wPolityce.pl: Czy Europa Środkowa może być wielka? — to główne pytanie stawiane w czasie Kongresu Polska Wielki Projekt. W Pana ocenie to jest możliwe? Europa Środkowa może być wielka? Jakie zadania widzi Pan dla Polski w drodze do tej wielkości?

Jarosław Kaczyński: Polska szansa jest właśnie w tej części Europy. Jednak nie chodzi o narzucanie wyraźnie zdefiniowanego przywództwa Polski, sąsiednie narody są pod tym względem wręcz przeczulone. My musimy prowadzić aktywną politykę we wszystkich dziedzinach, również politykę kulturalną. Polska musi mieć umiejętność reprezentowania interesów innych krajów, dzielenia się różnymi dobrami z Unii Europejskiej, np. stanowiskami. To pozwoli uczynić z Warszawy centrum tej części Europy. To jest zadanie budowy czegoś, co można określić wielkością polityczną. Chodzi o wzmacnianie pozycji Polski powyżej jej obecnych możliwości ekonomicznych czy militarnych.

Jak to przełożyć na konkrety?

Trzeba budować wspólnotę, dbać o dobry wizerunek Polski. Trzeba czynić wszystko, by polska kultura, ta unikatowa, a nie naśladowcza, rozwijała się. I trzeba wzmacniać siły militarne. Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja. O niej mówi się, że to poważne państwo. Mój śp. brat mówił wielokrotnie, że chciałby, żeby o Polsce tak mówiono. Ten rodzaj wielkości jest do zdobycia. To wymaga najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy polskich elit. I to we wszystkich dziedzinach.

Dlaczego należy je przebudować?

Te, które są obecnie, nie są w stanie spełnić wymogów, które są konieczne do prowadzenia polityki, o której mówię. Pierwszym krokiem jest jednak zmiana władzy w kraju. Potem potrzebna jest przemyślana polityka, która nie musi być, a nawet nie może być, polityką represji administracji. W Polsce musi powstać praworządne państwo, normalny rynek, a nie taki, który jest regulowany na korzyść pewnych grup. Ludzie muszą uzyskać rzeczywisty dostęp do informacji, również tych, które są skrzętnie ukrywane. Dziś w Polsce nie można napisać rzetelnej biografii Donalda Tuska. To jest rzecz niesłychana… Nasz kraj musi się zmieniać, zmieniać muszą się również elity.

Zmiana władzy jest do tego niezbędna? Nie można postawić na oddolną zmianę?

Te procesy ktoś musi uruchomić. To jest cel tej partii, której jestem szefem. To jest nasz cel od wielu wielu lat. Ten sposób myślenia o Polsce był prezentowany od dawna, jednak był przedmiotem ataku, ośmieszania, niszczenia wszelkimi możliwymi metodami. W związku z tym ciągle on nie jest głównym nurtem w Polsce. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Odwagi wymaga samo mówienie o tym, że Polska musi dążyć do wielkości? Jest to zakrzykiwane, pojawiają się zarzuty dotyczące megalomanii…

W Polsce panuje mikromania, a nie megalomania. To jest jeden z elementów socjotechniki. Warto wskazać, że mimo powstania po 1989 roku niepodległego państwa polskiego, nie istniał problem polityczny między Niemcami a Rosją. Dla ich relacji silne państwo, które w Polsce powstanie, zawsze będzie natomiast problemem. Wymyślano więc od razu różne modele takiego zorganizowania naszego kraju, także w sferze czysto politycznej, administracyjnej –- mówię np. o koncepcji landyzacji Polski, czy powstania stref szczególnej współpracy z Rosją i Niemcami, które prowadziły do tego, że państwo, jako podmiot międzynarodowy, by nie istniało. Co ciekawe, podobne koncepcje prezentowano ostatnio wobec Ukrainy.

Co to oznacza dla sytuacji geopolitycznej Polski?

Bardzo potężne siły dążą do tego, żeby Polska nie była tym, czym mogłaby być. Trzeba się temu przeciwstawić. Między innymi po to właśnie jest ta konferencja.

Władysław Bartoszewski powiedział kiedyś, że Polska jest jak biedna i brzydka panna na wydaniu. Takie stawianie siły i znaczenie Polski jest dziś widoczne wśród elit władzy?

To widać nie tylko w elitach władzy, ale również w elitach intelektualnych. Od czasu, gdy powiedziano, że Polska nierządem stoi, nikt niczego głupszego i bardziej szkodliwego nie powiedział. Niestety ten sposób myślenia prezentuje bardzo duża część ludzi, którzy dziś pełnią różnorodne znaczące funkcje w szeregu dziedzinach życia. To jest w pewnej mierze spadek postPRLowski. Działanie w sferze politycznej, ekonomicznej czy naukowej na wyższych poziomach hierarchii w PRL-u wymagało bardzo często psychicznej akomodacji do sytuacji państwa zależnego. Ta akomodacja następowała m.in. poprzez samodegradację. Skutki tego trwają, ponieważ różne bardzo mocne obecnie środowiska ten kierunek prezentują. To sprawiło, że wytworzył się nowy rodzaj akomodacji, który schodzi na pokolenia, które PRL-u nie poznały, które są wciąż młode. To jest ogromny problem. Jednak nie można załamywać rąk, trzeba starać się o zmiany.

Rozmawiał Jerzy Kubrak