Jest takie powiedzenie, że za każdym mężczyzną, który odniósł sukces, stoi kobieta. Jeśli mówię o swoim udziale, to nie dlatego, że coś mężowi doradzałam. Daleka jestem od tego. Ale stworzyłam mu warunki, dzięki którym było mu w polityce łatwiej – mówi w wywiadzie dla „Polski The Times” Małgorzata Tusk.

Mimo iż autobiografia Małgorzaty Tusk stała się przedmiotem drwin, pani premier nie żałuje, że zdecydowała się ją opublikować.

Dziwią mnie tylko reakcje i komentarze. To miała być książka o miłości. Myślałam, że będą ją czytać kobiety do poduszki albo do kawy.

Małgorzata Tusk przyznaje, że czytelnicy po przeczytaniu książki narzekają na niedosyt tematów politycznych.

W mojej książce znajduje się kilka politycznych smaczków. Ale kuchnia polityczna jest tak często w naszym życiu maglowana, że nie chciałam przesadzać. Marzyło mi się, że to będzie coś w rodzaju poradnika. Że może przeczytają kobiety, które pomyślą – na jej miejscu zrobiłabym to samo albo inaczej.

Pani premier nie kryje, że Donald Tusk piął się po szczeblach kariery politycznej także dzięki pomocy żony.

Jest takie powiedzenie, że za każdym mężczyzną, który odniósł sukces, stoi kobieta. Jeśli mówię o swoim udziale, to nie dlatego, że coś mężowi doradzałam. Daleka jestem od tego. Ale stworzyłam mu warunki, dzięki którym było mu w polityce łatwiej. Dałam mu siłę, akceptację i pomoc. A teraz zamieniliśmy role. Bo dzięki temu, że jestem żoną premiera, mogłam wydać książkę

- przyznaje szczerze Małgorzata Tusk.

Główny temat książki premierowej to jednak uczucia. A dokładniej – trudna miłość do Donalda.

To książka o 35-letniej miłości, która nie jest łatwa ani łatwa nie była. Kiedy ma się męża o tak silnej osobowości, w dodatku premiera Polski, to trudno odnaleźć się w takim związku. Trzeba walczyć o swoje miejsce w rodzinie.

O tym, że w małżeństwie Tusków nie brakowało trudnych chwil, może świadczyć choćby fakt, że premierowej zdarzało się zwracać do męża: „ty dupku”. Nie widzi w tym jednak niczego osobliwego:

W niejednym małżeństwie używa się jeszcze gorszych określeń. Kiedy ludzie ze sobą żyją, to bywają wściekli na siebie. (…) Nie chcę lukrować naszego życia. I udawać, że mówimy do siebie bez przewy „kochanie”.

Premierowa w swojej książce prezentuje także specyficzny sposób na budowanie związku. Według Małgorzaty Tusk, jest nim… zdrada. O powodach nawiązania romansu, premierowa opowiada:

Donald nigdy nie dopuszczał myśli, że ja mogę odejść. Dla niego było oczywiste, że jesteśmy razem. Myślał, że jest tak ważny i wspaniały, że to niemożliwe, abym chciała go zostawić. Moje zachowanie dało mu do myślenia. Zobaczył, że może mnie stracić. I nastąpiła w nim zmiana. Ja też cierpiałam. Ale to wydarzenie rozładowało sytuację w naszym związku i dzięki temu nie doszło później do jakiejś tragedii. Paradoksalnie to uratowało nasz związek.

Na pytanie, czy premier nie miał pretensji o używanie określeń o tym, iż premierowa pisze, iż ma wyłupiaste oczy albo że zachował się jak tuman czy dupek, Małgorzata Tusk odpowiada z rozbrajającą szczerością:

Przecież wiadomo, że zawsze miał wyłupiaste oczy, i wszyscy mu o tym mówili.

Jeśli nawet wypowiedź premierowej o wyłupiastych oczach Donalda Tuska, wywoła gniew szefa rządu, z całą pewnością negatywny efekt zrównoważy przytoczenie kilku czułych pseudonimów, jakimi zwracają się do siebie pan premier i jego małżonka. Jak podała Małgorzata Tusk, najpopularniejsze z nich to ptaszek, aniołek i myszka.

O tym, jak się do siebie zwracamy, opowiadaliśmy przed laty w wywiadzie. To także nic nowego. Może tylko nagromadzenie tych historii i określeń w jednej książce ma posmak dla niektórych jakiegoś dramatu albo śmieszności.

Na pytanie o to, czy pani premier nie chciałaby cofnąć wypowiedzi o tym, że zaczyna dzień od przeglądania m. in. Pudelka, odpowiada:

Uważam, że nie należy lekceważyć jakichkolwiek portali. One mają miliony wejść dziennie. (…) Nie wiem, dlaczego ktoś taki jak żona premiera ma przeglądać wyłącznie poważne portale. Przecież te mniej poważne są także dla ludzi.

Małgorzata Tusk zdradza także, iż premier płacze nie tylko na „Królu lwie”, ale również oglądając film „To właśnie miłość”.

Czy to, że ktoś płacze, jest uwłaczające? Płacz jest niegodny premiera? Czy człowiek nie ma prawa do wzruszeń także na filmach? Nie rozumiem, o co tyle hałasu.

Pani premier przyznaje, że choć udało jej się opublikować autobiografię, to jednak nie jest prawdziwą pisarką.

Marzyłam o tym, żeby nią być. Ale pisząca żona polityka nie powinna nas dziwić. Niemal wszystkie żony premierów i prezydentów Francji wydawały swoje książki. To samo było w przypadku żon premierów Anglii. A my jeszcze nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Pani Danuta Wałęsowa przetarła ten szlak. Potem byłam ja i przeczytałam, że to pisanie przez żony polityków to jakaś zaraza. (…) Kobieta też może mówić o sobie i swoim życiu. I to wcale nie jest wylewanie brudów, jak mówią niektórzy. (…) I te oceny, że powinnam być intelektualnym geniuszem albo nie wiadomo kim, jeśli się biorę do pisania. A żona to żona. Ma swoje wady i zalety. Jest jaka jest

- puentuje wdzięcznie pani premier. Wyznaje także, iż nie zamierza poprzestać na opublikowaniu jednej książki. Jaki będzie zatem temat kolejnej?

Marzy mi się napisanie kryminału z akcją w Sopocie. Naprawdę. Wszystko już sobie poukładałam. Wiem, jakie będą główne postaci, że śledztwo poprowadzi policjantka, gdzie znajdą ciało. Tylko jeszcze nie mam zbrodni i zbrodniarza

- wyznaje Tusk.

„Polska The Times”/aż