Przypadek Leszka Millera: Polska Rzeczpospolita Antypisowska stała się groźna nawet dla tych, którzy ją z zapałem budowali

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Przypadek Leszka Millera powinni wziąć sobie do serca wszyscy przedstawiciele establishmentu, którzy bezrefleksyjnie popierają antydemokratyczny, coraz bardziej cyniczny kurs władzy.

SLD zdobyło w wyborach ponad 8 proc. głosów. Gdyby wyniki oficjalne odzwierciedliły wolę wyborców, Sojusz współrządziłby w kilku województwach. Jego radni byliby potrzebni do zbudowania większości z udziałem PO i PSL. W takim tonie Miller wypowiadał się jeszcze w czasie wyborów, oceniając, że to udział we władzy będzie podstawą do oceny wyniku wyborczego. Odebranie kilku punktów partii Kaczyńskiego i dodanie białoruskich 7 procent ludowcom pokrzyżowało te plany. PO i PSL mogą obyć się bez SLD. Jedynym wyjątkiem będzie zapewne Śląsk, ale i tam postkomunistów będzie można, w przypadku gdyby zaczęli wierzgać, zastąpić wrogimi Polsce RAS-iowcami.

Wyborcze cuda nad urnami ograbiły więc nie tylko PiS, ale i SLD. I nie pomogły protesty: ten rabunek w biały dzień establishment III RP przyjął z radością, uznając w duszy, że to dobry kierunek, bo daje szansę na zachowanie status quo niezależnie od gniewu Polaków. A że skrzywdzono również Millera, dotąd lojalnego sojusznika Polskiej Rzeczpospolitej Antypisowskiej? No cóż, gdzie drwa rąbią, tam i wióry lecą. Zresztą, spróbuje się SLD jakoś wynagrodzić tę krzywdę; oczywiście, będą to już dobra nadane z łaski, a tym samym łatwe do odebrania w razie jakiejś wyraźnej niesubordynacji.

Leszek Miller oczywiście sam jest sobie winny. Przez lata dokładał grubych drew do ogniska, w którym miało spłonąć Prawo i Sprawiedliwość. Włączał się w nagonki, eskalował język, którym - zawsze w tonie pogardy i ostrzegania przez „zagrożeniem” - budowano kordon sanitarny wobec jedynej realnej opozycji. W ten sposób pomagał współtworzyć system, w którym uczestników gry politycznej nie chronią ani prawo, ani instytucje, ani standardy. System, który miał uderzać tylko w Prawo i Sprawiedliwość.

Wypatroszenie Polskiej Rzeczpospolitej Antypisowskiej z realnych treści demokratycznych niesie jednak ze sobą potencjalnie fatalne skutki dla wszystkich, także dla tych, którym wydaje się, że zawsze będą po słusznej stronie, że ich nie ruszą złodzieje głosów czy inni opryszkowie. I nie zależy to od nich samych: nawet wbrew własnej woli, choćby przez przypadek, mogą stanąć na drodze najsilniejszemu sektorowi władzy. A wówczas będą, jak dziś Miller, bezbronni. Nie będą ich chroniły ani prawo, ani instytucje, ani standardy.

Leszek Miller zaprotestował przeciwko oczywistej krzywdzie razem z Kaczyńskim. Bronił w ten sposób resztek własnej podmiotowości. System urządził mu jednak pokazowe pranie medialne, zmuszając do widowiskowej Canossy. Taki wymiar miało bowiem zaproponowanie, by na prezydenta w imieniu SLD kandydował polityk bezdyskusyjnie lojalny wobec rządzącej Platformy, czyli Ryszard Kalisz.

A więc, klakierzy oszustwa, przymykający oczy na wyborcze złodziejstwo politycy, politolodzy, dziennikarze, uważajcie: i wy możecie wpaść w tryby systemu, który ze strachu i z nienawiści wyrzucił za okno hamulce.

Ten potworek (a może już potwór?) może pożreć każdego.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych