Wiele razy w Polsce eksperci, komentatorzy, dziennikarze wskazywali na luki w działaniu osłony kontrwywiadowczej. Wiele razy pytano, czy w ogóle takowa istniej. Doniesienia Fundacji LexNostra są ciekawym studium w tej sprawie. Niestety stadium wskazującym z jak wielkim zagrożeniem mamy do czynienia.

Maciej Lisowski, szef Fundacji, opisuje w ostatnim komentarzu zaskakującą procedurę wyłaniania kontrahenta, który będzie odpowiedzialny za organizację pracy punktów przyjmowania wniosków wizowych na Białorusi. Podpisanie umowy w tej sprawie ma się odbyć 11 listopada. Z ustaleń Fundacji wynika, że proces wyłaniania kontrahentów jest nie tylko prowadzony w sposób podejrzany, ale wręcz, że mamy do czynienia z zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa.

W ramach procedury przetargowej w tej sprawie doszło do zaskakującej decyzji o odrzuceniu na wstępnym etapie 12 ofert. W tej sprawie zgłoszono szereg protestów. W procedurze pozostał jeden oferent, który i tak nie spełnił kryteriów, co budzi podejrzenie, że konkurs był prowadzony w sposób wadliwy. Szczególnie, że oferta uznana za najlepszą była dopiero czwarta pod względem warunków finansowych, a to właśnie to kryterium uznano za najważniejsze. Dlaczego odrzucono przedwstępnie 12 ofert? Czy komuś zależało na konkretnym kontrahencie? To poważne pytania, biorąc pod uwagę, że mowa o zleceniu na blisko 9 milionów złotych.

Jednak największy problem tkwi gdzie indziej. Fundacja opisuje firmę, która ma otrzymać zlecenie z polskiego MSZ. Opis ten budzi zdumienie.

Otóż firma, która przetarg wygrała, VFS Global, jest podmiotem budzącym iście potężną liczbę kontrowersji. Po pierwsze, firma ta, według podmiotów odwołujących się od wyniku konkursu, nie otrzymała koncesji przyznawanej przez władze Białorusi w zakresie ochrony danych osobowych, a przecież posiadanie takiego certyfikatu też figurowało w zapisach przetargu jako warunek konieczny. Co więcej, firma ta ma ścisłe związki ze spółką VF Worldwide Holdings, która również bez właściwego certyfikatu, wygrała podobny przetarg na Litwie. Było to zresztą początkiem skandalu, którego wyjaśnianiem na Litwie zajmuje się specjalna Komisja Śledcza, a prasowe media litewskie obficie rozpisywały się w temacie życiorysów właścicieli firmy, dwóch braci, byłych funkcjonariuszy moskiewskiej KGB. Wydaje się oczywiste, że oba te podmioty gospodarcze są ze sobą ściśle związane, tak personalnie, jak i strukturalnie (spółka córka itd.)

— pisze Fundacja Lex Nostra.

Z tych ustaleń wynika, że w ręce grupy kapitałowej powiązanej z KGB trafić ma system dotyczący wnioskowania o polskie wizy. Zagrożenie wynikające z tego działania jest oczywiste. Wskazuje na to również Fundacja, zaznaczając, że nie ma żadnych danych dotyczących standardów ochrony danych, jakie ta firma prezentuje.

Trudno dowiedzieć się od wspomnianych firm czegokolwiek w zakresie ich gwarancji bezpieczeństwa przed wyciekiem wrażliwych danych – w relacjach z mediami zasłaniają się polityką prywatności w zakresie swojej współpracy z placówkami dyplomatycznymi. I być może należałoby docenić taką dyskrecję i powściągliwość, gdyby nie ilość wątpliwości wokół opisanych podmiotów. Osoby dobrze znające realia dyplomacji nieoficjalnie przyznają, że pozostawianie tak drażliwych kwestii jak segment wizowy i związane z tym dane drażliwe we władaniu de facto jednej grupy kapitałowej (nawet jeśli formalnie na papierze są to osobne byty) budzi zagrożenia i wątpliwości. Tym bardziej, że kompletnie nie znamy kryteriów doboru pracowników odpowiedzialnych za pobieranie danych, ich obsługę, kontakt z osobami o wizę się starającymi. Znamy za to beneficjentów obecnie istniejącej struktury zarządzania sektorem wizowym w krajach naszych wschodnich sąsiadów, i trudno, by fakt że grupą zawiadują byli oficerowie rosyjskiego KGB pozostawał bez znaczenia…

— uważa Fundacja.

Decyzja, by procedurę wizową przekazać w jakiejkolwiek części firmie prywatnej, szczególnie na terenie obcym, można uznać kontrowersyjną samą w sobie. Fundacja wskazuje, że operator punktów, o których mowa musi siłą rzeczy otrzymać dostęp do danych wrażliwych oraz systemów związanych z zarządzaniem tymi danymi.

Obsługa tego rodzaju sfery życia społecznego wiąże się ściśle z dostępem do danych osobowych i danych wrażliwych wielu osób. (…) Oczywistym jest, że może to rodzić okazję to wycieku danych osób składających wnioski do przedstawicieli obcych służb, co nieoficjalnie potwierdzają nawet osoby związane z Ministerstwem Spraw Zagranicznych

— wskazuje Fundacja w swojej publikacji.

Takie działanie rodzi zagrożenie wyciekiem danych ludzi, którzy ubiegają się o polską wizę, ale także grozi próbami oszustwa. Istnieje możliwość np. podmieniania odcisków palców, zamiany danych wnioskodawcy itd. Ta sytuacja grozi poważnymi wyzwaniami dotyczącymi bezpieczeństwa procedur granicznych. Sytuacja jest tym groźniejsza, że firma, która ma być częścią tej procedury, jest powiązana ze środowiskiem KGB.

Opisana przez Fundację LexNostra sytuacja budzi zdumienie i nakazuje pytać, czy polskie służby są świadome tego, co dzieje się w polskiej placówce na Białorusi i Litwie. Pytania o polską osłonę kontrwywiadowczą są oczywiste. Czy CBA monitorowało przetarg, w którym większość oferentów zostało odrzuconych, zaś wybrany nie spełnia podstawowych kryteriów? Czy CBA badało, w jaki sposób wyłoniono firmę, z którą MSZ chce podpisać umowę? Pytania należy również kierować do służb wywiadowczych i kontrwywiadu. Czy ABW i AW mają świadomość, że operatorem punktów wizowych do Polski może być lada chwilę firma powiązana z ludźmi KGB? Czy zbadano powiązania i środowisko działalności firmy, która ma zarządzać wnioskami wizowymi? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że w procedurze wizowej będzie brała udział firma z korzeniami w bezpiece ZSRS? Czy służby informowały o zagrożeniu polskie władze? Czy MSZ wie, co dzieje się w tej sprawie? Czy minister Schetyna akceptuje te działania?

Kolejny raz okazuje się, że III RP jest ślepa…