wPolityce.pl: Niezbyt często zdarza się, by prezydent obcego kraju występował przed połączonymi Izbami polskiego parlamentu. Czy zaproszenie i wystąpienie Petro Poroszenki w Sejmie to cios między oczy Putina? Putin może mieć dziś gorszy humor?

Krzysztof Szczerski: Sądzę, że nie było tajemnicą, że w polskim parlamencie prezydent Poroszenko zostanie przyjęty w sposób ciepły. Jeśli więc coś miałoby psuć humor Putinowi, to raczej deklaracje Poroszenko. Szczególnie słowa mówiące, że chce on wyprowadzić Ukrainę ze statusu państwa pozablokowego, obrać drogę integracji europejskiej oraz NATO-wskiej. To ważna deklaracja, ale stanie się poważną, gdy Sojusz odpowie na nią pozytywnie.

Odpowie?

Tego nie wiemy, trudno przesądzać. Na razie mam wrażenie, że wystąpienie Poroszenko było w części adresowane do Ukraińców. On skorzystał z zaproszenia i możliwości pokazania się jako mąż stanu na tle polskiego Sejmu, który wita go jako ważnego polityka. Proszenko wygłosił jednak kilka ważnych dla Ukraińców deklaracji.

Jakie to deklaracje? Na co zwrócił Pan uwagę?

Prezydent Ukrainy mówił o polityce euroatlantyckiej i integracji z NATO. Mówił, że chce widzieć Ukrainę w UE. Wspominał również o wspólnym działaniu na rzecz bezpieczeństwa energetycznego. Te plany mówią o dalekiej przyszłości Ukrainy.

Czy Polska zapraszając Poroszenko pokazała, że wraca d gry o Ukrainę?

Dostrzegam wyraźnie, że Poroszenko widzi Polskę, jak długoterminowego przedstawiciela. Jednak nie widzi jej, jako strategicznego gracza, jeśli chodzi o dzień dzisiejszy Ukrainy. On wczoraj rozmawiał z Merkel, Hollandem i Putinem na temat tego, co dzieje się na Ukrainie. Polski przy tej rozmowie nie było. Z ust Poroszenko nie padło natomiast zdanie, że on sobie nie wyobraża dalszych rozmów o Ukrainie bez obecności Polski. Co więcej, padła dokładnie odwrotna deklaracja. Poroszenko mówił o powrocie do formatu Mińskiego, gdzie los Ukrainy jest omawiany w innym układzie państw.

Tam Polski nie ma. Ukrainie to nie przeszkadza?

Poroszenko miał dla nas dobre słowo, jeśli chodzi o historię najnowszą. Dobre słowo, jeśli chodzi o sprawę wołyńską. Odwołał się do formuły, którą ja postulowałem, czyli do Jana Pawła II i jego nauk. Polska pojawiła się w wymiarze relacji długookresowych. To dobre, ale niestety w rozwiązywaniu obecnych problemów Ukrainy miejsca dla Polski nie ma. Poroszenko nie powiedział, że jemu to przeszkadza, że on sobie nie wyobraża takiej sytuacji. On bierze to za rzecz zastaną. Polski nie ma w Mińsku, więc o przyszłości Kijowa rozmawia się bez Polski.

Czy ta wizyta może mieć poważne znaczenie międzynarodowe? Czy będzie oddźwięk przemówienie Poroszenko w Warszawie?

To jest obecnie kluczowe pytanie. Pytanie, jakim echem odbiją się te słowa na Zachodzie. Po deklaracjach Poroszenki powinna nastąpić reakcja Zachodu. Niedługo powinna paść ważna deklaracja Sojuszu, że jeśli Ukraina wybierze drogę integracji to Pakt nie widzi przeszkód. Na miękko, ale zdecydowanie. To byłaby bardzo ważna odpowiedź na warszawską deklarację Poroszenki. Podobna deklaracja, odpowiedź powinna paść ze strony Unii Europejskiej. UE powinna wskazać, że stowarzyszenie Ukrainy z UE to nie etap końcowy. Byłoby znakomicie, gdyby powiedział coś takiego Tusk witając Poroszenkę na szczycie Rady Europejskiej.

Wiemy jednak, że do tego nie dojdzie. Tusk nie zaprosił prezydenta Ukrainy.

To pokazuje jak traci się olbrzymią szansę w polityce międzynarodowej. Zupełnie tego nie rozumiem. Tusk powinien się wytłumaczyć, dlaczego nie zaprosił Poroszenki, wiedząc, że prezydent Ukrainy jest dziś w Warszawie. Dlaczego on nie skorzystał z szansy, by to zgrać?

Przypadek?

Nie, to nie jest przypadek. To albo niekompetencja, albo brak inicjatywy, albo wyobraźni. A być może efekt nacisku zewnętrznego… Prosiło się wręcz, by kontynuować to, co rozpędziło się w Warszawie, na forum UE. Wszyscy by się odwoływali do deklaracji warszawskiej Poroszenki. Warszawa pokazałaby się, jako miejsce, w którym zapadają ważne deklaracje. Tego nie ma, co pokazuje mizerię dnia dzisiejszego.

A czy to nie jest tak, że Polsce opłaca się utrzymywanie status quo na Wschodzie Ukrainy? Może opłaca nam się, że na Ukrainie tli się konflikt, który angażuje Rosję, sprawiając, że Moskwa nie zajmuje się Polską, a dodatkowo daje wymówkę NATO czy UE, by nie przyjmować odpowiedzialności za problemy Kijowa?

Tlący się konflikt zawsze absorbuje energię. Polska jest krajem, u którego granic toczy się konflikt. Ta sytuacja rzutuje na cały region. Tlący się konflikt przedłuża również niepewność samej Rosji i polityki rosyjskiej wobec Zachodu. Widać tu natomiast próbę sił. Widać wyczekiwanie na to, kto pierwszy uzna, że dalej nie da się utrzymywać stanu napięcia. Widać, że to kręgi zachodnie są raczej skłonne do rezygnacji z działań stanowczych wobec Rosji. Musimy również pamiętać, że konflikt na Ukrainie jest nielegalny. To jest złamanie podstawowych zasad prawa międzynarodowego. Nikt w naszej części Europy nie może się natomiast cieszyć z tego, że państwo imperialne łamie prawo międzynarodowe a Zachód jest wobec tego bezsilny. Działania Rosji mogą przecież dotyczyć również innych państw.

Rozmawiał Stanisław Żaryn