZOMO żeby przywołać ich do porządku, ale może presja z zewnątrz wystarczy. Może Jakob nie jest synem Rudolfa, ale następcą z pewnością.

A w Polsce? Czasami nie trzeba następców. Dawny członek komunistycznej nomenklatury, Włodzimierz Cimoszewicz popiera Augsteina juniora. I wszystko na swoim miejscu.