Zgodnie z oczekiwaniami nie trzeba było długo czekać na kompromitację Ewy Kopacz. Choć PRowcy dbali, by w czasie prezentacji nowych ministrów nie zadawano premier kłopotliwych pytań, dopuszczając do głosu jedynie dziennikarzy z redakcji przychylnych władzy, niewiele to dało. Pytanie o to, czy Polska powinna sprzedawać broń Ukrainie okazało się zbyt poważne…

Ewa Kopacz mówiąc o ewentualnej sprzedaży broni uciekła się do mało zrozumiałej analogii.

Wie Pan, jestem kobietą. Ja sobie wyobrażam, co bym zrobiła, gdyby na ulicy pokazał się człowiek wymachujący ostrym narzędziem, albo trzymający w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl, tam za moimi plecami jest mój dom i moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam się i opiekuje się moimi dziećmi

— snuła swoją opowieść Ewa Kopacz.

Następnie dodała, prezentując postawę czysto seksistowską:

Co w takiej sytuacji zrobiłby mężczyzna? Pewnie pomyślałby: nie mam nawet porządnego kija w ręku, ale jak to? Ja nie stanę i nie będę się tu z nim tłukł, tylko dlatego, że on się tu odważył przyjść i grozić mojej rodzinie?

Jaki związek ma ta opowieść z Ukrainą i sprzedażą broni? Trudno powiedzieć. Dziwi jednak, że premier rządu Polski przekonuje, że obrona „rodziny” przed napastnikiem jest bezsensowna.

Kopacz ciągnęła swój wywód. Z dalszej części zdaje się najbardziej cieszyć się może jednak Moskwa.

Polska powinna się zachowywać jak polska rozsądna kobieta. Nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom, nasze dzieci! To jest najważniejsze!

— tłumaczyła.

Dodała wprost, że „nie powinniśmy na wyścigi być czynnym uczestnikiem tego konfliktu zbrojnego”.

Co nie znaczy wcale, że powinniśmy dzisiaj mówić głosem odrębnym od Unii. Jest wręcz przeciwnie. (…) Powinniśmy, jeśli tylko zdecyduje ta duża rodzina europejska, że chcemy pomagać, wtedy powinniśmy brać udział w tej pomocy, ale razem z innymi krajami uczestniczyć

— skończyła swoją wypowiedź Ewa Kopacz.

Czyli sprawa jest jasna — jeśli Unia Europejska, czyli Niemcy, podejmą decyzję o wsparciu Ukrainy, Polska pomoże. A jeśli nie, Kijów musi sobie radzić sam. Bo premier Kopacz woli zamknąć się w domu, udając, że napastnik, którego zobaczyła na ulicy sam gdzieś sobie pójdzie.

Choć kompromitacji premier Kopacz wiele osób się spodziewało, zdaje się, że szybkość, z jaką przewidywania te się ziszczają, jednak zaskakuje.

wrp

ZOBACZ WIDEO: