Sejm nie uchylił w piątek immunitetu Ryszardowi Zbrzyznemu (SLD). Z wnioskiem w tej sprawie wystąpiła do Sejmu Prokuratura Okręgowa w Legnicy, która posłowi Sojuszu chciała postawić zarzut składania fałszywych zeznań.

Za uchyleniem immunitetu posłowi SLD głosowało 30 posłów; 57 było przeciw, 339 wstrzymało się od głosu. Do uchylenia immunitetu konieczna jest bezwzględna większość 231 głosów.

Za uchyleniem Zbrzyznemu immunitetu w styczniu opowiedziała się komisja regulaminowa i spraw poselskich. Debata w tej sprawie na posiedzeniu plenarnym Sejmu odbyła się w czwartek.

Występujący w imieniu komisji poseł Tomasz Głogowski (PO) przypomniał, że prokuratura zarzuca Zbrzyznemu przestępstwo określone w art. 233, ust. 1 Kodeksu karnego, który mówi, że „kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Jak mówił Głogowski, zdaniem prokuratury w okresie od października 2009 r. do lutego 2012 r. w Legnicy i Lubinie, Zbrzyzny zeznawał nieprawdę, co do okoliczności wypadku do jakiego doszło z udziałem jego syna, który kierował samochodem w stanie nietrzeźwości. Poseł SLD utrzymywał, że w czasie, kiedy doszło do kolizji, jego syn nie opuszczał należącej do niego posesji. Odmienną wersję przedstawioną przez prokuraturę - mówił poseł PO - potwierdzają zeznania świadków i analiza billingów telefonicznych.

Zbrzyzny odpowiadał na czwartkowym posiedzeniu, że sprawa ma charakter „politycznej nagonki”.

Według jego relacji, sprawcą stłuczki nie był syn, a jego kolega, któremu syn dzień wcześniej pożyczył samochód.

Niestety, z nieznanych przyczyn odjechał z miejsca zdarzenia. Dopiero następnego dnia zgłosił się na posterunku policji w Lubinie i złożył także stosowne oświadczenie pisemne, w którym stwierdził, z detalami, że był uczestnikiem tego zdarzenia i opisał to zdarzenie.

- powiedział poseł SLD.

Według niego, w całej sprawie nie chodziło o jego syna, a o niego.

Jako człowiek, który po raz szósty z rzędu uzyskał mandat poselski do Sejmu RP i od ponad 20 lat stoi na czele jednego z najsilniejszych na Dolnym Śląsku związku zawodowego, najwyraźniej stałem się niewygodną osobą dla obecnej władzy. Ośmielam się przecież publicznie ją krytykować i napiętnować jej decyzje. Są to ciężkie grzechy, nie do wybaczenia i trzeba zrobić wszystko, bym został za to ukarany.

- argumentował Zbrzyzny.