Dwie organizacje medialne - Europejska Unia Nadawców (EBU) i Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) - zajęły w czwartek krytyczne stanowisko w sprawie ustawy medialnej w Polsce.

EBU poinformowała na swej stronie internetowej, że jej przewodniczący i dyrektor generalna „ostro zareagowali na podpisanie przez polskiego prezydenta 7 stycznia nowej ustawy medialnej”. EFJ napisała w sprawie tej ustawy do unijnego komisarza ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Guenthera Oettingera.

Jestem zaniepokojona decyzją prezydenta

— oświadczyła dyrektor generalna EBU Ingrid Deltenre.

Niestety, nie było to nieoczekiwane. Społeczność międzynarodowa od początku zdecydowanie sprzeciwiała się wprowadzeniu projektu tej ustawy, kiedy został on pospiesznie przeprowadzony przez parlament przed końcem roku. Fakt, że rząd odmówił wszelkiej dyskusji bądź przyjęcia jakiejkolwiek porady prawnej od Komisji Europejskiej, Rady Europy czy innych eksperckich organizacji medialnych, zdaje się odzwierciedlać jego generalne podejście do instytucji europejskich i fundamentalnych zasad demokratycznych.

*

To, co jest dla nas zaskoczeniem, to ukryty cel tej reformy, co przekłada się na niepokojącą interpretację kompetencji mediów publicznych. Ambicją nowych władz jest przekształcenie polskiego radia i TV w instrumenty medialne dla rządu, a nie dla obywateli

— dodała.

Gdyby reforma mediów miała zostać wprowadzona w tej formie, będzie skazana na porażkę. To tylko kwestia czasu. Żaden rząd nie jest w stanie powstrzymać cyfrowej transformacji systemu mediów i globalizacji jego organizacji medialnych. Obywatele zawsze dojdą do prawdy dzięki nowym źródłom informacji. Do polskich obywateli należy decyzja, czy zgadzają się ze środkami podejmowanymi przez rząd. Mamy nadzieję, że pełna reforma mediów planowana na później w tym roku istotnie poprawi nową ustawę medialną, i EBU jak zawsze jest gotowa służyć wszelką ekspertyzą i poradą prawną

— oświadczyła Deltenre.

Według przewodniczącego EBU Jean-Paula Philippota „ta decyzja jest wysoce szkodliwa dla wartości mediów publicznych, które odgrywają istotną rolę w wyrażaniu społecznego pluralizmu”.

Dlatego też nie pójdziemy na kompromis, jeśli chodzi o niezależność redakcyjną, wymagającą strukturalnych gwarancji, które już dziś w Polsce nie istnieją. Jest nie do przyjęcia, by mechanizmy wprowadzone przez ostatnie 20 lat, żeby zapewnić niezależność mediów publicznych i odesłać media państwowe do podręczników historii, były podważane w taki sposób

— oświadczył Philippot.