Teoretycznie wszyscy polscy obywatele powinni móc zagłosować w najbliższych wyborach. Za granicami Polski istnieje możliwość głosowania korespondencyjnego, ale te głosy, które do nas napływają z różnych stron świata świadczą o tym, że wielu Polakom głosowanie będzie utrudnione

— alarmuje poseł PiS Adam Kwiatkowski, członek sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą w rozmowie na antenie Radia Maryja.

Jak się okazuje, w wielu miejscach świata pojawia się poważny problem z przygotowaniem lokali wyborczych dla Polonii.

Najbardziej zatrważające informacje docierają w ostatnich dniach z Chicago. To o tyle dziwne, że Chicago to drugie polskie miasto na świecie. To miasto, w którym po Warszawie mieszka najwięcej naszych rodaków. Tam postanowiono w całym okręgu konsularnym w tym roku powołać tylko sześć punktów wyborczych. Tak mało w wyborach prezydenckich nie było jeszcze nigdy w historii

— mówi Adam Kwiatkowski, pytając o przyczyny takiego stanu rzeczy.

Czy wynika to z tego, że Chicago głosowało zawsze na prawicowych kandydatów? Dlaczego w pismach kierowanych do komitetu wyborczego PiS i Andrzeja Dudy, Komisja Wyborcza informuje, że nie ma takich możliwości organizacyjnych, żeby utworzyć więcej punktów do głosowania w Chicago, w sytuacji kiedy jest to niestety absolutna nieprawda

— dodał.

Jak się okazuje, placówki dyplomatyczne chcą stworzyć punkty do głosowania, w niekorzystnie położonych miejscach.

Według informacji, które docierają do posła Kwiatkowskiego, problem z głosowaniem mogą mieć także Polacy w Australii. W Melbourne punkt ma być w tym roku zlokalizowany w miejscu, w którym Polacy nie mieszkają. To samo dotyczy Zagłębia Ruhry. Zgłaszane są też liczne problemy z takim ulokowaniem komisji, gdzie nie będzie możliwości zaparkowania samochodów.

Wielu Polaków nie będzie mogło głosować, wielu z nich odejdzie sprzed tych komisji, nie mogąc czekać w kilometrowych kolejkach

— ostrzegał Kwiatkowski.

Rodzi się pytanie, dlaczego w tym roku, choćby w Chicago zrezygnowano z punktów wyborczych, które do tej pory zlokalizowane były w polskich parafiach, czy szkołach zlokalizowanych przy tych parafiach, w miejscach, w których Polacy głosowali od lat?

— pytał poseł PiS.

Jak podkreślił, Polacy za granicą powinni pisać protesty, petycje, zapytania do konsulatów o podjęcie takich decyzji.

To kolejny powód, który powinien nas wszystkich skłonić do tego, żeby zagłosować. Trzeba zrobić na przekór władzy. Pokazać, że pomimo tych wszystkich przeszkód w tych wyborach Polonia będzie brała udział i zagłosuje za zmianą, bo jak widać dzisiaj, ci którzy rządzą Polską, szermując hasłami o zgodzie, dialogu i bezpieczeństwie, znaczną część naszych obywateli chcą skreślić

— podkreślał.

Te decyzje zapadły bez jakiejkolwiek rozmowy, dyskusji czy opinii środowisk polonijnych. Zostały wprowadzone administracyjnie

— mówił Adam Kwiatkowski wyliczając miejsca, w których Polacy nie będą mogli zagłosować – m. in. Dortmund, Detroit.

Zmiany tych miejsc na niekorzystne nie jest przypadkowy

— dodał.

Przyznał jednak, ze informacje, którymi dysponuje, nie zostały jeszcze potwierdzone ostatecznym rozporządzeniem ministra spraw zagranicznych, które musi się pojawić do końca marca.

Ten czas i procedury uniemożliwiają powoływani nowych komisji. To są antyobywatelskie działania rządu, który w nazwie jednej z partii która go tworzy ma obywatelskość, ale myślę, że to już tylko nazwa

— mówił Adam Kwiatkowski, zachęcając Polonię do pójścia na wybory, pomimo trudności.

mall / RadioMaryja.pl