To rozwiązanie obarczone jest tylko jedną wadą: przychodzi późno. Na szczęście nie za późno. Na pewno zmiana zarządzania mediami publicznymi, zwłaszcza TVP, powinna była być pierwszym krokiem nowej władzy – dziś telewizja publiczna nie byłaby w dalszym ciągu papugą TVN, ale stacją, dzięki której Polacy mogliby masowo poznawać racje ustanowionych w wolnych wyborach prezydenta, parlamentu i rządu. Już kilka tygodni temu pisałem na łamach tego portalu:

Widać, że dobrowolnie nie odejdzie nie tylko zarząd TVP, ale i wystylizowane panie w rodzaju Tadli, Rudnik i Lewickiej czy też wymuskani panowie, jak Kraśko i Ziemiec, by wymienić tylko tzw. frontmenów. Trzeba natychmiast dokonać małej zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji (która nb. jest w wielu miejscach albo nieprzestrzegana, albo naciągana), a w szczególności pozbyć się punktu 3 i 5 w art. 27 oraz punktów 1, 1a, 1b, 1c w art. 28. O reszcie zapisów można spokojnie dyskutować później.

Chodzi o to, by natychmiast zmienić zarządzanie telewizją i radiem publicznym z czysto propagandowego na normalne. Obecnie mamy z jednej strony do czynienia niby ze spółką skarbu państwa podlegającą kodeksowi handlowemu, a z drugiej – z instytucją niby kulturalną, ale nie podlegającą w sferze zarządzania ministrowi kultury, lecz Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.

Ta ostatnia zmalała z biegiem lat do 5 osób – które są wyznaczone przez poprzedni Sejm, poprzedni Senat oraz poprzedniego prezydenta i całkowicie podporządkowane przegranemu obozowi władzy. Zmiana w/w paragrafów spowoduje, że TVP będzie podlegać normalnemu kodeksowi spółek prawa handlowego, jeśli chodzi o ustanawiania rady nadzorczej oraz zarządu. A wówczas zmiany dokona się w jeden dzień. Minister skarbu państwa powoła nową radę nadzorczą, ta zaś od razu, na pierwszym posiedzeniu ustanowi nowy zarząd. Ludzi do normalnej i uczciwej (a nie propagandowej) pracy wewnątrz samej telewizji nie brakuje, trzeba tylko dać im szansę.

W tym kierunku poszły w końcu działania legislacyjne PiS-u i miejmy nadzieję, że po Nowym Roku ujrzymy nowe twarze na ekranach TVP i usłyszymy nowe głosy przed mikrofonami Polskiego Radia, a społeczeństwo pozna wreszcie racje zwycięzców wyborów. Zmiana tych kilku paragrafów będzie oznaczać zmianę wizerunku Polski, który kształtują w olbrzymim stopniu, czy tego chcemy, czy nie – największe media.

Oczywiście są to działania legislacyjne doraźne, co jednak wcale nie wyklucza dalszej pracy nad solidną ustawą o mediach publicznych. Wprost przeciwnie – będzie można spokojniej przygotowywać, przedyskutować projekt, który faktycznie stanie się narodowym. Rzecz jasna i tak nie uniknie się całkowicie nacisków politycznych w mediach publicznych, chodzi jednak o to, by je w przyszłości zminimalizować mądrymi rozwiązaniami prawnymi. Są na to sposoby, sprawdzone w świecie, mówiłem o nich dwa tygodnie temu podczas narady w sprawie mediów publicznych w Belwederze. Są też, że tak powiem, naturalne sposoby ściągania opłat abonamentowych. Pozwolę sobie je wszystkie bardziej szczegółowo przedstawić za kilka dni na łamach „Wpisu” oraz tego portalu. Powiem tylko, że na starych, dotychczas obowiązujących wzorach nie warto nic budować, nie warto ich rekonstruować.

PiS późno zrozumiał, że współdziałanie z mediami po wygranych wyborach musi zdecydowanie różnić się od tego z kampanii wyborczej. Trzeba w końcu zacząć rozmawiać z pozycji zwycięzcy. Tego po prostu oczekują – coraz bardziej niecierpliwie – ci, którzy swymi głosami ustanowili nową władzę. Ci ludzie są w stanie zrozumieć, że może na coś brakować pieniędzy, ale nigdy nie pogodzą się z tym, że tak proste zadanie, jak przekazanie mediów publicznych w uczciwe ręce, może się nie udać lub być odsunięte w czasie. Tym bardziej, że telewizja publiczna już dawno temu doprowadzona została do upadku, stając się tylko narzędziem propagandy politycznej oraz coraz brutalniejszej walki z obrońcami polskości, suwerenności państwowej, wiary i tradycji. To po prostu bastion Platformy Obywatelskiej i jej spadkobierców w rodzaju pana Petru. W ostatnim numerze „wSieci” dokonana została przykładowa analiza, jak manipuluje się informacjami na antenie TVP – bezkarnie!

Telewizja publiczna nie od ostatnich wyborów nie przemawia w imieniu narodu. Została zawłaszczona przez poprzedni układ partyjny i nie zamierza ustąpić. Ba! przystąpiła do wzmożonego ataku na obóz patriotyczny; TVP z niebywałą siłą próbuje dowieść, jak straszne głupstwo popełniły miliony Polaków, które odrzuciły w całości PO. W taki oto sposób instytucja publiczna pojmuje demokratyczne przekazanie władzy w wolnym, demokratycznym kraju. Trzeba zatem w obozie patriotycznym w końcu przestać rozumować w stylu „tego nie mówmy, choć to prawda, tego nie róbmy, choć to słuszne, bo za to nas będą szkalować w telewizji lub w gazecie” (wiadomo jakiej). Choćbyśmy bowiem nie wiem co robili, nie wiem jak grzeczni i układni byli – to i tak zawsze będzie źle. Nawet rezygnacja przez PiS z władzy nie spowodowałaby zaniechania parszywych ataków. Nie ma co więc oglądać się na zdanie oponentów, ani odpowiadać na ich zaczepki medialne, lecz faktycznie dokonywać dobrej zmiany.

Słówko jeszcze o szczególnym medium publicznym, jakim jest Polska Agencja Prasowa. To, że do tej pory nie poczyniono tam zmian, jest doprawdy karygodne. Nie trzeba bowiem zmieniać Ustawy o Polskiej Agencji Prasowej, lecz ludzi stojących na czele tej instytucji (spółka skarbu państwa). Trzeba jedynie egzekwować to, co w tej ustawie zostało zapisane. Już art. 1 w punkcie 2 stanowi, że „Polska Agencja Prasowa ma obowiązek upowszechniać stanowiska Sejmu, Senatu, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i Rady Ministrów”. Koniec, kropka! Trzeba coś wyraźniej formułować? Jak PAP realizuje ten swój podstawowy obowiązek – każdy widzi i słyszy. Upowszechniają, owszem, ale stanowiska przeciwników Sejmu, i Senatu, i Prezydenta, i Rady Ministrów.

Leszek Sosnowski - Prezes wydawnictwa Biały Kruk, dziennikarz z 40-letnim doświadczeniem, wydawca opiniotwórczego miesięcznika „Wpis”.

Fot. WPiS
Fot. WPiS