Istnieje niemal liniowa korelacja pomiędzy wzrostem udziału głosów nieważnych a wzrostem poparcia dla PSL w porównaniu do wyników głosowania z 2010 roku. Bardzo mocno upraszczając, niemal każdy nowy głos nieważny okazywał się głosem oddanym na PSL

tak podsumował swoje wyliczenia bloger KriSzu.

http://kriszu.mobile.salon24.pl/617609,wybory-sfalszowane-dowod-statystyczny

Wyliczenia te są oparte na danych z 10 województw (mniej uważnemu czytelnikowi wydaje się, że tylko z ośmiu - bo dane z dwóch ostatnich województw autor podał dopiero pod koniec notki) –gdyż do momentu sporządzenia wyliczeń przez blogera PKW poinformowała o głosach nieważnych jedynie na tych terenach.

Wynik obliczeń, upraszczając: im więcej w danym województwie było głosów nieważnych w stosunku do poprzednich wyborów, tym bardziej wzrosło tam poparcie dla partii Piechocińskiego…

Zaś PiS jest w wyliczeniach blogera jedyną partią, która ma ujemny wskaźnik korelacji. Innymi słowy, wzrost liczby nieważnych głosów szkodził PiS-owi częściej niż innym ugrupowaniom.

Uwaga – to nie jest jeszcze dowód na fałszerstwo. Bo korelacja to nie jest dowód na związek przyczynowo-skutkowy. Jeśli np. gdzieś bruneci częściej chorują na raka, to kolor włosów nie musi być tego przyczyną – być może np. w danym społeczeństwie bruneci należą do warstw niższych i w związku z tym prowadzą mniej zdrowy tryb życia.

Ale zarazem korelacja zawsze jest czynnikiem, każącym szukać jej przyczyn. Jest więc w pewnym zakresie poszlaką, uprawdopodabniającą istnienie związku przyczynowo-skutkowego. Poszlaką,  w tym przypadku wzmacniana innymi okolicznościami skandalu (exit pool).

Nie jestem statystykiem. Nie potrafię zweryfikować powyższych obliczeń. Ale mają one ogromne znaczenie. Uważam, że natychmiast do ich weryfikacji powinni zostać zaprzęgnięci specjaliści; powinny się tym zając partie polityczne (z PiS-em i SLD na czele) oraz media.

Jeśli weryfikacja okaże się pozytywna, to żądanie przeprowadzenia nowych wyborów stanie się zupełnie oczywiste.