wPolityce.pl: Wieczór wyborczy jesienią 2011 roku. Jarosław Kaczyński wychodzi na mównicę i przekonuje, że „jeszcze będziemy mieli Budapeszt w Warszawie”. Dziś w kontekście polityki Orbana wobec Rosji nie powtórzylibyście chyba tych słów?

Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu PiS: Zarówno wtedy, jak i teraz chodziło o skalę zwycięstwa, a nie o konkretne kopie pomysłów Orbana. Wciąż liczymy na to, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządziło samodzielnie po zbliżających się wyborach. A jeżeli chodzi o relacje między Węgrami a Rosją, to oczywiście oceniamy krytycznie politykę, jaką w ostatnim czasie prowadzi Viktor Orban. Uważamy, że premier Węgier rozbija swoimi działaniami solidarność europejską - choć żeby być uczciwym, trzeba wspomnieć o tym, że wcześniej podobne działania wykonywali i Niemcy, i Francja. Berlin poprzez budowę Gazociągu Północnego, a Francja poprzez sprzedaż broni.

Orban pojawi się dziś w Polsce. Czy decyzja Ewy Kopacz o spotkaniu się z nim w Warszawie to polityczny błąd?

Zdecydowanie tak. Wie pan, strona węgierska zabiegała również o dzisiejsze spotkanie Viktora Orbana z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes PiS odmówił takiego spotkania i podobnie powinna zachować się Ewa Kopacz.

Nie zostałoby to odebrane jako nieprzyjazny gest? Premier rządu to jednak inny szczebel niż szef opozycji.

Absolutnie nie. Na takich gestach również polega polska dyplomacja. Viktor Orban został zaproszony przez Krajową Izbę Gospodarczą, a nie polski rząd. Naprawdę można było wysłać do Budapesztu czytelny sygnał, że nie podoba nam się ich polityka. Poza tym warto też zwrócić uwagę na krytykę Orbana ze strony Platformy - wybaczy pan, ale to olbrzymia hipokryzja ze strony polityków, którzy jeszcze do niedawna utrzymywali o wiele bliższe relacje z Putinem i uwiarygadniali go.

Polityka Węgier niepokoi nas w kontekście zagrożenia polskiego bezpieczeństwa. Prezydent Komorowski apelował jednak w środę, by nie straszyć na wyrost zagrożeniami ze strony Moskwy.

Problem sprowadza się do tego, że prezydent Bronisław Komorowski przez 5 lat swojej prezydentury był wycofany, nie podejmował niemal żadnych działań, które miałyby wzmocnić polską obronność. Wojsko Polskie liczy dziś niecałe 100 tys. żołnierzy - to zdecydowanie za mało, za mało mamy też inwestycji, powinniśmy dzisiejszą sytuację w Europie wykorzystać jako impuls dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. A co robi rząd? Chwali dziś się, że wydatki na obronność wzrosną z 1,95% PKB do 2. To za mało. Nie wystarczy mówić, trzeba działać.

not. maf