Donald Tusk przyznał nam rację. Nie we wszystkim oczywiście, ale w jednym ważnym punkcie jednak tak. Otóż „prezydent Europy” powiedział w TVP, na tle trzech unijnych flag (wyłącznie):

Ten sposób myślenia [zakładający przyjmowanie przybyszów z otwartymi rękami] nie przewidywał jednak skali zjawiska. Tego, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Raczej z nową wędrówką ludów, a nie problemem uchodźców, znanym kilka czy kilkanaście lat temu.

To zdanie ważne, bo odnosi się ono do sedna naszej polskiej dyskusji o problemie. Lewica przedstawia przecież sprawę tak: oto biedni ludzie uciekają z obszarów objętych wojną, i trzeba im pomóc, nie pytając za wiele. Prawica - zgodnie z prawdą - wskazuję, że przybywają głównie młodzi mężczyźni, szukający dobrego socjalu a nie bezpiecznego schronienia przed bombami.

By uzasadnić swoją tezę o „uchodźcach” telewizje rządowe, nie tylko w Polsce, sięgają po manipulacje. Gdzie tylko mogą eksponują nieliczne kobiety i dzieci, a gdzie nie mogą, mówią o kobietach i dzieciach, choć widać głównie młodych mężczyzn.

Teraz Tusk tę manipulację ośmieszył. Powiedział jasno: to wędrówka ludów, motywowana ekonomicznie. To coś nowego, a nie powtórka z tego co znamy z historii.

Oczywiście, unijni notable jeśli mówią prawdę, to zazwyczaj wówczas, gdy nie ma to już większego znaczenia. I tak jest teraz: fatalnie rozegrany kryzys imigracyjny zdemolował Unię Europejską, skonfliktował państwa, napędził kolejne fale imigracyjne. Kanclerz Merkel, bez żadnych konsultacji, ignorując „europejskich partnerów”, unieważniła europejskie prawo graniczne. Wszystko to w dużej mierze na podstawie fałszywej przesłanki, że zmierzają ku nas „uchodźcy”, a nie, jak mówiliśmy do początku i jak zauważa dziś Tusk, nowe „ludy”.

Jaki wniosek wysnuwa Tusk z tej sytuacji? Można powiedzieć: tradycyjnie unijny. A więc jeszcze więcej tego samego. Najpierw straszak, koniec świata bliski:

Jeśli nie uda nam się odbudować kontroli na zewnętrznych granicach, to Schengen będzie realnie zagrożone.

Ale zawsze jest nadzieja. Jeżeli państwa narodowe oddadzą kolejną porcję suwerenności, to może uda się coś ocalić.

Przyznał jednocześnie, że zaproponował przywódcom unijnym rozpoczęcie dyskusji, czy UE nie jest potrzeba Europejska Straż Graniczna - cytuje Tuska TVP Info.

W tym unijnym szaleństwie jest metoda. Już widoczna gołym okiem.