Ewa Kopacz stara się jak może przebić tekst, który stał się hitem w kampanii Bronisława Komorowskiego. Chodzi o radę, by młoda dziewczyna, która nie może znaleźć dobrze płatnej pracy wzięła kredyt na mieszkanie. Pani premier robi więc, co może, by w mądrości wygłaszanych sądów przebić byłego prezydenta. W końcu „kolej na Ewę”. I trzeba przyznać, że już jej się prawie ten poziom kampanii udało osiągnąć, a przecież przed nami jeszcze kilka miesięcy zmagań. Strach pomyśleć, co będzie dalej.

Otóż premier wreszcie nas oświeciła skąd biorą się wieloletnie kolejki w służbie zdrowia. Jej zdaniem kolejki do specjalistów i szpitali są tak długie, bo… mamy tak dobre szpitale.

Kolejki wydłużają się w tych przychodniach i w tych szpitalach, które mają swoją renomę, które mają dobrą kadrę, do której większość naszych pacjentów chce trafić

— zawyrokowała szefowa rządu w Polsat News.

Wygłaszając tę opinię, pani premier niespodziewanie wkroczyła na grząski teren absurdu, po którym niegdyś stąpała Joanna Mucha. To przecież ona jest autorką słynnego powiedzenia, że starsi ludzie chodzą do lekarza dla rozrywki.

Starsi ludzie są przyzwyczajeni do traktowania wizyt u lekarza co dwa tygodnie jako rozrywki

– stwierdziła kiedyś w wywiadzie dla gazetki PO rzeczniczka sztabu wyborczego rządzącej partii.

Ciekawe, czy wciąż tak myśli…

Ewa Kopacz po tej wypowiedzi się nie poddała i nadal startuje w konkurencji o wygłoszenie najgłupszego cytatu w kampanii. Stwierdziła więc:

Pomyślałam, że PO wygra, bo my nie krzyczymy na ludzi, my ludzi szanujemy, także tych, którzy mają odmienne poglądy.

Niestety, życie momentalnie zweryfikowało brednie o szacunku do Polaków ze strony PO wygłoszone przez szefową rządu.

W szpitalu w Dąbrowie Górniczej z sześcioosobowej sali usunięto innych chorych, żeby zrobić miejsce dla matki pani minister. Chodzi o mamę posłanki Platformy Obywatelskiej i pełnomocniczki rządu do spraw ustawy o zdrowiu publicznym Beaty Małeckiej-Libery. Dyrektor szpitala tłumaczył, że

pacjentka ma prawo do intymności oraz prywatności i dlatego leży sama na sali.

I tak właśnie wygląda szacunek polityków PO do zwykłych ludzi w praktyce - „szanujemy siebie i członków naszych rodzin”.