Od dnia przeprowadzenia wyborów samorządowych niemal codziennie dowiadujemy się o jakimś skandalu z nimi związanym. „Wyborcza” opisuje przypadek z Kielc, gdzie Miejska Komisja Wyborcza zarejestrowała na radnych kandydatów, którzy wcale nie byli na liście wyborców w mieście - znaleźli się na niej już po terminie.

Cała sprawa dotyczy kandydatów na radnych w Kielcach: Przemysława Ślusarczyka z PSL, Anait Allakhverdian z PO, Gabrielę Żebrowską z SLD oraz Janusza Sowińskiego z komitetu Nowoczesna Lewica Nowoczesnego Samorządu.

Dopiero podczas gdy delegatura Krajowego Biura Wyborczego poprosiła urzędników z ratusza o weryfikację list, ci zorientowali się, że wspomniane osoby nie znajdują się na liście wyborców w Kielcach, czyli nie mogą kandydować tam w wyborach do rady miasta.

Miejska Komisja Wyborcza - tydzień po terminie na zgłaszanie kandydatów - podjęła uchwałę, na mocy której kandydaci zostali zobowiązani do usunięcia nieprawidłowości. Wówczas kandydaci zameldowali się w Kielcach i miesiąc później wystartowali w wyborach.

Takie postępowanie zostało negatywnie ocenione przez miejskich urzędników:

Do tej pory my, urzędnicy, staliśmy na baczność przed Krajowym Biurem Wyborczym czy komisarzem wyborczym. Wychodziliśmy z założenia, że to doświadczeni prawnicy, którzy znają przepisy. Teraz już na baczność nie stoję

— mówi wiceprezydent Kielc Andrzej Sykut.

Dodaje, że według prawników, z którymi rozmawiał, kandydaci nie powinni się byli znaleźć na listach wyborczych. Taka jest też opinia sędziego Dautera, autora komentarza do Kodeksu wyborczego. W jego opinii wady polegającej na braku prawa do wybieralności nie da się usunąć.

Żaden z kandydatów, którzy startowali wbrew prawu radnym nie został. Sprawa jednak jest o wiele bardziej skomplikowana. Gdyby dwie kandydatki nie startowały w wyborach - Allakhverdian i Żebrowska - ich listy nie mogłyby zostać zarejestrowane, ponieważ odpowiednio PO i PSL nie spełniałyby wymagań parytetów.

Cała sprawa oburzyła pozostałych kandydatów na radnych, którzy zapowiadają zgłaszanie protestów wyborczych.

Zdecydowanie negatywnie całą sprawę ocenia były prezes Trybunału Konstytucyjnego - Jerzy Stępień:

Nie jest to normalna praktyka. Żeby kandydat był wpisany na listę wyborczą, musiał on spełnić wszystkie wymagania do wyznaczonego wcześniej czasu. Poprawianie po tym terminie czegokolwiek uważam za niedopuszczalne

— mówi „GW”.

Podobna sprawa tyczy się także Grzegorza Świercza, nowego kieleckiego radnego z PSL-u, który jak się okazuje… Wcale w Kielcach nie mieszka, choć w mieście jest zameldowany. Podobne postępowania toczą się w sprawie radnych minionej kadencji:Włodzimierza Wielgusa z PSL, Olega Magdziarza i Jana Gierady z SLD oraz Jacka Nowaka z Porozumienia Samorządowego.

mc,wyborcza.pl

————————————————————————————————-

Czytaj także w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”: Raport specjalny tygodnika na temat skandalu w Państwowej Komisji Wyborczej.

Nowy numer „wSieci” dostępny również w formie e - wydania.

Więcej informacji na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html