Nasza organizacja, Prawy Sektor, nosi imię Bandery. On jest symbolem rewolucyjnej walki o niepodległość kraju. Gdyby go nie było, nie byłoby Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), a bez OUN nie byłoby dziś niezależnej Ukrainy

- przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Andrij Tarasenko, rzecznik wspomnianego ruchu, który walczy na Majdanie.

Prawy Sektor to organizacja, która na Majdanie walczy najmocniej i najostrzej. Dziennikarz przeprowadzający wywiad wspomniał w rozmowie o kwestii Wołynia i ludobójstwa dokonanego na Polakach. Tarasenko nie ma wątpliwości:

To brednia. Dokładnie śledziłem historię OUN i wiem, że to po prostu nieprawda. Owszem, Bandera zalecał stosowanie radykalnych metod, ale przecież z okupantem należy walczyć wszystkimi metodami. Tym bardziej  kiedy ten okupant nie chce opuścić twojej ziemi

- mówi.

Na sugestię, by czerwono-czarne flagi zniknęły z Majdanu - choćby po to, by wyrazić wdzięczność Polakom za wsparcie w walce Ukraińców, przedstawiciel Prawego Sektora odpowiada:

Rozumiem, w czym rzecz, ale my jesteśmy banderowcami i z powodów taktycznych nie możemy się wyrzec naszych przekonań

- tłumaczy.

W rozmowie pojawia się też kwestia… rewizji granic.

Po wojnie operacja „Wisła” spowodowała, że Ukraińcy z tych ziem etnicznych zostali wyrzuceni i sprawiedliwość nakazywałaby, aby te ziemie do Ukrainy wróciły. Mówię o Przemyślu i kilkunastu innych powiatach

- irytuje się Tarasenko.

Co do samych protestów na Majdanie: cel jest jeden, jak mówi Tarasenko: odejście Janukowycza.

Aby to osiągnąć, jesteśmy gotowi sięgnąć po wszystkie metody, także te radykalne. Tak jak robił Bandera. Janukowycz rozumie tylko siłę, gdybyśmy już teraz jej nie użyli, nigdy nie podjąłby negocjacji

- kończy.

lw, „Rzeczpospolita”